piątek, 18 sierpnia 2017

Gryzą się!

17 marca 2017 08:15 Zostaw komentarz
Gryzą się

Gryzą się

Gryzą się!

Unikanie sytuacji problematycznych to sprawdzona metoda działania. Gdy nasz pies nie toleruje wyżła sąsiadów, staramy się chodzić innymi ścieżkami. I dobrze, ale co zrobić, gdy pewnego dnia mimo wszystko się na niego natkniemy? Jak zachować się, gdy dojdzie do konfrontacji?

Zwykle dużo mówi się o tym, jak zapobiegać pewnym zdarzeniom, a mało – jak na nie reagować.  W czasie konsultacji behawioralnych sam zdecydowanie częściej skupiam się na tym, by sytuacje niepożądane wyprzedzać o krok, by im w porę zapobiegać. Nie można jednak zapominać, że czasem dochodzi do niechcianych zdarzeń czy też wypadków, szczególnie na początku terapii, gdy praca nad zmianą zachowań zwierzęcia i ludzi dopiero się zaczyna.

Różne reakcje

Gdy mieszkałem w bloku, nie było dnia, żebym nie słyszał dobiegających z zewnątrz okrzyków, zgiełku, warczenia i pisków. Oczywiście w oknach zaraz pojawiały się głowy obserwatorów, w tym i moja. Rejestrowałem przeróżne reakcje ludzi. Gdy ich ukochany pupil walczył z „bestią”, wykrzykiwali i złorzeczyli wszystkim psom i ludziom wokół. Czasem ciągnęli za smycz, czasem sami rzucali się do walki, a czasem po prostu stali obok i śledzili rozwój wydarzeń (tutaj prym wiedli właściciele psów ras dużych). Najgorzej jednak wychodzili na tym opiekunowie, którzy postanowili rozdzielić walczące psy, wchodząc między nie. Obserwując przez tyle lat zachowania psów i ludzi mogę stwierdzić jedno – niewiele się zmieniło.
I tak naprawdę spotykamy się z kilkoma schematami postępowania.
Odruchowa próba rozdzielenia walczących psów przez łapanie ich za obrożę – to najgorsze, co można zrobić. Obroże znajdują się w sąsiedztwie pysków, a te wyposażone są przeważnie w imponujący garnitur zębów. Walczące psy są pod wpływem wielkich emocji i mogą nie zwrócić uwagi na to, że w czasie walki próbują im pomóc opiekunowie. I w takich momentach właśnie oni stają się ofiarami agresji przeniesionej, przeważnie niezamierzonej, przypadkowej.
Bicie zwierząt w trakcie spięcia lub ciągnięcie ich za ogon. Z powodu emocji psy w czasie walki mogą nawet nie poczuć bicia albo uznają, że to przeciwnik jest odpowiedzialny za ból i to jeszcze bardziej je rozjuszy. W ten sposób doprowadzimy do eskalacji emocji i narazimy psa na jeszcze większe obrażenia. Może również dojść do sytuacji, w której zwierzak uzna takie działanie za dodatkowe zagrożenie i postanowi się bronić przed agresorem zadającym ból. Tak będą zachowywać się psy, które uruchamiają strategię walki w momencie zagrożenia.
Odciąganie za smycz, gdy w konflikt wchodzą psy na uwięzi. Właściciel odciąga psa (albo raczej próbuje to zrobić). Tyle, że wówczas zwierzę jeszcze bardziej prze na przeciwnika, ciągnąc z całej siły. Możemy je wtedy niechcący poddusić, co ma bardzo negatywne skutki zdrowotne, a dodatkowo wystawia szyję naszego psa na atak przeciwnika. Poza tym odciągając za smycz, przeważnie unosimy głowę pupila nieco do góry, co w języku psim oznacza po prostu dominację. To kolejny powód do awantury. Może właśnie w tej chwili nasz pies chciał ulec przeciwnikowi, a my przez takie zachowanie pokazaliśmy coś zupełnie innego? Wykrzykiwanie i wymachiwanie rękami bądź innymi przedmiotami to metoda, która nie daje żadnego efektu, poza tym że zamiast niwelować emocje, jeszcze je potęguje.
Wzięcie mniejszego psa na ręce sprawdzi się o tyle, że przeciwnicy rzeczywiście zostaną rozdzieleni. Pamiętajmy jednak, że najpierw trzeba po tego pieska sięgnąć, a więc dostać się między zdenerwowane zwierzęta. Poza tym może się zdarzyć, że pod wpływem emocji drugi pies może chcieć dalej walczyć, tym razem nie tylko z naszym yorkiem, ale także z nami.

Opanowanie sytuacji

Zapewne spotkaliście się i spotykacie z różnymi modyfikacjami powyższych sposobów. Natomiast ja polecam dwie niezawodne metody, które sam stosuję. Pierwsza z nich bywa przydatna raczej w domowych warunkach – gdy dwa psy sczepią się ze sobą, należy rzucić w nie czymś lekkim, na przykład poduszką, która na pewno nie zrobi im krzywdy. Miałem kiedyś do czynienia z dwójką mopsów – konfliktowych braci. Z jednej strony pracowaliśmy nad ich temperamentami i potrzebami, z drugiej zaś przeciwstawialiśmy się pojedynczym atakom agresji w domu. Próby rozdzielania kończyły się pogryzieniem właścicielki, natomiast poduszka lub pluszaki sprawdzały się doskonale. Czasem walczące psy były zdziwione nagłym pojawieniem się czegoś nowego, czasem przenosiły agresję na te przedmioty (proszę bardzo – byle nie na żywe tkanki) i wyżywały się na nich. Gdy to się udawało, jednego i drugiego psa wołaliśmy i zajmowaliśmy się każdym z osobna, by ochłonęły. Zwykle wystarczyło kilka minut odosobnie-nia. Czasem, zamiast miękkich przedmiotów, używaliśmy sygnału dźwiękowego – brzęk pokrywek czy klaśnięcie odwracało na chwilę uwagę walczących.
Na zewnątrz, gdzie trudno o pluszaki i pokrywki od garnków, których dźwięk i tak zginąłby w natłoku różnych hałasów, polecam coś zupełnie innego. Gdy psy rzeczywiście się ze sobą sczepią lub zaczną się gryźć, wystarczy podejść od tyłu do agresora lub do tego psa, nad którym mamy mniejszą kontrolę, złapać go za obie tylne łapy i unieść lekko do góry. W ten sposób zwierzę zdezorientowane z powodu nagłego usunięcia się ziemi spod łap, traci pewność siebie i przestaje zachowywać się agresywnie. Powoli poziom emocji opada i pies ma ochotę czmychnąć jak najdalej z miejsca, w którym dzieją się takie dziwne rzeczy. Drugiego osobnika można w tym momencie odwołać albo poprosić kogoś o to, by go przytrzymał. Pamiętajmy jedynie, by unosić tylne nogi psa na tyle długo, by zdążył się trochę uspokoić. Warto podkreślić, że człowiek interweniujący w ten sposób jest bezpieczny, bo agresor nie będzie w stanie go ugryźć, stojąc tylko na dwóch przednich łapach. Stosowałem tę metodę wielokrotnie, mając do czynienia z psami małymi i dużymi, o różnych temperamentach. Okazała się najbardziej przydatna w Borach Tucholskich, podczas mojego spaceru z owczarkiem niemieckim Sedanem. Nagle doskoczył do nas amstaff i bez żadnego sygnału ostrzegawczego rzucił się na owczarka. Na szczęście Sedan miał na szyi szeroką skórzaną obrożę z metalowymi ćwiekami, które – jak się potem okazało – zatrzymały atak i w jego wyniku były całkowicie powgniatane. Zwierzę-agresor (które w opinii opiekuna było niesfornym psem-uciekinierem) było tak zaaferowane walką, że nie pomagały żadne metody siłowe czy dźwiękowe. Dopiero pozbawienie przyczepności spowodowało, że pies się opanował i możliwe było odszukanie jego właściciela.

Konflikt to jeszcze nie koniec świata

Takie zdarzenia, szczególnie na osiedlach lub w parkach miejskich, są codziennością. Na względnie niedużej przestrzeni spotykają się psy (i ludzie!) o różnych temperamentach. Nie ma szans, by nie doszło do scysji. Moja dobermanka przez dziesięć lat życia nieustannie powarkiwała, obszczekiwała i komunikowała się z pobratymcami na wszelkie psie sposoby, wymieniając tysiące informacji. Najczęściej starałem się nie wchodzić w drogę największym oponentom i omijać newralgiczne miejsca, ale i tak nie udawało się uniknąć bezpośrednich spięć. Zawsze w takich momentach sprawdzała się metoda uniesionych łap, często wywołująca przerażenie lub zdziwienie innych ludzi. Jednak obserwatorzy przekonawszy się, że powoduje wyciszenie emocji, również zaczynali ją stosować. Nie zapomnę owczarka niemieckiego, który przebiegł przez rzeczkę, by zaatakować moją dobermankę podczas jednego ze spacerów. Widać było, że to pewny siebie samiec, z którym właściciele w ogóle nie dawali sobie rady. Gdy uniosłem go lekko za tylne łapy, natychmiast przerwał atak i zmienił się w kulkę, która ponownie przebiegła przez rzeczkę i schowała się za właścicieli. Dodam, że odbyło się to bez krzyków i przemocy. Musiałem jedynie wykazać się podczas rzutu w dal, bo owczarek czmychając, zgubił obrożę i musiałem ją zwrócić właścicielom stojącym na drugim brzegu.

Tylko spokój…

Nie przejmujmy się, gdy psy szczerzą kły, warczą lub się obszczekują. To dla nich naturalny sposób komunikacji i przekazywania emocji. Mimo że kły i zmarszczona kufa wyglądają groźnie, ich głównym zadaniem jest właśnie odstraszyć, a nie skrzywdzić. Za to naszej ingerencji wymaga sytuacja, gdy dochodzi do „zęboczynów”. Starajmy się wtedy przede wszystkim zachować spokój i panować nad swoimi emocjami. Czasem wystarczy jakiś dźwięk, by rozdzielić walczące psy, czasem pomaga uniesienie tylnych łap. Pamiętajmy o podstawowej zasadzie, by nie wsuwać ręki czy nogi między sczepione ze sobą zwierzęta. Nie chcemy przecież stać się celem ich ataku, a jedynie opanować sytuację.
Michał Kisiel

Co zrobić, gdy się pogryzą

Gdy psy sczepią się ze sobą zębami nie panikujmy:

  • starajmy się zachować zimną krew i opanować emocje;
  • nie używajmy przemocy fizycznej (pies i tak wygra), próbując rozdzielić zwaśnione zwierzaki;
  • krzyki i wymachiwanie rękami tylko pogarszają sprawę;
  • nie wchodźmy ani nie wkładajmy rąk między gryzące się psy!
  • W najlepszym wypadku ucierpi na tym nasza garderoba, w najgorszym – nasze kończyny;
  • starajmy się rozdzielić psy, zachowując bezpieczną odległość – na przykład rzucając w nie czymś miękkim, polewając wodą lub używając sygnałów dźwiękowych;
  • pamiętajmy o niezawodnym sposobie – uniesieniu lekko do góry tylnych łap agresora – to bezpieczne i skuteczne.

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze 6/2016!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Gryzą się! Reviewed by on . [caption id="attachment_27215" align="alignleft" width="150"] Gryzą się[/caption] Gryzą się! Unikanie sytuacji problematycznych to sprawdzona metoda działania. [caption id="attachment_27215" align="alignleft" width="150"] Gryzą się[/caption] Gryzą się! Unikanie sytuacji problematycznych to sprawdzona metoda działania. Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top