Kimi
Parę lat temu do schroniska trafiła mała suczka o imieniu Kimi. Była bardzo wystraszona, zalękniona i nieufna. Pamiętam te jej pierwsze dni w przytulisku (pamiętam bo jestem tam wolontariuszką). Bała się psów, ludzi, a nawet własnego cienia. Zakochałam się w niej, w jej ślicznych, brązowych, smutnych oczętach.
W schronisku była rok. Bardzo przyzwyczaiła sie do mnie i do miejsca, które stało się jej domem. Długo namawiałam rodziców na nią, w końcu się zgodzili. Zabraliśmy ją i już pierwszego dnia merdała kitką. Kilka dni spędzonych w nowym domu i już zaufała rodzinie. Stała sie pewna siebie, przyjacielska lecz do nieznajomych podchodzi z dystansem.
Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niej, od kiedy stała sie członkiem naszej rodziny wszędzie chodzimy razem. Gdy idę do szkoły to mama opowiada, że cały czas piszczy za mną, bo boi się, że znowu zostanie wyrzucona lub, co gorsze...
Razem śpimy w jednym łóżku i bardzo dużo czasu spędzamy razem. Kiedyś musiano wyrządzić jej wielką krzywdę, do dziś nocami skomli, szczeka i budzi się. Ale wiem, że ona mnie kocha tak, jak ja ją. Po prostu już nigdy nie mogłabym jej oddać. Stała sie moim największym przyjacielem, któremu mogę zaufać i wszystko powiedzieć :) Jest wyjątkowa pod każdym względem, nie ma w niej niczego co by było wadą :)
Sylwia