Kraksa
Kraksa jest naszym pierwszym psem. Od razu rzuciliśmy się na głębokie wody, bo Kraksa jest prawie beaglem. Prawie, gdyż ma zakręcony ogon. Za to charakter ma w 100% beagla. Wybór rasy nie był przypadkowy, choć - jak się okazało – nie do końca świadomy.
Nasza suka ma charakter kota. Jest samodzielna, niezależna i chodzi swoimi drogami. Nigdy się nie poddaje. Zawsze można spróbować, czy coś się nie zmieniło w ustalonych zasadach i np. można już leżeć na fotelu. Jak na beagla przystało słucha, kiedy chce, lub nie ma już innego wyjścia. Mimo to, po tych kilku latach wspólnego życia, mogę stwierdzić, że się dogadujemy.
Kraksa nie jest wylewna. Czasem gdy wrócę do domu leży na swoim posłaniu i wita mnie tylko końcówką ogona. Czasem wita mnie całą sobą i nie wie już co ma zrobić, żeby okazać radość. Do dziś nie potrafię powiedzieć od czego zależy rodzaj powitania.
Ktoś, komu wydaje się, że taki pies to żadna radość - myli się. Szanuję w moim psie tę niezależność. Jakie ciepłe uczucia budzi powściągliwy pies, który przychodzi, żeby go podrapać – wtedy, kiedy chce. Kraksa nie może wskakiwać na kanapę z jednym wyjątkiem - kiedy oglądamy film. Wtedy czeka na pozwolenie, wskakuje na swój kocyk na kanapie i zwala się na moje kolana. Uwielbiam ten czas, kiedy leży spokojnie, przebiera we śnie nogami i od czasu do czasu powarkuje.
Kraksa to przeciwnik, którego nie wolno nie docenić. Jej pomysłowość w zdobywaniu jedzenia zasługuje na najwyższe uznanie. Jej pierwszy wyczyn to wykradzenie upieczonej golonki z wysokiego garnka stojącego na kuchence w taki sposób, że nikt niczego nie zauważył. Garnek stał, jak stał. Tyle, że pusty. Kradzenie jedzenia nie spotyka się oczywiście z naszej strony z aprobatą. Ale kto jest winny temu, że beagle są wiecznie głodne? Kto jest winny temu, że pies miał po co wskoczyć na stół?
Dużo mogłabym pisać o przyzwyczajeniach mojego psa. O śmiesznych i nieśmiesznych historiach z udziałem Kraksy. Mimo swojego charakterku, dużo jej uchodzi na sucho. Nie da się jej nie lubić. Parę lat temu właściciele wakacyjnej kwatery – mimo zniszczeń, jakich dokonał nasz pies w obejściu – chcieli, żebyśmy im Kraksę zostawili: „po co wam taki pies w mieście”. Oczywiście Kraksa pojechała do domu razem z nami i mimo jej wielu wad (tych, które lubimy i tych, które tępimy) nigdy nie oddałabym jej nikomu.
Agnieszka