Leon
Droga E. Witaj; w tym roku byliśmy w Polsce przez 4 miesiące i w trakcie pobytu zrodził się pomysł nabycia labradorka dla Ali mamy, bo chciała od dawna spokojnego psa. Niestety, ku naszemu zdziwieniu nie za bardzo się mogli z Marianną dogadać no i efekt jest taki, że zdecydowaliśmy wspólnie znaleźć dla niego nowy dom i właścicieli, póki jeszcze nie jest za późno.
To jest z pewnością świetny pies tylko potrzebuje na początek trochę twardej reki, żeby wiedział, że ktoś nim rządzi. Oj, ale chyba się rozpisałem, jakbym był zaklinaczem psów. Tak naprawdę to Ania jest, a ja te wszystkie rzeczy wiem od niej. Słyszałem, że pies powoli znajduje swoje miejsce u was i chyba ma się świetnie. A jak daliście mu na imię? Czy został Leonem?
Moja droga A. Leon ma się dobrze. Rozpuszczony jest jak dziadowski bicz, aczkolwiek objawia się to tylko na spacerach. Nowe hobby, no może nie nowe, co stare, doprowadzone do perfekcji - sterowanie spacerującym... Bo albo się idzie tam, gdzie Leon chce, albo się nie idzie, bo pies leży plackiem. My jeszcze sobie radzimy - podnosi się psa w puszorku, łapy - chcą czy nie - muszą przebierać. Moja mama (zajmowała się nim, kiedy byliśmy na wakacjach) nie dała rady, więc zwykle odpoczywali tak po 15 min, zanim pies nie zdecydował ruszyć. Telefony do nas nie pomagały, widocznie na odległość jesteśmy jeszcze mniej skuteczni.
Skandali leonowych było w tym roku niewiele, bo broi mało, a wszystkie przestępstwa i tak sprowadzają się do złodziejstwa jedzeniowego. Małe są tolerowane. Awantura była jedna - w poniedziałek wielkanocny, kiedy pod naszą nieobecność doszło do włamania do garnka (gara właściwie) z żurkiem. garnek na szczęście nie spadł (stał na kuchence), spadła pokrywka, wypadła nabierka i katapultowała swoją zawartość na całą kuchnię.
Leon czul się niewinny i właściwie nie rozumiał, czemu się go czepiamy (tata mój użył nawet groźby: "psia buda"), skoro go w kuchni nie było, bo spał, jak wróciliśmy, w pokoju.
Z Leona apetytem jest niestety tak, że zżera wszystko, co znajdzie. Więc chodzę po tej wsi i szukam miejsc, gdzie można go bezpiecznie spuścić. Dziś znaleźliśmy pole, tuż przy jeziorze, daleko od drogi. Kąpiel - szaleńcze bieganie - kąpiel - szaleńcze bieganie, i tak kilka razy pod rząd. Psie szczęście. Aż mi żal, że po półtora tygodnia tu (czyste jezioro) muszę go zabrać do Poznania, gdzie Leon się nie kąpie, bo wszędzie brudno. Ale wypoczęliśmy (ja) i zmęczyliśmy się (Leon), a w Poznaniu czeka stęskniony (jak znam życie, bardziej za Leonem, niż za mną) Pan, więc pies też powinien być kontent.
Moja droga E. W radiu pewien weterynarz mówił, ze labradory i goldeny są to psy pracy. Tak właśnie się wyraził. A jeżeli pies siedzi sam w domu i się nudzi, to wymyśla różne "zajęcia". Może Leonek "pracuje", a Ty się na niego wściekasz! Może macie jakieś pobliskie ruiny? Poszukałby jakichś przysypanych, staruszki 40-letnie by poprzeprowadzał przez jezdnię, uspokoił znerwicowanych gimnazjalistów...
Odpowiedź - Moja droga A. W Internecie napisano: labradory to psy posłuszne... Jak widzisz z dystansem podchodzę to takich informacji :) Co do pracy, to Leoniu ma mnie budzić do pracy właśnie... i nie sprawdza się zawodowo niestety, o czym muszę ze smutkiem donieść.
Moja droga A: Muszę ci donieść, że Leon Wielki i Wspaniały leży na swoim łóżeczku, ale zignorował prześcieradełko, które moja mama pieczołowicie rozłożyła pod jego cielskiem, coby nie kłaczył. Wymościł się, wyeliminował prześcieradło z kontaktów z łóżkiem, położył łeb na podusi i śpi. Ja nie wiem, kto to będzie odkurzał...
Moja droga A. Tak, kocham go nad życie.
Ewa Leśniewska