środa, 23 sierpnia 2017

Jak Kuba psu…

30 czerwca 2016 12:31 Zostaw komentarz

Kuba 3Jak Kuba psu…

Przeciętnemu Europejczykowi Kuba kojarzy się zwykle z Che Guevarą i Fidelem Castro, zabytkowymi samochodami, cygarami i rumem, a także z salsą i, być może, wypoczynkiem pod palmami na przepięknych nadmorskich plażach. Mimo że wyspa stała się w ostatnich latach prawdziwą mekką również dla polskich turystów, mało kogo obchodzi to, jak w tym zakątku świata radzą sobie psy.
Niewielka Kuba przyciąga rzesze turystów z całego świata. Kto był tu raz, zwykle chce przyjechać znowu… Ciepły klimat i wspaniałe plaże to z pewnością największe atuty wyspy. Dla niektórych atrakcją jest również socjalizm, z którym wciąż można się tu zetknąć.

Kubańska życzliwość

Może to właśnie połączenie klimatu i wszechobecnej socjalistycznej biedy dzielonej równo między Kubańczyków sprawia, że mieszkańcy wyspy są, niemal bez wyjątku, serdeczni i życzliwie nastawieni do innych. Byłam na Kubie trzykrotnie i za każdym razem tak samo mnie to zachwycało. Ci wspaniali, dzielni ludzie kochają także psy. Niektórzy dopatrują się w tym wpływów afrykańskich tradycji plemiennych ludu Joruba, mocno zakorzenionych w kulturze kubańskiej od czasów, gdy na wyspę przywożono niewolników z Czarnego Lądu. Jorubowie czcili psy za ich wielką użyteczność i cenili je jako obrońców, myśliwych, ale i towarzyszy człowieka. Choć Kubańczycy sami mają niewiele, żeby nie powiedzieć – nic, ich stosunek do czworonogów jest bardzo pozytywny. A i psiaki, również te uliczne, odnoszą się do nich przyjaźnie, merdają ogonami, łaszą się i domagają pieszczot lub jakiegoś smacznego kąska. Pamiętam, jak kiedyś na jednym z głównych placów Hawany podeszła do mnie bezdomna suczka drobnej postury i wpakowała mi się na kolana, gdy przykucnęłam, żeby zrobić zdjęcie. Co mogłam jej dać? Jedynie odrobinę czułości, bo tej zapewne nie okazywano jej na co dzień.

Życie na ulicy

Na Kubie żyje około jedenastu milionów ludzi i milion psów, z których mniej więcej połowa ma swoich opiekunów. Reszta zasila szeregi bezdomniaków. Prawdę mówiąc, nawet te zwierzęta, którymi ktoś się opiekuje, większą część swego życia spędzają na ulicy. Tak samo zresztą jak Kubańczycy. Życie toczy się tu głównie poza murami domów. Taki kraj.
Przeciętny wyspiarz zjada na obiad porcję ryżu z czarną fasolą zalaną wrzątkiem. Trudno w to uwierzyć, prawda? Co w takim razie jedzą psy? Ano, co się trafi. Czasem resztki jedzenia z licznych restauracji, przez które przewijają się zagraniczni turyści. Czasem skórkę słoniny ze stoiska z mięsem albo kawałek niedojedzonej pizzy. Czasem nic. Kto wie, może to przyjazne nastawienie psów do ludzi jest po prostu ich strategią przetrwania? Będę dla ciebie miły, to może podrzucisz mi coś do jedzenia?

KUBA4

Bezdomny pies na etacie

Na Kubie nie ma zwyczaju trzymania psów na uwięzi. Nigdy nie widziałam ani nie słyszałam, żeby ktoś trzymał tu zwierzę na łańcuchu. Rzadko widuje się też psy na smyczy. Na ogół biegają luzem, a mimo to pogryzienia zdarzają się sporadycznie. Do rzadkości należą też walki psów. Za ich organizację grozi nawet 2–3 lata więzienia. Nie znaczy to, że Kubańczycy są ideałami, jeśli chodzi o traktowanie zwierząt. Na przykład tradycja walk kogutów wciąż ma się tu całkiem dobrze, choć ta rozrywka także jest nielegalna. Trudno mówić, że psy są uprzywilejowane, ale z całą pewnością mają status zwierząt towarzyszących. Ich pozycja jest znacznie lepsza niż w dużo bliższej nam pod względem geograficznym Albanii, gdzie zwierzęta te zostały zepchnięte na margines i żyją na wpół dziko, żywią się odpadkami i często są przez ludzi przeganiane kamieniami. Mimo to psie życie na Kubie nie należy do łatwych, a największe problemy to bezdomność, brak pożywienia, choroby i pasożyty. Na szczęście są osoby, którym dobro zwierząt leży na sercu. Jedną z nich jest Nora Garcia Gonzalez, która w 1987 roku założyła organizację ANIPLANT (Asociación Cubana para la Protección de Animales y Plantas). Edukuje ona ludzi w zakresie potrzeb zwierząt, zachęca do adopcji, interweniuje w przypadku znęcania się nad zwierzętami, ale przede wszystkim zajmuje się zbieraniem funduszy i sterylizacją psów i kotów (tylko w 2012 roku wykonano blisko pięć tysięcy takich zabiegów), by w ten sposób zapobiegać bezdomności oraz eutanazji bezdomnych zwierzaków, która jest w tym kraju często stosowanym rozwiązaniem.
W siedzibie organizacji, która mieści się niemal w centrum Hawany, w pobliżu słynnego Hotelu Nacional, działa nieźle wyposażona, jak na warunki kubańskie, klinika dla zwierząt, mieszka tu także blisko dwadzieścia psów. Za ciekawostkę należy uznać fakt, że ANIPLANT to jedyna taka organizacja na Kubie. Prawo kubańskie zezwala bowiem na działalność pomocową tylko jednej organizacji w danej dziedzinie. Mimo że ANIPLANT ma wszelkie oficjalne zezwolenia i patronat ministerialny, nie dostaje od rządu żadnej dotacji na swoją działalność. Co więcej, organizacja ta nie ma prawa się reklamować. Dociera do zainteresowanych jedynie dzięki cotygodniowym programom w radio i telewizji, które prowadzi szefowa ANIPLANT. Jednak środki finansowe trzeba pozyskiwać w inny sposób. I tu z pomocą przychodzi zagranica. W Stanach Zjednoczonych powstał na przykład projekt TAP (The Aniplant Project), który od lat promuje działania ANIPLANT i zbiera dla nich fundusze. Są też i inne organizacje, jak The Spanky Project czy APAC-Varadero, które starają się robić wszystko, by zwierzęta domowe na Kubie miały się lepiej.
Kubańczycy znaleźli też sposób pomocy bezdomnym zwierzętom w starej części Hawany. Na mocy rządowego projektu różne instytucje mogą adoptować psy i koty, które dostają stosowne identyfikatory przyczepiane do obroży. Widnieją na nich ich imiona, informacja o sterylizacji i miejscu „zatrudnienia”. Zwierzęta są sterylizowane, mają zapewnioną opiekę weterynaryjną i są dokarmiane przez pracowników placówek, od muzeów przez banki, po toalety publiczne, w których w pewnym sensie „pracują etatowo”. Na przykład muzeum Obrapia opiekuje się psiakiem o imieniu Candela oraz kotem Junipero. Z kolei muzeum metalurgii adoptowało aż pięć psów. Zwierzaki te stanowią osobliwość dla zwiedzających i są zazwyczaj bardzo mile przez nich traktowane. Jak podają nieoficjalne źródła, ta szczególna „moda” zaczęła się od tego, że pewien bezdomny pies obudził nocą strażnika i uchronił w ten sposób urząd przed kradzieżą urządzeń klimatyzacyjnych… Został publicznie odznaczony, a dzięki niemu inne zwierzaki mogą się dziś cieszyć stałą opieką.

Pages →  1 2

Jak Kuba psu… Reviewed by on . Jak Kuba psu... Przeciętnemu Europejczykowi Kuba kojarzy się zwykle z Che Guevarą i Fidelem Castro, zabytkowymi samochodami, cygarami i rumem, a także z salsą i Jak Kuba psu... Przeciętnemu Europejczykowi Kuba kojarzy się zwykle z Che Guevarą i Fidelem Castro, zabytkowymi samochodami, cygarami i rumem, a także z salsą i Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top