reklama

reklama

    Psy nie do oddania
Kora


Pamiętam Jej pierwszy dzień w naszym domu. Mała, łaciata Istotka na czterech łapkach. Trzęsła się ze strachu. Gdy tylko mnie zobaczyła, wskoczyła mi na kolana i zaczęła lizać po twarzy. Wtedy Ją pokochałam.

Nie wiedziałam jeszcze, jak ją nazwę. Padały różne propozycje. Tej nocy miała spać koło mojego łóżka. Kiedy zapadł już zmrok, poczułam małe ciałko obok siebie. Wiedząc, że moja mama się wścieknie, wstałam, wzięłam Ją na ręce i zaniosłam na posłanie. Sytuacja powtórzyła się trzy razy, aż w końcu zaniechałam prób wygonienia Jej z łóżka. Została w nim. Było mi niesamowicie ciepło i miło, kiedy czułam jak małe ciałko oddycha obok mnie. Zwłaszcza, że Funio, który teraz biega za Tęczowym Mostem, nie lubił spać pod kołderką, chyba się dusił. Rano poczułam zimny, mokry nos w uchu. „Wstawaj!” - mówiły roześmiane oczęta. I zaraz potem język na policzku. Wtedy Ją nazwałam. Kora. Takie ciepłe imię. I te jej łaciate łapki, jak kora brzozy. Kora była żywotnym szczeniakiem. Gryzła, co popadło, paskudziła w domu, ganiała inne zwierzaki. Pogryzła mojemu bratu multum piłek, zjadła ulubione buty, a kiedy robiłam Jej wyrzuty, rozbrajała spojrzeniem. To spojrzenie kochałam. Kochałam Ją za to, że z taką beztroską patrzy na życie, za jej merdający ogon na powitanie i za Jej rozbrajającą minę, kiedy karciłam ją za narozrabianie.

Pamiętam, jak w pewny wielkanocny poranek poszłam z Nią do parku fotografować. Z krzaków wyleciała kaczka i Kora pobiegła za nią, po czym wskoczyła do rzeki. Nurty rzeki dosłownie na kilka sekund Ją porwały, ale te sekundy wydawały mi się wiecznością. Chciałam już ściągać buty i podejść jak najbliżej, żeby pomóc Jej wyjść... Nawet gdybym musiała wskoczyć, to nie wahałabym się. Jednak Ona w końcu wypłynęła i wygramoliła się z rzeki, by dać mi buziaka i pokazać, jaka jest dzielna.

Przez mojego małego Herosa najadłam się strachu. Ale też zrozumiałam, że Kora tyle wniosła do mojego życia. I że rozłąka nie wchodzi w rachubę. Czego dowodem jest sytuacja z zeszłorocznych wakacji. Po miesięcznej nieobecności wróciłam do domu i gdy zobaczyłam mojego Psiaka, usiadłam na schodach i rozpłakałam się. Zupełnie, jakbyśmy nie widziały się rok.

Dominika



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    pusia12345 02:59 | 29-08-2009   Odpowiedz
 

jak się dodaj te historie?Ja chcę napisać o mojej suczce...która niedługo może już zdechnąć...


 
 
    czikusia2007 01:24 | 30-07-2009   Odpowiedz
 

sliczna historia :* Piekny psiak ^^







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl