Ta strona używa COOKIE. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

  Aby dowiedzieć się więcej na temat ciasteczek, zapraszamy na stronę WszystkoOCiasteczkach.pl

reklama

reklama

reklama

reklama

    Polemiki
Eutanazja - dobrodziejstwo czy wyrok?


Eutanazja budzi ogromne emocje. Czy to ostatnia przysługa, jaką można oddać psu? Czy też chęć zrzucenia z siebie obowiązku opieki nad chorym zwierzęciem? Większość właścicieli woli o tym nawet nie myśleć, a już na pewno nie chce o tym rozmawiać. Ale rozmawiać trzeba.

Rozmawiają Anna Redlicka – sędzia kynologiczny, tłumaczka i autorka książek o psach, hodowca welsh corgi oraz Małgorzata Szmurło – lekarz weterynarii, międzynarodowy sędzia kynologiczny, hodowca chartów polskich.

Małgorzata Szmurło:
Przyznam, że przeraża mnie niefrasobliwość ludzi w podejmowaniu ostatecznej decyzji dotyczącej życia ich zwierząt. To niewątpliwie trudny dylemat - podjąć walkę czy uśpić, "żeby się nie męczył"...

Anna Redlicka: Ale po co ta ironia, walka nie zawsze może być wygrana. Jeśli można leczyć, pomóc - tak. Dostaję gęsiej skórki, kiedy słyszę: "Ach, jak on się męczył, cały ostatni rok tak cierpiał, ale jakoś go ciągnęliśmy". Oburza mnie taki fałszywy humanitaryzm. Zwierzę męczy się tylko po to, by państwo mogli się nadąć i napuszyć, jak to oni za wszelka cenę ratowali mu życie i ile się przy tym namęczyli.

MS: No dobrze, ale z moich obserwacji wynika, że tylko nieliczna grupa właścicieli podejmuje walkę o życie podopiecznego, nie patrząc na trudności. Przychodzą do lekarza kilka razy w tygodniu, a nawet codziennie. Utrzymują przy życiu swych starych przyjaciół. Pozwalają odejść im godnie, cóż bowiem może być niegodnego w miłości, przyjaźni i trosce? Czy zwierzęciu, które spędziło z nami całe swoje życie, nie należy się troska i opieka w chorobie i na starość?

AR: Według mnie to są dwie strony tego samego medalu - braku prawdziwej miłości. Jedna to pospieszne usypianie, kiedy tylko zniknie młodzieńczy blask, a pojawią się pierwsze dolegliwości podeszłego wieku. Druga to przedłużanie życia za wszelką cenę, bez oglądania się na jego jakość.

MS: Dla wielu osób stare zwierzę jest po prostu kłopotliwe. Twierdzenie, ze się meczy i trzeba je uśpić, jest podyktowane wyłącznie chęcią uniknięcia kłopotów. Dorabia sie wiec ideologie do niewdzięczności i usypia psa. Stary pies niedosłyszy, niedowidzi, sztywno chodzi i brzydko mu pachnie z pyska...

AR: Ale my ciągle mówimy o dwóch rożnych rzeczach. Usypianie psa tylko dlatego, że niedowidzi, czy też rozsiewa niemiłe wonie, to zwykła znieczulica. Czasami mam wrażenie, że z ludźmi jest coś nie tak. Zajęcie sie starymi, chorymi rodzicami czy dotkniętym choroba współmałżonkiem urasta do rangi bohaterstwa. A to nie jest żadne bohaterstwo, tylko zwyczajne ludzkie postępowanie. Ta sama norma dotyczy również psów. Skoro był dobry jako mały, dekoracyjny szczeniaczek, to jest tak samo dobry jako zniedołężniały staruszek. Trzeba mu zapewnić godne warunki starości – właściwą opiekę i leczenie. I prawo do godnej śmierci, bez niepotrzebnych męczarni, wtedy gdy nie możemy już nic innego zrobić, żeby mu pomóc.

MS: Uśpić psa to znaczy odebrać mu życie przy zastosowaniu środków chemicznych. Odebrać nieodwracalnie – po uśpieniu nie da się go już obudzić. Moim zdaniem mamy moralne prawo uśpić wówczas, gdy wyczerpaliśmy już wszelkie możliwe środki pomocy, a psa nie czeka w życiu już nic poza cierpieniem.

AR: Tu sie akurat zgadzamy doskonale. Inna sprawa, że we współczesnej cywilizacji unika sie rozmów o śmierci. Jakby nigdy nie miała nadejść. Ona tymczasem nadchodzi, a dla naszych czworonożnych przyjaciół znacznie szybciej, niż byśmy chcieli.
I to nieprawda, że w przypadku bardzo starego psa jesteśmy na nią przygotowani. Ja się tak wściekam na tych, co bez końca przedłużają cierpienia psa, ale przecież doskonale ich rozumiem, bo to bodaj najtrudniejsza decyzja w życiu. Nawet gdy człowiek jest przekonany o jej słuszności.

MS: Nie zgadzam sie z twierdzeniem, że lepiej psa uśpić niż patrzeć, jak sie będzie męczył w czasie leczenia. Dla niektórych owa męczarnia jest tożsama z... gipsem na łapie czy z koniecznością podawania kroplówek, przeprowadzenia operacji czy rehabilitacji po urazie. Dla niektórych perspektywa amputacji kończyny - całkowitej lub częściowej - jest wystarczającym powodem do pozbawienia psa życia. A powód dalej jest taki sam: "żeby się nie męczył".

AR: Zapominasz, ze niektórzy mają "czule" serduszka i nie mogą patrzeć na biednego kalekę...

MS: Oczywiście, pies może nie odzyskać w pełni sprawności w wyniku takiej czy innej choroby, odniesionego urazu. Mimo to będzie wiódł szczęśliwe życie. Właściwie lepiej powiedzieć "nie" mimo to, ale dzięki temu, ponieważ właściciele otaczają psiego inwalidę większą troską i czułością, pozwalają mu na znacznie więcej niż wówczas, gdy cieszył sie pełnią sił. Jego życie jest zatem weselsze. Pies nie odczuwa swego kalectwa w sferze psychicznej - nie cierpi, bo czegoś w życiu już nie dokona. Nie twierdzę, że nie wie, iż trudniej mu biec czy wskoczyć na kanapę. Ale na pewno nie martwi się po nocach, że nie będzie mógł np. wystartować w zawodach agility. Za to nadal cieszą go drobne radości codziennego życia, jak pełna miska, wylegiwanie sie na posłaniu czy pieszczoty właściciela.

AR: Toteż prawdziwy miłośnik psów będzie swojego ulubieńca leczył i hołubił, zapewniając mu godną starość. Są jednak ludzie dotknięci znieczulica. Jedni z nich uśpią, inni wyrzucą starego psa na ulice. Pól biedy, gdy oddadzą go w dobre ręce, gdzie psina ma szanse dożyc późnej starości – chociaż ze złamanym sercem. Bo dla starego psa zmiana domu to potworny szok, który skraca życie i odbiera zdrowie.

MS: Psy kalekie, stare, po przejściach też mają prawo do godnego życia. Nieprawdą jest, jakoby uśpienie miało być dla psa mniejszym stresem niż oddanie w dobre ręce, gdy okazuje sie, że nasze dziecko czy my mamy alergie. W naturze psowate też zmuszane są do opuszczenia stada i szukania szczęścia w innej grupie - dotyczy to zwłaszcza samców.

AR: Wróćmy jednak do zasadniczego tematu naszej rozmowy. Jako wieloletni hodowca i biolog stoję na stanowisku: leczyć - tak! Męczyć - nie!!! Żeby nie wiem jak trudna była dla właściciela decyzja o eutanazji, zdarzają sie sytuacje, kiedy trzeba ją podjąć i nikt nas w tym nie wyręczy, bo to jest cześć naszej odpowiedzialności za psa, nikt jej z nas nie zdejmie.

MS: Uważam, że w sytuacji beznadziejnej, gdy zwierzę naprawdę cierpi i nie ma szans na wyleczenie, podjecie decyzji o uśpieniu jest wręcz konieczne. I tu nie można nie docenić roli lekarza weterynarii. Często jest to bardzo niewdzięczna misja, ponieważ właściciele spychają na lekarza całkowitą odpowiedzialność za eutanazję, argumentując, że się nie znają, że podporządkują się decyzji. Wielu właścicieli dla spokoju własnego sumienia uznaje, że ich obowiązkiem jest pozwolić zwierzęciu umrzeć samodzielnie. Choć w wielu wypadkach oznacza to zamęczyć się na śmierć. Powolne umieranie, np. w przypadku zaawansowanej choroby nowotworowej o charakterze nieuleczalnym, to pasmo niewyobrażalnego cierpienia. Zwierze zwykle umiera w ciszy, co właściciel tłumaczy opacznie: "Przecież nie cierpi, nie piszczy, nie wyje..." A to, że nie rusza się z posłania, że nie chce jeść, że jego oczy dawno straciły blask, nie wystarczy? Czy nie jesteśmy mu tego winni za kilkanaście lat bezinteresownej przyjaźni? Czy nasz pies nie ma prawa do godnej śmierci? Dlaczego musi odchodzić w bólu?



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~aron 07:03 | 10-04-2014   Odpowiedz
 

03.04.2014 odszedł mój kochany pies.Zawierzyłam lekarzom,że operacja mu pomoże,a on w trakcie zmarł bo nie wytrzymało serce, miał raka.Nawet nie byłam jak go usypiali, bo wyprosili mnie z gabinetu a ja nie zaprotestowałam.Był w całkiem dobrej kondycji, a tu nagle serce wysiadło.Nie mogę sobie darować że się zgodziłam, bo dziś byłby ze mną. Mogłam jeszcze zaczekać, albo choć być przy nim gdy podawali mu narkozę, a ja nic nie przeczuwając nic zostawiłam go i pewno bardzo się bał.


 
 
         ~Gośc. 02:49 | 11-04-2014   Odpowiedz
 

Przy operacji być nie mogłaś a gdybyś się na nią nie zdecydowała umarł by w cierpieniach.Ja ratowałem swojego ukochanego do końca a on cierpiał.Dopiero teraz zdałem sobie sprawę,że robiłem to dla siebie jego kosztem.


 
 
    ~MAJKA 06:45 | 27-03-2014   Odpowiedz
 

WIEM JAK TO STRASZNIE BOLI, PRZERABIAŁAM TO 1,5 ROKU TEMU I DO DZIŚ NIE MOGĘ SIĘ Z TYM POGODZIĆ, CZUJĘ SIĘ OKROPNIE.A ZA MOJĄ SUNECZKĄ TĘSKNIĘ DO DZIŚ, JAK O NIEJ MÓWIĘ ŁZA NADAL SIĘ KRĘCI W OKU, A SERCE KRWAWI Z BÓLU.


 
 
    ~wlkp 08:12 | 24-03-2014   Odpowiedz
 

nigdy nigdy nie sadziłem ze mnie to spotka !!! piszac to płacze dorosły facet szok wczoraj moj piesek odszedł przegrał z rakiem poł roku walczylismy ale niestety juz nie chciałem patrzec w te sliczne oczka jak cierpi i nikt nikt tego nie zroumie jak tego nie przezył zapewniam mam nadzieje ze tam ma lepiej choc miał wszystko u mnie masakra jak boli !!!


 
 
    MariiPsiaki 02:36 | 12-02-2014   Odpowiedz
 

Moim zdaniem uśpienie psa jest czymś okropnym. Bo pies potrzebuje miłości, potrzebuje człowieka, który się by nim zajął i zaopiekował. Pies nie rozumie, że nikt Go nie chce i że zostanie uśpiony z tego powodu.


 
 
         ~gość 02:58 | 12-02-2014   Odpowiedz
 

Nikt nie usypia psa bo nie ma ochoty się nim zajmować.Co tobie do głowy przyszło a i weterynarz zdrowego nie uśpi.Twój wpis jest na tyle dziwny,że sam może coś kombinujesz i chcesz wiedzieć co my kochający psy myślimy o tym co napisałeś.


 
 
    ~załamany 11:24 | 14-01-2014   Odpowiedz
 

Stało się to kilka dni temu mojego 18 letniego jamnika uśpiło się. Do końca nigdy nie docierało do mnie że ten moment nastąpi. Ciągle sztuczne podtrzymywanie suni przy życiu - a nerki odmówiły już jej posłuszeństwa, nie mogła stać na tylnich łapach a do tego od ponad miesiąca przeziębiona i nie pomagały zastrzyki. Dodatkowo doszła gnijąca łapka gdyż organizm już nie mógł się sam w sobie bronić. Lekarz zalecił tylko uśpić bądź patrzyć jak cierpi. Cierpienie jest duże zwłaszcza że sunie traktowało się jak członka rodziny i pozwalało się jej na wszystko.


 
 
         ~koko 07:25 | 15-01-2014   Odpowiedz
 

Jeżeli pies dożywa takiego wieku to znaczy,że miał u Ciebie lepiej niż nie jedno dziecko nie ma w domu.Źle by się stało gdyby tak dobre życie zostało zakończone cierpieniem.Weterynarz dobrze Tobie doradził i wspaniale,że go posłuchałeś i dałeś godnie zakończyć życie swojemu jamniczkowi.Pozdrawiam.


 
 
    ~Lolik2014 03:37 | 04-01-2014   Odpowiedz
 

Przedwczoraj uśpiłem swojego Lolika/Frolik w schronisku,lat 11.W wieku 6 lat trafił do nas z schroniska.Uszczęśliwiał nas prawie 5 lat.Był po ciężkich przejściach u poprzednich właścicieli,schorowany trafił do nas.Był szczęśliwy,że ma nowy dobry dom i znosił dzielnie wszystkie swoje dolegliwości.Najgorsza była padaczka.Po ostatnich atakach chodził nieprzytomny,przewracając się i uderzając głową w przeszkody.Poprzednio w takich sytuacjach wyciągaliśmy go z tego stanu przez długi okres ale się udawało mimo iż weterynarz chciał uśpić.Skutki uboczne ataków jednak zostawały jak np.nie trzymanie moczu.Tym razem ze względu na wiek,inne choroby i wyraźne męczenie się z bólem serca zdecydowaliśmy o uśpieniu.Pojechaliśmy z całą rodziną.Po drodze Lolik usnął tak spokojnie,że wróciliśmy z nim do domu,niestety następnego dnia następował atak po ataku.Lolik krzyczał z przerażenia i bólu i w takim stanie jechaliśmy do weterynarza.W domu zrobiło się pusto i smutno.Pozostał tylko ból i łzy.Poprzednio mieliśmy jamnika 15 lat,od szczeniaczka,umarł w domu ale takiego wielkiego bólu jak po śmierci Lolika nie czułem i nie rozumiem tego,dlaczego.


 
 
    ~malgosia 12:14 | 08-12-2013   Odpowiedz
 

Jak czytam wasze wpisy o decyzjach które musieliście podjąc , dziekuje bogu , czy komukolwiek ze oszczędzono mi tego , jak pisałam moja 14 letnia saba odeszła nagle w ciagu doby od pierwszych objawów na obrzęk płuc , nie mogę dojść do siebie , bo jeszcze 2 godziny wcześniej usmiechała sie do mnie i kładła mi głowę na poduszce , maż mówi że dziękowała mi za wspaniałe życie , ale mnie prześladuje myśl że prosiła , zrób coś :( umarła cichutko , dla mnie to mój koniec świata


 
 
    ~Justyna 12:51 | 06-12-2013   Odpowiedz
 

Najważniejsze zeby mieć świadomość,że do tego może dojść jeśli zwierzak choruje.Mam sunię ,a własciwie dwie mamunie i córunięjedna ma 12 lat druga 9.Starsza jest chora na cukrzycę od 1,5 roku.Oślepła,ale jakoś sobie radzi...oprócz tego że p[odaję jej insulinę i mierzę cukier dwa razy dziennie to tak właściwie wszystko jej ok!!!Teraz jest ok...Początki od diagnozy były straszne.Ciągła walka o stabilny cukier.Od wysokiego wręcz nie mierzalnego do niskiego gdzie musiliśmy ją ratować...Początkowo tylko indyk warzywa i podroby,a zaznaczam mam dwa psy więc wydatek podwójny...finansowo koszmar.I ciągle nie tak ciągle jakieś problemy.Doszło do tego że spaliśmy na zmianę z mężem żeby tylko pilnować co się z nią dzieje...Ale póki co po około roku wygraliśmy walkę...:) Lady ma stabilny cukier wygląda sobie dobrze,przytyła(przy cukrzycy to rzadkość)jednak zawsze jak wracam do domu to zastanawiam się czy przywitają mnie dwie czy tylko jedna...codziennie te same myśli.Wystarczy mała chwilka naszej nieuwagi. Jednak caly czas mam tą świadomość,że przyjdzie taki moment i będę musiała podjąć tą decyzję,ponieważ serce,nerki,wątroba przy cukrzycy wysiadają bardzo szybko,ale jeśli przyjdzie taki moment zrobię to z czystym sumieniem i bez zastanowienia,ponieważ kocham ją nad życie i chcę dla niej jak najlepiej.Jeśli ktoś nie potrafi podjąć takiej decyzji jest cholernym egoistą,który przez miłość do samego siebie i strach przed bólem po stracie kochanego członka rodziny tak wlaściwie boi się o samego siebie,Niemyśli o cierpieniu kochanego pupila.Ja była bym w stanie oddać własne życie za moją Lady,ale nie mogę...Chciała bym zabrać jej tą chorobę i wszczepić sobie,ale też nie mogę...Pozostaje mi tylko zapewnić jej godne starcze życie w kochającej ją rodzinie


 
 
         ~małgosia 05:58 | 07-12-2013   Odpowiedz
 

Witam dzisiaj opłakuję śmierć mojej goldenki Saby , zmarła w nocy , miała 14 lat.Właściwie była zdrowa , wolno chodziła bo stawy sztywne , od 3 dni dziwnie kaszlała jakby chciała zwymiotować , nie często kilka razy dziennie , poszłam do lekarza powiedział że ma chore gardło (cała rodzina chorawięc swierdziłam ze to na pewno to) dostała zastrzyki , na drugi dzień rano zauważyłam powiększony brzuch , zaraz do weta , osłuchał , woda w otrzewnej, inne badania ok, dostała lek nasercowy i furosemid , jakby sie poprawiło na 2-3 godziny , wieczorem pies juz nie chciał się położyć , stała cały czas , gdy sie połozyła zaczynała sie dusić , w nocy ułozyłam jej posłanie koło mnie , w końcu oddech sie uspokoił , ale to była agonia za minutę nie żyła. Nie mogę dojśc do siebie , jak to mozliwe kilkadziesiąt godzin zdrowy zadbany pies umiera?


 
 
    ~Justyna 12:38 | 06-12-2013   Odpowiedz
 

Najważniejsze zeby mieć świadomość,że do tego może dojść jeśli zwierzak choruje.Mam sunię ,a własciwie dwie mamunie i córunięjedna ma 12 lat druga 9.Starsza jest chora na cukrzycę od 1,5 roku.Oślepła,ale jakoś sobie radzi...oprócz tego że p[odaję jej insulinę i mierzę cukier dwa razy dziennie to tak właściwie wszystko jej ok!!!Teraz jest ok...Początki od diagnozy były straszne.Ciągła walka o stabilny cukier.Od wysokiego wręcz nie mierzalnego do niskiego gdzie musiliśmy ją ratować...Początkowo tylko indyk warzywa i podroby,a zaznaczam mam dwa psy więc wydatek podwójny...finansowo koszmar.I ciągle nie tak ciągle jakieś problemy.Doszło do tego że spaliśmy na zmianę z mężem żeby tylko pilnować co się z nią dzieje...Ale póki co po około roku wygraliśmy walkę...:) Lady ma stabilny cukier wygląda sobie dobrze,przytyła(przy cukrzycy to rzadkość)jednak zawsze jak wracam do domu to zastanawiam się czy przywitają mnie dwie czy tylko jedna...codziennie te same myśli.Wystarczy mała chwilka naszej nieuwagi. Jednak caly czas mam tą świadomość,że przyjdzie taki moment i będę musiała podjąć tą decyzję,ponieważ serce,nerki,wątroba przy cukrzycy wysiadają bardzo szybko,ale jeśli przyjdzie taki moment zrobię to z czystym sumieniem i bez zastanowienia,ponieważ kocham ją nad życie i chcę dla niej jak najlepiej.Jeśli ktoś nie potrafi podjąć takiej decyzji jest cholernym egoistą,który przez miłość do samego siebie i strach przed bólem po stracie kochanego członka rodziny tak wlaściwie boi się o samego siebie,Niemyśli o cierpieniu kochanego pupila.Ja była bym w stanie oddać własne życie za moją Lady,ale nie mogę...Chciała bym zabrać jej tą chorobę i wszczepić sobie,ale też nie mogę...Pozostaje mi tylko zapewnić jej godne starcze życie w kochającej ją rodzinie


 
 
    ~Agnieszka 02:12 | 06-12-2013   Odpowiedz
 

Nasza 4,5 -letnia seterka Berta odeszła w zeszłym tygodniu za Tęczowy Most. Towarzyszyłam jej do ostatniego tchnienia... Nie wiedziałam, że to takie trudne. Chorowała dwa dni. Zasnęła odprowadzona czułymi słowami... Niewydolność sercowa była nie do opanowania i rozwinęła się błyskawicznie. Nie wiem co było przyczyną tego stanu rzeczy, vet twierdzi, że tak po prostu się zdarza u psów z głęboką klatką piersiową. Wszystkie wyniki i badania okresowe miała zawsze idealne, była bardzo aktywna, pływała, biegała przy rowerze... Tylko serce nagle odmówiło posłuszeństwa. Biegaj po Niebieskich Łąkach Bertuniu!


 
 
    ~Mariusz 07:12 | 05-12-2013   Odpowiedz
 

Dzis odszedł w nocy moj Dingo-syberian husky,mial juz 15 lat,wczoraj jeszcze biegał po ogrodzie. Mial skret żolądka,jeszcze zył po wyplukaniu,nawet nabierał sil,ale w nocy stan sie pogorszył i poprostu zasnoł. 15 latek przezył .


 
 
    ~TETAR 11:28 | 20-11-2013   Odpowiedz
 

Dwa miesiące temu uśpiliśmy naszego przyjaciela. Miał 8 lat. Od pół roku chorował. Miał chłoniaka. Uśpiliśmy go w domu. Wszyscy byliśmy przy nim jak odchodził. Lekarz dał mu jeden zastrzyk, potem drugi i przestał oddychać. Odszedł spokojnie. Myślę, że uśpienie naszego przyjaciela w domu, wśród tych których kochał i którzy go kochali to była bardzo dobra decyzja. Byliśmy z nim do końca i myślę że czuł to że jesteśmy z nim w tym ostatnim momencie. Bardzo za nim tęsknię. Nie ma dnia żebym go nie opłakiwała.


 
 
    ~Agata 03:00 | 22-10-2013   Odpowiedz
 

muszę uśpić mojego ukochanego boksera.. po wieloletniej walce z rakiem.. zrobilismy wszystko, zeby jej pomoc, niestety... jej stan pogarsza sie z dnia na dzien, a ona corac bardziej cierpi...nie moge juz dluzej na to patrzec;( serce mi pęka na pól, ale niemam wyboru...;( ,,Pies zadaje bój tylko wtedy, gdy umiera..." ;(


 
 
    ~mariola 03:52 | 16-10-2013   Odpowiedz
 

właśnie dzisiaj muszę uśpić mojego kochanego przyjaciela


 
 
    ~Buba 06:07 | 25-09-2013   Odpowiedz
 

az sie rozpłakałam .. duzo sil dla opiekunki Funi .... 05.09.13 moja suna 13 letnia sunia przeszla operacje ratujaca zycie nowotwor sledziony jest po operacji .... jest slaba a mi przychodza czarne mysli boje sie ze ja strace .... ze to niedlugo .... boje sie przezutow ..... ciagle placze i jezdze po lekarzach .... boje sie ze bede musiala ja uśpic .....


 
 
    ~ 03:54 | 09-09-2013   Odpowiedz
 

Jak to jest z tym uśpieniem,czy to nie jest obezwładnienie psa a potem wywołanie zawału serca.Pytałam się weta o reakcje psa w czasie uśpienia to powiedział l że są różne nawet pies czasami wyje.Nie rozumiem tego jeżeli pies zasypia i jego umysł jest odłączony to dlaczego może wyć lub mieć inne reakcje.Dlaczego w chwili uśmiercenia psa nasz weta każe nam wyjść.Kiedyś usypiałam fretkę i też mi nie pozwolił być z nią do końca .Jak się psa obezwładni to też można powiedzieć że on śpi a wtedy wykonać wyrok śmierci.


 
 
    ~AniaM. 12:16 | 05-09-2013   Odpowiedz
 

Moja malutka Fifunia zachorowała 28 grudnia 2012 roku. Tak nagle przestała się pdnosić, nigdy wczesniej nie chorowała a miała 13 lat.... myslałam, ze to nic takiego... pojechałam do lekarza, zrobiłam wszystkie badania okazało się , że miała ostre zapalenie trzustki i dwunastnicy - ucieszyłam się że to nie rak.... Jaka byłam głupia... codziennie przyjeżdżałam na 2 do 3 kroplówek dziennie, atybiotyki , itp itd... po wynikacch krwi okazało siię że ma mocznice z niewydolnością nerek. mocznik 300 kreatynina ok 5. Maraton kroplówkowy trwał 16 dni , moja mała Fifunia przestała chodzić, jesc i pić... strzykawkami ja karmiłam poiłam.... ściskoszczęk doprowadził do martwicy języczka... języczka mojego ukochanego, którego miliony razy wciągałam... w krytyczną noc piszczała i gdy ją zaniosłamdo łazienki to ona siedzieć juz nie mogła i wyciagnęła nagle ten nartwy języczek i nimmnie polizała... płakałam jak bóbr bo wieczorem w lecznicy na powstańców w wawie właściciel powiedział, że mój pies ma takie wyniki ze nie przezyje.... nad ranem o 4 rano pojechałam na al jerozolimskie.... tam próbowałam walczyc choć gdy jechałam to brałam pod uwage uspienie... gdy lekarka zmierzyła temp Fifuni miał 36 stopni.... zaczeła grzac ją poduszką elektrycznaą i gdy Fifunia moja zaczeła wymiotować czarna krwią.... myślałam że zwariuje , byłam wykończona . Trzech a własiwie 4 lekarzy przekonywałao mnie że to koniec.... i nagle przyszła mi do głowy myśl, że mój egoizm może brac górę nad rozsądkiem, Miałam chwile zwatpienia i powiedziałam aby szybko dała ten zastrzyk bo sie moge zaraz znów rozmyślić.... dała... miałam ją w obięciach.... przestała oddychać i później sanęło jej serduszko...moje kochane serduszko..... było to 14 stycznia o 7 rano.... Minęło prawie 8 miesięcy a ja niemoge sobie z tą myślą poradzić, że może powinnam dłużej to pociągnąć,,, że może wbrew wszystkim lekarzom, moja Fifunia by ozdrowiała.... Tak bardzo ją kocham...myslę sobie, że moja decyzja była podjęta bo wtedy nad ranembyłam wykończona a jak bymbyła wypoczęta to może bym dalej o nią walczyła wbrew wszystkim... Tak strasznie mi jej brakuje.... moja zołzunia malunia była moją pieskową miłością życia. Od 12 kwietnia mam starą sunię ze schroniska jest zupełnie inna od mojejFifuni... Lubię ją bo jest bardzo grzeczna i kochana.... cieszę się , że ją zabrałam ze schroniska i dałam jej domek i czułość ale tak bardzo tęsknię za moją malutką Fifunią... Czy moja malutka Fifunia gdzieś odeszła?


 
 
    ~AniaM. 09:27 | 05-09-2013   Odpowiedz
 

Moja malutka Fifunia zachorowała 28 grudnia 2012 roku. Tak nagle przestała się pdnosić, nigdy wczesniej nie chorowała a miała 13 lat.... myslałam, ze to nic takiego... pojechałam do lekarza, zrobiłam wszystkie badania okazało się , że miała ostre zapalenie trzustki i dwunastnicy - ucieszyłam się że to nie rak.... Jaka byłam głupia... codziennie przyjeżdżałam na 2 do 3 kroplówek dziennie, atybiotyki , itp itd... po wynikacch krwi okazało siię że ma mocznice z niewydolnością nerek. mocznik 300 kreatynina ok 5. Maraton kroplówkowy trwał 16 dni , moja mała Fifunia przestała chodzić, jesc i pić... strzykawkami ja karmiłam poiłam.... ściskoszczęk doprowadził do martwicy języczka... języczka mojego ukochanego, którego miliony razy wciągałam... w krytyczną noc piszczała i gdy ją zaniosłamdo łazienki to ona siedzieć juz nie mogła i wyciagnęła nagle ten nartwy języczek i nimmnie polizała... płakałam jak bóbr bo wieczorem w lecznicy na powstańców w wawie właściciel powiedział, że mój pies ma takie wyniki ze nie przezyje.... nad ranem o 4 rano pojechałam na al jerozolimskie.... tam próbowałam walczyc choć gdy jechałam to brałam pod uwage uspienie... gdy lekarka zmierzyła temp Fifuni miał 36 stopni.... zaczeła grzac ją poduszką elektrycznaą i gdy Fifunia moja zaczeła wymiotować czarna krwią.... myślałam że zwariuje , byłam wykończona . Trzech a własiwie 4 lekarzy przekonywałao mnie że to koniec.... i nagle przyszła mi do głowy myśl, że mój egoizm może brac górę nad rozsądkiem, Miałam chwile zwatpienia i powiedziałam aby szybko dała ten zastrzyk bo sie moge zaraz znów rozmyślić.... dała... miałam ją w obięciach.... przestała oddychać i później sanęło jej serduszko...moje kochane serduszko..... było to 14 stycznia o 7 rano.... Minęło prawie 8 miesięcy a ja niemoge sobie z tą myślą poradzić, że może powinnam dłużej to pociągnąć,,, że może wbrew wszystkim lekarzom, moja Fifunia by ozdrowiała.... Tak bardzo ją kocham...myslę sobie, że moja decyzja była podjęta bo wtedy nad ranembyłam wykończona a jak bymbyła wypoczęta to może bym dalej o nią walczyła wbrew wszystkim... Tak strasznie mi jej brakuje.... moja zołzunia malunia była moją pieskową miłością życia. Od 12 kwietnia mam starą sunię ze schroniska jest zupełnie inna od mojejFifuni... Lubię ją bo jest bardzo grzeczna i kochana.... cieszę się , że ją zabrałam ze schroniska i dałam jej domek i czułość ale tak bardzo tęsknię za moją malutką Fifunią... Czy moja malutka Fifunia gdzieś odeszła?


 
 
    ~Chihuahua153 12:12 | 09-08-2013   Odpowiedz
 

Ja, uważam, że jeśli pies ma się męczyć przez całe życie to lepiej go uśpić. To bardzo trudna decyzja ale trzeba podejmować ją tak, aby była ona najlepsza dla psa. :(


 
 
    ~Monia29 01:40 | 25-07-2013   Odpowiedz
 

Witam W poniedziałek musiałam uśpić moją kochaną Brodzię ;( w weekend zaczęła się dziwnie zachowywać, nie chciała jeść , piła dużo wody , miała problemy z robieniem kupki... cały czas tylko leżała i siusiała pod siebie. Serce mnie bolało bo biedula kładła się na mnie i piszczała a ja nie wiedziałam jak jej pomóc :( :( w poniedziałek weterynarz zrobił usg i usłyszałam że moja kruszyna ma ropomacicze , po dwóch godzinach moja Brodzia trafiła pod nóż :( siedząc w poczekalni miałam nogi z waty , aż nagle drzwi się otworzyły i pan doktor powiedział że nie da się jej pomóc bo guz uciska jelito i doszło do zatrucia organizmu :( więc zapytał się czy podejmuję się z chłopakiem eutanazji bo piesek będzie żył góra tydzień i dojdzie do pęknięcia macicy oraz pęcherza :( ja po tej informacji kompletnie się wyłączyłam , słyszałam tylko jak mój chłopak mówi ... Tak , proszę ją uśpić ... po trzech dniach , mimo ogromnego bólu cieszy mnie fakt że Brodzia mogła godnie umrzeć , nie męczy się już bo zatrzymanie jej na siłę było by okrucieństwem wobec niej . Do tej pory mam widok przed oczami , jak weszłam po chwili ją zobaczyć jak biedula czekała na narkoze przed operacją , zawołałam Brodziu a ona odwróciła główkę i trzy razy merdnęła ogonkiem ;( ;( powiedziałam jej : będzie dobrze nie martw się , walcz do końca a jeśli będzie to Twój czas to odejdz do aniołków a ja jakoś sobie poradzę kochanie ;(


 
 
    ~teskniaca 05:07 | 22-07-2013   Odpowiedz
 

Wczoraj z rana musiałam podjąć najtrudniejszą i najbardziej bolesną decyzję w moim życiu. Moja kochana psina, moje maleństwo odeszło od nas. Piesek w grudniu skończyłby 14 lat, chorował od dawna na krtań, kręgosłup, ostatnio jednak była poprawa, cieszyliśmy sie bardzo, planowaliśmy wspólnie, co zrobimy, gdzie pojedziemy, aż tu nagle, w zeszły poniedziałek psina nie miała sił chodzić, nie jadała swoich przysmaków, patrzyła tak smutno. Pojechaliśmy czym prędzej do weta, badanie krwi i wyrok - niewydolność nerek. Wet dał nam nadzieję, do soboty dwa razy dziennie podawaliśmy w domku kroplówki, antybiotyki, zmieniliśmy dietę, ale nic nie pomagało. Psina tylko spała, siusiała pod siebie, nie miała sił wstać. Patrzyła tak smutno i była taka cichutka, że wiedzieliśmy, że to już koniec. Jeszcze dzień przed ożywił się mój skarb, przyszedł do kuchni, zjadł, a później położył mi się na rękę i lizał. Ale w nocy tylko się pogorszyło i już nie mogliśmy patrzeć na cierpienie naszej kruszynki. Ostatnie pożegnanie było straszne, ciagle mam to przed oczami i płaczę. Nie wiem, jak człowiek może sobie z czymś takim poradzić, jak ukoić ból po stracie największego przyjaciela.


 
 
    ~Liliana 03:37 | 17-07-2013   Odpowiedz
 

Ludzie maja to do siebie, ze bardziej się rozczulają nad swoją obludną miloscia do psa niż faktycznie zależy im na komforcie życia pupila.Jesli GO kochasz czlowieku, to nie pozwol mu umrzeć w meczarniach! To jest nieludzkie! Moja 11 letnia suka ma wodobrzusze, które sie cofa i nawraca. Wiem, ze ja uspie, za tydzien, za miesiąc,za rok.... nie dam jej cierpiec ani chwili i nie bede jej w nieskonczonosć przedluzac życia bo po prostu JA TEGO nie zniosę. Nie zniosę jej cierpienia,wole swoje cierpienie po jej stracie znosic! Nie zapomne nigdy, jak jedna Pani w sklepie zoologicznym byla dumna z siebie, ze jej stary kot ciezko chory na nerki zdychal sam wyjąc zamkniety w komorce, cale 2 dni !!! Pani na cud liczyla bo jest wierząca, no tylko w leb taką walnąć by oprzytomniala.... ludzie, nie dajcie cierpiec waszym zwierzetom. pozwolcie im godnie i bez bolu odejść za TM .......


 
 
    ~miras 10:03 | 09-07-2013   Odpowiedz
 

Mój najukochańszy Aronek był z nami ponad 12 lat...od trzech lat dzięki tabletkom żył (vetmedin x2 trialorid,lisonid, furosemid)..ale teraz to już chyba koniec...nie mogę, do dzisiaj pamiętam jak w schronisku mnie wybrał...sam włożył głowę w obrożę! Od czterech dni wymiotuje, zwraca już nawet wodę...wczoraj lekarz córce doradzał uśspienie :( JA NIE MOGĘ ele chyba czas podjąć decyzję....:( płaczę jak dziecko!!!


 
 
         ~r 09:48 | 12-07-2013   Odpowiedz
 

Mój kochany pies golden retriever 11 lat leczony od pażdziernika na arytmię ma podobne objawy.I niestety msuze pozwolić mu przkroczyc tęczową bramę.Jest mi trudno,ale pies się będzie męczył , a na to nie zasłuzył.:(((((((((


 
 
    ~Zbyszek 01:58 | 02-07-2013   Odpowiedz
 

Dla mojego najukochańszego Cygana. Hasaj swobodnie - teraz wszystkie łąki są TWOJE. Kocham Cię. Teraz wiem, jaki to ból. Trzymajcie się, Kochani.


 
 
    ~ 12:20 | 25-06-2013   Odpowiedz
 

dzisiaj właśnie podjęłam najcięższą decyzje o eutanazji mojej ukochanej suczki Saby która była przy mnie 12 lat najwierniejszy mój przyjaciel bardzo mi ciężko odeszła ode mnie o godz 9 45 a ja wciąż myślę o niej tak bardzo mi jej brakuje pociesza mnie fakt że już nie cierpi


 
 
    ~Nalka 11:17 | 14-06-2013   Odpowiedz
 

A ja jestem w 5 miesiącu ciąży i moja 19-letnia Nala - sznaucer umiera... przewlekła niewydolność nerek. Przez 2 ostatnie lata czuła się całkiem dobrze, ale od 3 tygodni już coraz gorzej łącznie z padaczką. Spędziłam z nią najwspanialsze lata większości mojego życia. To już ostatni jej tydzień na tym świecie - w najbliższą sobotę weterynarz przyjedzie do domu i zostanie uśpiona wśród nas. Wiem, że to wpływa na mój stan i dziecka (dziś dowiedziałam się że to Chłopiec), ale co mogę zrobić, przecież nie odetnę się od swoich emocji. Codziennie płaczę, mam problemy ze snem. Psinka dostaje najlepsze kąski, bo już i tak dieta niskobiałkowa nic nie da, a apetyt coraz słabszy. Może w psim niebie spotka moją Papużkę. Kocham Cię Moje Słoneczko


 
 
    ~1980 on 04:12 | 10-06-2013   Odpowiedz
 

dziś zawiozłem ją do lekarza poraz ostatni.dusiła sie cała noc piszcała.Miała 12 lat oczy juz patrzyły smutno przez mgłe.teraz juz nie cierpi.po zastrzyku miała ciagle otwarte oczy.ciagle patrze na jej pusty juz koc stojąco obok miske.jak patrze to ciagle plakac mi sie chce.


 
 
    ~1980 on 04:12 | 10-06-2013   Odpowiedz
 

dziś zawiozłem ją do lekarza poraz ostatni.dusiła sie cała noc piszcała.Miała 12 lat oczy juz patrzyły smutno przez mgłe.teraz juz nie cierpi.po zastrzyku miała ciagle otwarte oczy.ciagle patrze na jej pusty juz koc stojąco obok miske.jak patrze to ciagle plakac mi sie chce.


 
 
    ~ZROZPACZONA 07:51 | 26-05-2013   Odpowiedz
 

boże...nie wiem co napisać...moją Roxi ma 13 lat.Jest bardzo chora ,zastzryki nie pomogły ,nie je od 3 dni a przedtem prawie wcale od 3 tygodni , zwraca i ma biegunkę[ciemna maz]syn znosi ją z 2 piętra i wnosi [to owczarek niemiecki].Nie mam juz sił patrzec jak cierpi.Weterynarze powiedzieli mi że nic juz nie zrobią że bedzie tylko gorzej...i nie pomylili się.Moja kochana sunia nawet nie moze sie utrzymac na łapakach- chyba musze podjąc TĘ decyzję....noc taka długa ...boże jak mi żal strasznie jest taka kochana -placzę juz kilka dni[a sama mam raka].Jak mam postanowić tak nieodwracalną rzecz ?


 
 
    ~ja 08:31 | 15-05-2013   Odpowiedz
 

Wiem,że jutro muszę TO zrobić, Wtorek jest ze mną 15 lat,znalazłam go jak był młody, pamiętam jakby to było wczoraj,jest moim najlepszym przyjacielem,zawsze był przy mnie,ale teraz to ja muszę coś dla niego zrobić,żegnaj Wtoruś- mój największy kumplu, bardziej już nie mogę Ci pomóc.


 
 
         ~aga 01:28 | 15-05-2013   Odpowiedz
 

Trzymaj się mocno! Już mu będzie lepiej, będzie merdał ogonkiem z góry!


 
 
    ~aga 12:12 | 12-05-2013   Odpowiedz
 

Jutro pożegnam mojego najukochańszego przyjaciela, jamnika długowłosego. Ma prawie 14 lat, od młodości padaczkę, na którą bierze leki, w związku z czym ma już baaardzo słabe serduszko i wątrobę. Oczywiście, na nie też brał leki, stosował dietę. Od kilku tygodni ledwo chodzi, z dnia na dzień jest coraz gorzej. Jeszcze je, wyjdzie na pół minuty się wysikać. Jak jest ciemno obija się o ściany. Cały czas zipie i kaszle, prawie wymiotując bo serce już ledwo bije. Z oka leci mu ropa i krew - jakiś guzek, który leczyliśmy i leczyliśmy a to cały czas się pogarsza. Ma też guzek - prawdopodobnie nowotwór. Pies właściwie albo leży w letargu z krwawiącym okiem albo wstaje na chwilę, sapie, kaszle, zje coś. Kocham go tak bardzo, że nie potrafię sobie ze sobą poradzić, tak bardzo chciałabym mieć go przy sobie, tak bardzo chcę jego szczęścia...Patrzyłam dzisiaj w te jego wymęczone oczy i pierwszy raz pomyślałam, że dla niego ulgą będzie śmierć, że on już jest zmęczony. Jutro wizyta u weterynarza - oczywiście, upewnimy się co do jego stanu, ale już jeden weterynarz powiedział nam, że serce jest coraz słabsze, organizm wyniszczony i nic się nie da zrobić. Czuję, jakbym zaraz miała oszaleć, wiem, że to jego ostatnia noc. Jak można to ukoić?:(


 
 
    ~xxdarc 01:24 | 09-04-2013   Odpowiedz
 

Moja ukochana psinka, biedna psinka, tak mi smutno :( Jest chora nazywam Brunko - Bruno :) Czarniutki, przecudowny, mięciutki i ciepły.. jeszcze , latek ma już 18 :) Przekochany mój staruszek , jeju.. tak mi źle, wiem że pewnie trzeb będzie uśpić, wymiotuje co 2-3 godziny,nie je.. pije małe łyczki tylko, juz jest taki słaby, a te oczy wprost sama umieram jak na niego patrzę ale chcę być silna i chcę być przy nim! To straszne.. serce krwawi. Dlaczego trzeba umierać.. !!! nienawidzę tego! :( I trzeba się pogodzić.. a łzy płyną, a może wyzdrowieje? :( Ja tak bardzo nie chce by cierpiał..


 
 
    ~ola 05:10 | 07-04-2013   Odpowiedz
 

Dwa dni temu podjęłam decyzję o eutanazji mojej koteczki syjamki/11 lat/, która zachorowała na przewlekłą niewydolność nerek. Jest to podstępna choroba nie dająca żadnych objawów we wczesnym stadium tej choroby.Lek. wet. robił wszystko żeby ją uratować, lecz niestety, choroba ta była już bardzo zaawansowana. Z bólem serca podjęłam decyzję aby skrócić jej cierpienie. Byłam obecna przy eutanazji i to zaważyło na moim obecnym samopoczuciu. Bardzo przeżywam, nie mogę spać, jestem roztrzęsiona. popadłam w jakąś apatię. Czy to jest normalny stan po utracie w ten sposób swojego ulubieńca? Bo to, że cierpimy przez jakiś czas to jest chyba objawem normalnym.Liczymy się z tym, ze kiedyś muszą od nas odejść. Pozdrawiam wszystkich.


 
 
    ~ola 05:10 | 07-04-2013   Odpowiedz
 

Dwa dni temu podjęłam decyzję o eutanazji mojej koteczki syjamki/11 lat/, która zachorowała na przewlekłą niewydolność nerek. Jest to podstępna choroba nie dająca żadnych objawów we wczesnym stadium tej choroby.Lek. wet. robił wszystko żeby ją uratować, lecz niestety, choroba ta była już bardzo zaawansowana. Z bólem serca podjęłam decyzję aby skrócić jej cierpienie. Byłam obecna przy eutanazji i to zaważyło na moim obecnym samopoczuciu. Bardzo przeżywam, nie mogę spać, jestem roztrzęsiona. popadłam w jakąś apatię. Czy to jest normalny stan po utracie w ten sposób swojego ulubieńca? Bo to, że cierpimy przez jakiś czas to jest chyba objawem normalnym.Liczymy się z tym, ze kiedyś muszą od nas odejść. Pozdrawiam wszystkich.


 
 
         ~piotr 03:20 | 10-04-2013   Odpowiedz
 

Kochana,twoj stan jest normalny,ja musialem podjac taka sama decyzje 2 lata temu ,to byl moj psiak.Nigdy nie zapomne jego ostatniego wydechu po zastrzyku usmiercajacym.Do dzisiaj mam depresje i nie moge sie otrzasnac.Bardzo chcialbym miec psa ale to doswiadczenie bylo tak bolesne ze juz drugi raz nie chce czegos takiego przezyc.Mozna sobie ladnie mowic ,ze sie pomaga zwierzeciu ze to nasz obowiazek ,jesli go kochamy,ale my odbieramy istocie zywej zycie istocie ktora kochamy.Pozdrawiam cie serdecznie i mysle ze mimo to ze jestesmy wstrzasnieci ,to zrobilismy dobrze .trzymaj sie papa


 
 
    ~Parys 04:31 | 06-03-2013   Odpowiedz
 

dziś mój ukochany Parysek odszedł... został uśpiony... już nie cierpi, już śpi spokojnie, dwa tygodnie temu miał wylew, leczenie nie przyniosło skutku, nie wstawał, prawie nie jadł, tylko leżał i piszczał...byłeś cudownym psem, nigdy Cię nie zapomnę, chce mi się wyć z bólu po Twojej stracie...............


 
 
    ~samba 07:58 | 01-03-2013   Odpowiedz
 

Bradzo proszę o radę, jak postępować z psiną, u której stwierdzono raka kości przedniej łapy.Dosłownie w ciągu 2-ch dni przestała stawać na jedną łapę. Wychodząc na siku, kuleje mocno,widać, że podparcie się łapą sprawia jej ból. Ma podawane leki. Ale jak jej ulżyć w codzienności ? Liczymy się z najgorszym, nie chcemy amputacji...choć może nie mamy racji ? Podobno rak bardzo agresywny. Jeśli amputacja przedłuży jej życie o kilka tygodni, czy warto ? Czy to będzie życie, czy tylko cierpienie ?


 
 
         ~Tracy 02:16 | 10-09-2013   Odpowiedz
 

Radzić jest bardzo trudno, to taka bolesna decyzja, czekać na uśpienie czy walczyć o przedłużenie psinie życia. Mój pies też zachorował na raka kości, ale żuchwy. Bałam się operacji ale z mężem wahaliśmy się i zdecydowaliśmy się jednak operować, bo kochamy psa i chcemy mieć dłużej przy sobie. Czy myśleliśmy egoistycznie? Pewnie tak. Piesek po makabrycznym zabiegu fizycznie był sprawny ale bez połowy żuchwy i wypadającym językiem nie potrafił jeść i pić, a tak bardzo chciał . Mówiłam sobie kto je ten żyje, będzie dobrze. Ale gdy trafiłam do innego lekarza po nadzieję i kroplówkę otrzymałam wyrok. Uśpiłam moją sunię 5 dni po operacji :((( Miała ponad 13 lat i piękne życie z nami a ja przed kresem jej psiego sielskiego żywota pozwoliłam ją okaleczyć.. Dziś gdybym mogła czas nie operowałabym i w odpowiednim czasie wysłała na TM....


 
 
         ~LENA 08:03 | 03-03-2013   Odpowiedz
 

Dwa tygodnie temu pisałam o naszej suczce, kóra miała guza śledziony. Podjęliśmy decyzję, że spróbujemy jeszcze przedłużyć jej życie... Dziś minęły dwa tygodnie... Wczoraj choroba drastycznie powróciła... Dziś weterynarz pomógł naszej suczce odejść... Uświadomiłam sobie, że nigdy już z nią nie wyjdę na spacer, nie przytulę jej... Nie ma mojego psa... Ale cieszę się, że chociaż te dwa tygonie była z nami dłużej. Warto było... Dziś płaczę i dziękuję, że ten cudowny pies był w moim życiu i tyle dał mi cudownych chwil. Zawsze będę nosić w sercu moją Astrę.


 
 
    marek739 10:16 | 07-02-2013   Odpowiedz
 

Ja również dzisiaj pożegnałem moją sunię Nanę miała 14lat,właśnie ją pochowałem ,w listopadzie miała usuniętą listwe mleczną a jakieś miesiąc temu dostała padaczki i od tego momentu przestała nas poznawać,zataczała się cały czas piszczała.A wczoraj następny cios zrobiłem rtg kręgosłupa i wyszło że ma przerzuty do płuc.Dzisiaj rano moja niunia dostała nagle drgawek głowy i prawego oka, cały czas płakała pewnie z bólu. Pojechałem szybko do weterynarza i niestety pani doktor powiedziała że to mogą być przerzuty do mózgu.to było straszne nie chciałem żeby moja niunia dalej cierpiała i musiałem z żoną podjąć tą decyzję.W domu teraz pustka wszystko mi ją przypomina,miseczka z wodą,jej ulubiony misio,kocyk którym ją przykrywałem.Chyba już więcej nie będe chciał mieć psa i przechodzić to jeszcze raz.Będe kochał moją sunie i nie zapomnę jej nigdy


 
 
    ~BACHA 05:03 | 07-02-2013   Odpowiedz
 

I ja musiałam podjąć tą trudną decyzję. A wszystko zaczęło się w połowie pazdziernika- guz na śledzionie. W ostatniej chwili została usunięta cała śledziona z pękniętym guzem. Myślałam że najgorsze jest poza nami ale ciągle były bardzo słabe wyniki krwi i do tego zrobiły się przeżuty na inne organy. Moja kochana sunia była cały czas na sterydach i lekach wzmacniających aż 20-01-2013 przyszła to okropna chwila w której musieliśmy całą rodziną podjąć tą decyzję.Miała dopiero 10,5 lat. Nie było dla niej ratunku ale to było jedyne wyjście aby jej ulżyć. Nie zapomnę tego do końca życia.Do dziś nie mogę się pozbierać.Pozdrawiam wszystkich cierpiących w bólu jak ja. BACHA


 
 
         ~LENA 10:34 | 24-02-2013   Odpowiedz
 

Nasza sunia ma dopiero 9 latek. To cudowny pies, idealny, wymarzony: zawsze grzeczna, spokojna, posłuszna, ale przy tym radosna i taka milusińska... Niestety tydzień temu suczka w przeciągu dwóch godzin zaczęła zataczać się, słabnąć, nie chciała jeść, tylko leżała i straszliwie dyszała. Zawieźliśmy ją do weterynarza - usg wykazało wielki guz śledziony - pęknięty - stąd krwotok, straszna anemia, ból, stan agonalny. Był to dla nas totalny szok! Rokowania bardzo złe. Podjęliśmy jednak decyzję o leczeniu - a raczej próbę przedłużenia psu życia. Nasz Weterynarz odradził operację, bo nie wiadomo czy pies ją przeżyje i nie wiadomo na ile przedłuży to suczce życie. Dostała leki - działają - nasza psinka "wróciła". Wiemy, że to pewnie tylko na jakiś czas, ale na razie jest z nami. Rozpieszczamy ją totalnie. Wiemy, że przyjdzie ten czas, że trzeba będzie ją uśpić - nie chcemy, żeby cierpiała, pozwolimy jej godnie odejść. Współczuję wszystkim, których pociechy odeszły, to jest potwornie bolące uczucie - stracić najlepszego przyjaciela... Niewyobrażam sobie życia bez mojego psa, nie wyobrażam sobie, że pokocham tak innego psa... Na razie cieszę się każdym dniem razem.


 
 
         ~LENA 10:20 | 24-02-2013   Odpowiedz
 

Nasza sunia ma dopiero 9 latek. To cudowny pies, idealny, wymarzony: zawsze grzeczna, spokojna, posłuszna, ale przy tym radosna i taka milusińska... Niestety tydzień temu suczka w przeciągu dwóch godzin zaczęła zataczać się, słabnąć, nie chciała jeść, tylko leżała i straszliwie dyszała. Zawieźliśmy ją do weterynarza - usg wykazało wielki guz śledziony - pęknięty - stąd krwotok, straszna anemia, ból, stan agonalny. Był to dla nas totalny szok! Rokowania bardzo złe. Podjęliśmy jednak decyzję o leczeniu - a raczej próbę przedłużenia psu życia. Nasz Weterynarz odradził operację, bo nie wiadomo czy pies ją przeżyje i nie wiadomo na ile przedłuży to suczce życie. Dostała leki - działają - nasza psinka "wróciła". Wiemy, że to pewnie tylko na jakiś czas, ale na razie jest z nami. Rozpieszczamy ją totalnie. Wiemy, że przyjdzie ten czas, że trzeba będzie ją uśpić - nie chcemy, żeby cierpiała, pozwolimy jej godnie odejść. Współczuję wszystkim, których pociechy odeszły, to jest potwornie bolące uczucie - stracić najlepszego przyjaciela... Niewyobrażam sobie życia bez mojego psa, nie wyobrażam sobie, że pokocham tak innego psa... Na razie cieszę się każdym dniem razem.


 
 
         ~LENA 10:18 | 24-02-2013   Odpowiedz
 

Nasza sunia ma dopiero 9 latek. To cudowny pies, idealny, wymarzony: zawsze grzeczna, spokojna, posłuszna, ale przy tym radosna i taka milusińska... Niestety tydzień temu suczka w przeciągu dwóch godzin zaczęła zataczać się, słabnąć, nie chciała jeść, tylko leżała i straszliwie dyszała. Zawieźliśmy ją do weterynarza - usg wykazało wielki guz śledziony - pęknięty - stąd krwotok, straszna anemia, ból, stan agonalny. Był to dla nas totalny szok! Rokowania bardzo złe. Podjęliśmy jednak decyzję o leczeniu - a raczej próbę przedłużenia psu życia. Nasz Weterynarz odradził operację, bo nie wiadomo czy pies ją przeżyje i nie wiadomo na ile przedłuży to suczce życie. Dostała leki - działają - nasza psinka "wróciła". Wiemy, że to pewnie tylko na jakiś czas, ale na razie jest z nami. Rozpieszczamy ją totalnie. Wiemy, że przyjdzie ten czas, że trzeba będzie ją uśpić - nie chcemy, żeby cierpiała, pozwolimy jej godnie odejść. Współczuję wszystkim, których pociechy odeszły, to jest potwornie bolące uczucie - stracić najlepszego przyjaciela... Niewyobrażam sobie życia bez mojego psa, nie wyobrażam sobie, że pokocham tak innego psa... Na razie cieszę się każdym dniem razem.


 
 
    ~Beata 03:39 | 29-01-2013   Odpowiedz
 

Ja muszę podjąć decyzje o uśpieniu mojej ukochanej koteczki ma 13 lat leczenie nie przyniesie żadnego skutku tak powiedział weterynarz jeśli ją zostawimy naturze potrwa to może dwa tygodnie ,cały czas leży nic nie je ,serce mi pęka jak patrze na nią - a pamiętam jak ja do domu przyniosłam 13 lat temu


 
 
         manias16 05:48 | 01-03-2013   Odpowiedz
 

Uśpić = ulżyć w cierpieniu. Znam suczkę - Azę, ma ok. 18 lat jest schorowana nie słyszy i ledwo się rusza, ma guzy i wygląda jak cień. Czasem ledwo oddycha. Widać jak się męczy i że jej koniec się zbliża, było już tak źle, że Aza miała na ogródku przygotowany grób. Ja nie mogłabym pozwolić, żeby pies tak się męczył...


 
 
    ~Ania 01:45 | 28-01-2013   Odpowiedz
 

Mój prywatny koniec świata nie nastąpił w grudniu tylko wczoraj:( Dzielny prawie 20 latek leży na psim cmentarzu a ja go cały czas szukam wzrokiem pomiędzy kuchnią a pokojem... Strasznie to trudne:(


 
 
    ~Ania 01:04 | 28-01-2013   Odpowiedz
 

Mój prywatny koniec świata nie nastąpił w grudniu tylko wczoraj:( Dzielny prawie 20 latek leży na psim cmentarzu a ja go cały czas szukam wzrokiem pomiędzy kuchnią a pokojem... Strasznie to trudne:(


 
 
    ~G.W. 02:23 | 24-01-2013   Odpowiedz
 

Wpólczuje Wam wszystkim, czytalam wszystkie komentarze, jest mi ciu lepiej że nie tylko ja przeżywam smierc swojego najlepszego przyjaciela :( T straszne uczucie... mija jeden dzien a mnie to przerasta, mam dzieci a mimo to nie mogę... Mój piesek miał 15 lat, mam wyrzuty sumienia bo nie wiem czy mogłam zaryzykować leczenie, to była moja decyzja, ale lekarz powiedział że on ma wiele chorób, pies jest bardzo chory- cukrzyca , zespół cuschinga, wątraba, mozna zaryzykowac bez gwarancji ze względu na wiek, a jak juz by sie udało to przedłużymy mu życie o rok, nie wiecej. Uśpiliśmy ! ssstraszne i nie życze nikomu tak potwornego bólu! Pies był tak smutny, nie chciał przyjść tylko leżał i siusiał pod siebie, smutne. Bede go kochać i nigdy nie zapomne.


 
 
    ~marta 10:50 | 23-01-2013   Odpowiedz
 

Dzisiaj musiałam uśpić mojego kochanego Kajtusia, miał 19lat,robiliśmy wszystko, aby go wyleczyć: lekarstwa, prześwietlenia,ekg,itd. niestety miał swój wiek i bardzo cierpiał. Po słowach lekarza "on naprawdę cierpi, zrobiliśmy wszystko" pozwoliłam MU odejść, choć tak bardzo go kochałam


 
 
    ~jadzia 07:33 | 12-12-2012   Odpowiedz
 

Muszę uśpić moją kochaną dziewczynę Fiejcie. Nowotwór - olbrzymi guz - nie dają nawet cienia nadziei. Bardzo, bardzo, bardzo źle.


 
 
    ~Ewcik 02:52 | 04-12-2012   Odpowiedz
 

W niedzielę, po wielomiesięcznej walce musieliśmy podjąć decyzję. Udało się wygrać z guzem na brzuchu. Niestety nasza ukochana Jotka w niedziele nie mogła stanąć na nogach, po prostu leciała. Bolał ją każdy nasz dotyk, a łzy ciekły z jej małych, kochanych oczek. Rodzice w soboty na niedzielę co 1,5 godz zmieniali jej bok aby nie miała odleżyn. Gdy po 7 w niedzielę zadzwonili, że z naszą sunią koniec od razu rodzina stawiła się w komplecie. Jotusia odeszła od nas w zaciszu domu, głaskana przez całą rodzinę. Zadałam pytanie weterynarzowi czy coś możemy jeszcze zrobić aby ją nie bolało i była z nami. Powiedział ,że nie... I po tym przekonałam się, że to jedyna słuszna decyzja. Była z nami wspaniałe 13 lat. To był mój pierwszy pies. Mądry i wspaniały. Dorastałyśmy razem. Zawsze będzie w moim sercu. Bardzo ją kocham i nie mogę się pogodzić z tym, że już nie będzie jej jak będę u rodziców. Teraz już ją nic nie boli... Moja Jotusia...


 
 
    ~Pumi 02:37 | 23-11-2012   Odpowiedz
 

w poniedziałek i ja musiałam podjąć taką decyzję ... od 4erech miesięcy próbowaliśmy wycinać guzy , leczyć ... niestety po każdym zabiegu zaczęło nawracać - od leków i antybiotyków doszło do zapalenia skóry które postępowało bardzo szybko i robiła się gangrena - czyścili rany ale nic to nie dawało - na sam koniec pękł guz na śledzionie oraz pojawił się nowy na wątrobie ... podjęliśmy takie decyzje a teraz serce nam pęka że naszej dziewczynki nie ma już w domu ...


 
 
    ~Zbyszek 12:33 | 10-11-2012   Odpowiedz
 

Dzisiaj musiałem podjąć decyzje o uśpieniu naszego kochanego sznaucera który był z nami od 10 lat.Miał cztery lata kiedy stracił wzrok,robiliśmy wszystko a żeby go z tego wyleczyć niestety się nie udało.Od trzech miesięcy nie słyszał i ostatnio zaczął się dziwnie zachowywać,tydzień temu zrobiliśmy rezonans głowy profesor który go badał stwierdził silne wodogłowie i tym razem się nie poddaliśmy,czekaliśmy na operacyjne założenie drenu.Niestety przegraliśmy z czasem choroba była tak zaawansowana że po dzisiejszej nocy rano podjeliśmy chyba najcięższą decyzje w naszym życiu o uspaniu naszego kochanego pieska...** nie wiem jak się pozbieramy po tym wszystkim bo był to nasz najwspanialszy członek rodziny którego bardzo ale to bardzo będzie nam brakowało.


 
 
    ~Zbyszek 12:33 | 10-11-2012   Odpowiedz
 

Dzisiaj musiałem podjąć decyzje o uśpieniu naszego kochanego sznaucera który był z nami od 10 lat.Miał cztery lata kiedy stracił wzrok,robiliśmy wszystko a żeby go z tego wyleczyć niestety się nie udało.Od trzech miesięcy nie słyszał i ostatnio zaczął się dziwnie zachowywać,tydzień temu zrobiliśmy rezonans głowy profesor który go badał stwierdził silne wodogłowie i tym razem się nie poddaliśmy,czekaliśmy na operacyjne założenie drenu.Niestety przegraliśmy z czasem choroba była tak zaawansowana że po dzisiejszej nocy rano podjeliśmy chyba najcięższą decyzje w naszym życiu o uspaniu naszego kochanego pieska...** nie wiem jak się pozbieramy po tym wszystkim bo był to nasz najwspanialszy członek rodziny którego bardzo ale to bardzo będzie nam brakowało.


 
 
    ~Paulina 02:24 | 09-11-2012   Odpowiedz
 

dziś rano musiałam uśpić przyjaciela całego mojego życia miał 16 lat był ze mną od czasu gdy skończyłam 8 lat... spał ze mną zawsze ("kłócili" się z mężem o miejsce przy mnie w łóżku) Teraz bawił się już z moją 2letnia córeczka a od 12godzin nie żyje...nowotwór wątroby z przerzutami na płuca i jelita... nie potrafię się pozbierać.....[*]


 
 
    ~lukas 10:39 | 24-10-2012   Odpowiedz
 

Wczoraj musiałem podjąć jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu. Wierny przyjaciel 11-letni podhalan Luna została uspiona. Nie będę się rozpisywał kim była dla nas , bo każdy kto ma psa zdaje sobie z tego sprawę. Zapytałem weterynarza tylko o jedno (nie chciał brać udziału w podejmowaniu decyzji - i miał rację): czy odmówiłby eutanazji mojemu psu, odpowiedź padła "nie". Zwyrodnienia dolnej części kregosłupa (powiedział masakra), pies się przewracał, mało wstawał. Z jednym sobie nie mogę poradzić, że Pan (ja) którego miała i w zupełności mu ufała, a sam ją zaprowadził i uśpił. Było to dla mnie bardzo bolesne i dotkliwe. I tłumaczę sobie to na 1000 sposobów, pozostaje żal....


 
 
         ~Radziu 02:20 | 26-10-2012   Odpowiedz
 

Rozumiem Cię. Dwa lata temu usypiałem naszą 9 letnią wilczycę a wczoraj (25.10)naszą 14 letnią jamniczkę. Cały czas widzę teraz jej oczy i popiskiwanie jak stałem przy niej a weterynarz "robił swoje". Ból i smutek jak się patrzy w miejsce gdzie codziennie przebywała a dziś zbierałem jej wszystkie rzeczy zarówno w domu jak i na ogrodzie. Wiem że nie będzie już cierpiała ale co chwilę wydaje nam się że zaraz wejdzie lub zaszczeka. Niektórzy weterynarze to też bu do upadłego kroili, leczyli wiedząc że to i tak nadaremne ale kasy by jeszcze człowiek poprzynosił a zwierzak by cierpiał przez te operacje itp.


 
 
    ~ja 04:25 | 24-10-2012   Odpowiedz
 

ja dzisiaj muszę pomóc przejść za Tęczowy Most naszemu boksiowi. Nie umiem sobie z tym poradzić, mimo, że wiem, że to słuszna decyzja.


 
 
    ~Yacho603 09:46 | 18-10-2012   Odpowiedz
 

Nasz Archibald (jamnik krótkowłosy)w lutym pewnie by skończył 17 lat, niestety jest chory krwawi z przewodu kroplówki nic nie dają, wychudł, nie przyjmuje pokarmów od kilku dni. Wiem że stoimy przed taka decyzja ale jak ciężko.


 
 
    ~Kinga 06:30 | 17-10-2012   Odpowiedz
 

Ja niestety wczoraj musiałam uspić swojego 13 letniego mieszańca (owczarka niemieckiego z rodwailerem) jest mi cholernie źle... nie umiem sobie poradzic z tym ze go nie ma... ciagle ogladanie zdjęc..przypominanie o wspanialych chwilach z nim..to byl czlonek naszej rodziny...tak pusto w domu bez niego...Bedzie zawsze w Naszych myslach i sercach [*] Kochamy go na zawsze:*


 
 
    ~ 03:44 | 14-09-2012   Odpowiedz
 

16 września będą 2 miesiące od kiedy nie ma mojej najukochańszej suni Makusi, która była z nami od szczeniaczka do 16 lipca, miała przecież dopiero 10 lat, była małym kundelkiem i powinna żyć dłużej. Ja nadal czuję się okropnie po wydanym wyroku - eutanazja, smutek, żal i pustka.Ciągle kołaczące pytania dlaczego? a możeby zwalczyła chorbę.Nie śpię po nocach,oglądam jej zdjęcia a łzy ciągle płyną.Chyba wpadam w obłęd, nie mogę sobie porać, jak długo tak będzie? Jest w moim seru, będzie do statnich moich dni.


 
 
    ~Kuba 11:17 | 04-09-2012   Odpowiedz
 

Ja musiałem wczoraj uśpić swoją jamniczkę miniaturkę,miała 16 lat,wspaniały to był pies,niestety nadszedł czas już pożegnania,bardzo mi jej brakuje i cierpię niesamowicie,dla tych co nigdy nie mieli psa to nie zrozumieją cierpienia osób które musiały podjąć taką decyzję


 
 
         ~DANA 08:43 | 24-06-2013   Odpowiedz
 

JA NIESTETY TEŻ MUSIAŁAM UŚPIC SWOJEGO PSA W PRAWDZIE JUŻ 10 LAT TEMU ALE PAMIĘTAM TO WSZYSTKO JAK BY TO BYŁO WCZORAJ I TEN BÓL PO STRACIE WSPANIAŁEGO PSA.


 
 
    ~SYLWIA 01:10 | 25-08-2012   Odpowiedz
 

PRZEDWCZORAJ WYBRAŁAM SIĘ Z MOJĄ SUNIĄ DO WETERYNARZA. ZWYKŁA, RUTYNOWA WIZYTA, WYMIOTOWAŁA I WIDOCZNE BYŁY ROBAKI WIĘC DR ZALECIŁA ODROBACZANIE. DZISIAJ SUNIA CZUŁA SIĘ JESCZZE GORZEJ- OSPAŁA, NIE MIAŁA APETYTU, NIE CIESZYŁA SIĘ JAK ZWYKLE. KOLEJNA WIZYTA I CAŁKOWITE OSŁUPIENIE- DIAGNOZA, ŻE MOJA MALEŃKA MA NIEPRAWIDŁOWO ROZWINIĘTE NERKI, ZUPEŁNIE NIE PRZYPOMINAJĄ WŁAŚCIWEGO KSZTAŁTU. KIEDY POWIEDZIAŁA MI,ZE PRAWDOPODOBNIE TRZEBA BĘDZIE JĄ UŚPIĆ PO PROSTU NIE WIERZYŁAM. W PONIEDZIAŁEK CZEKA NAS BIOPSJA NEREK;( WERKA W PRZYSZŁYM TYGODNIU SKOŃCZY 3 MIESIĄCE...Z NAMI JEST DOPIERO 2 ALE TAK JĄ POKOCHAŁAM, ZE NIE WYOBRAŻAM SOBIE,ŻE MOGŁOBY JEJ NIE BYĆ. PŁACZĘ JUŻ KOLEJNĄ GODZINĘ I MAM PO PROSTU DOŚĆ...I NIE WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE MOGŁOBY JEJ ZABRAKNĄĆ


 
 
    ~Influ 04:16 | 04-08-2012   Odpowiedz
 

mam dużego psa ( bernardyn ) z kardiomiopatią ( która pojawiła się jak miał rok ),wodobrzyszem. Leci cały rok na digoxinum i furosemidum to w sumie 7 tabletek na dobe ,co 5 dni jeże znim po specjalistach naprawdę nie żałuje pieniędzy na jego leczenie, trafilem do kardiologa prawdopodobnie najlepszy specjalista w tej dziedzinie i powiedział że pies zdycha i może pociągnie na prochach z 1 rok do 2 lat ale jak tak dalej będzie wyglądał to lepiej żeby go uspać ( pies był tak osłabiony że nawt chodzić nie mógł tylko go niosłem),nie może nawet spać bo woda uciska mu płuca , jest chudy jak drabina bo nie może jeśc nie można go odbarczyć bo zaraz nachodzi, jest mi przykro bo to młodziutki pies z nienacka zachorował, woda naszła mu z dnia na dzień a specjaliści leczyli go na kaszel przez ostatni rok a niemiarowości bicia serca nie zauważyli być może gdyby zauważyli wcześniej to żył by sobie można by go było ustabilizować a tak staje przed nie uniknionym musze go uspać jest to ciężkie bo jak mi było ciężko to był mój jedyny przyjaciel nigdy mnie nie opuścił, ufa mi a ja mam mu podać trucizne to cholernie trudne ale nie chce żeby cierpiał ,bo cierpi strasznie. Robiłem naprawdę wszystko ale to na nic. Zdecydowałem że nigdy więcej żadnego zwierzęcia nie wezmę, pisze to zebyście pamiętali żeby badać swoje zwierzęta kardiologicznie ( EKG ) i nie dopuście do takich sytuacji jak ta w której ja jestem.


 
 
    ~babcia zuzia 12:38 | 02-08-2012   Odpowiedz
 

Po 16 latach pożegnaliśmy naszego przyjaciela Sparkiego-tybetańczyk.Przegraliśmy walkę z nerkami.Byliśmy całą rodziną do ostatnich chwil.Pochowaliśmy go godnie.Dom bez niego to już nie ten dom stał się pusty,inny. Co powiem wnuczkowi lat 4 jak za chwilę wróci z wakacji i zapyta babciu gdzie Sparki?


 
 
    ~Kasia 02:58 | 02-07-2012   Odpowiedz
 

ja w sobotę wraz z bratem usypialiśmy jego psa Lunę. Najwspanialszy pies oddany człowiekowi jak żaden człowiek. Brakuje jej coraz bardziej. niestety zachorowała i przez 2 tygodnie nic nie jadła tylko piła wodę. wiem, że to najtrudniejsza decyzja jaką musiał podjąć mój brat, bo przeżył to strasznie. nie można teraz tego oceniać, bo zostaniemy o to posądzeni w Niebie. najważniejsze jest to że byliśmy przy niej do ostatniej chwili i wiem, za to jest nam wdzięczna. LUNA[*]


 
 
         ~pańcia 06:15 | 11-07-2012   Odpowiedz
 

9 lipca uśpiłam moją Tolcię. Miała ok. 10 lat i raka. Operacja i leczenie nie pomogły. Pocieszam się, że podarowaliśmy jej te 10 lat w rodzinie. Była ze schroniska. Nie mogłam patrzeć, jak cierpi. Teraz nie mogę patrzeć na pustą kanapę. Smutno...


 
 
    ~kasia 11:47 | 24-06-2012   Odpowiedz
 

W sobotę 23.06 odszedł od nas nasz najukochańszy Maxiu, miał 12 lat i był chory. Została ogromna pustka i żal, łzy cisną się cały czas do oczu, był naszym członkiem rodziny. Nie mogę się z tym pogodzić, jak dalej żyć bez niego....


 
 
    ~eva 12:58 | 20-06-2012   Odpowiedz
 

wczoraj odszedl od nas na zawsze nasz ukochany BAndi,jak mam zyc bez niego?jak sobie potadzic atym bolem,z wszechogarniajaca wokol pustka?dal na 15 lat milosci, tyle radosci,przezyc znami cudowne zycie i my znim,bol jest taki straszny,pomnozcie...


 
 
         ~Basia od OLI 04:52 | 28-06-2012   Odpowiedz
 

nie da rady żadna pomoc ten bol musisz sama przetwac.....( moja rada ,,, po miesiacy lub 2 kup lub wez ze schroniska szczeniaka ) twoj ukochany piesio pewnie by tego chcial.... pozdrawiam jeszcze streasznie placzaca po OLI Basia


 
 
         ~Basia 05:21 | 21-06-2012   Odpowiedz
 

bedzie cizko conajmniej 1 miesiac , najgosze sa pierwsze dni mojej Oli nie ma 1,5 miesiaca a serce krwawi ... pozdrawiam


 
 
    ~martyna 06:26 | 10-06-2012   Odpowiedz
 

mija 4 dzien od uspienia mojego ukochanego i jedynego pieska. Toga miala 9 lat byla slodkim pitbulkiem. miala przerzuty do pluca i nic juz nie dalo sie zrobic. cale zycie w naszym domu krecilo sie wokol niej traktowana nie jak zwierze tylko jak czlowiek. bylam przy jej uspieniu i nie potrafie opisac bolu jaki mi caly czas towarzyszy. trzymalam jej glowke tuląc sie do niej i trzymalam reke na jej sercu, nie moglam uwierzyc w to ze moja reka juz sie nie porusza!!! ja i moj chlopak zrobilismy jej pogrzeb rodzice nie zdazyli sie pozegnac. 2 miski, smycz, 2 obroze , kaganiec, szczotka, grzebien wszystko co bylo jej zabrala ze soba. w domu pustka i przerazajaca cisza. zaden pies nie zastapi mi ukochanego psa pozdrawiam wszystkich zrozpaczonych. kochamy Cie Togusiu:*[*]


 
 
         ~Basia od OLI 02:20 | 12-06-2012   Odpowiedz
 

Witaj Wiem co czujesz ja juz z tym bolem miesiac jest akurat dzisiaj.jednego Ci zazdroszcze odwagi , że byłaś przy uspieniu ja bym nie dala rady ,,, ani byc ani pozniej o tym myslec, i ciagle to miec prze oczami. Nie bylam przy uspieniu nie dalam radu--- Basia


 
 
    ~EWELINA 12:54 | 06-06-2012   Odpowiedz
 

Arek jak tam? co u pieska? Niecały rok temu traciłam moją kochaną suczkę na niewydolność krążenia i nadal tęsknie a też już młoda ;) nie jestem wysyłam słowa wsparcia Ewelina


 
 
    ~EWELINA 12:45 | 06-06-2012   Odpowiedz
 

Arek jak tam? co u pieska? Niecały rok temu traciłam moją kochaną suczkę na niewydolność krążenia i nadal tęsknie a też już młoda ;) nie jestem wysyłam słowa wsparcia Ewelina


 
 
    ~Arek 09:21 | 04-06-2012   Odpowiedz
 

Witam!! jest 6 rano a ja po nocy bez snu siedze i czytam wasze wpisy. Moj Spike ma stwierdzonego raka i dzisiaj w nocy byl kryzys/ Pies wymiotowal, nie spi ledwie na nogach sie trzyma a ja mimo ze jestem facetem siedze i rycze patrzac na niego i bije sie z myslami czy to juz ten moment na pozegnanie. Nie daje sobie z tym rady a najgorsze jest to ze moje dorosle corki i zona caly czas powtarzaja ze to pewnie cos zjadl i jest oslabiony ale ja czuje ze to nie to. Nie wstaje z kojca, glosno sapie i patrzy na mnie tymi wielkimi oczami. Boze jakie zycie jest okrutne, to byl moj pierwszy, najwspanialszy pies na swiecie. Wybaczcie mam 40 lat i tak pomyslalem ze jak napisze cos to bedzie mi lzej ale nic to nie daje/ Pozdrawiam


 
 
         ~Ela 04:03 | 11-06-2012   Odpowiedz
 

Witaj! Jest mi bardzo przykro , serdecznie Ci współczuję i rozumiem . Sama straciłam w Boże Ciało kochaną sunię . Na to potrzeba czasu aby dać sobie z tym radę. Trzymaj się i wracaj do życia , żeby pamięć o Twoim przyjacielu przetrwała . Będzie żył tak długo jak długo będziesz o nim pamiętał.


 
 
    ~Arek 09:14 | 04-06-2012   Odpowiedz
 

Witam!! jest 6 rano a ja po nocy bez snu siedze i czytam wasze wpisy. Moj Spike ma stwierdzonego raka i dzisiaj w nocy byl kryzys/ Pies wymiotowal, nie spi ledwie na nogach sie trzyma a ja mimo ze jestem facetem siedze i rycze patrzac na niego i bije sie z myslami czy to juz ten moment na pozegnanie. Nie daje sobie z tym rady a najgorsze jest to ze moje dorosle corki i zona caly czas powtarzaja ze to pewnie cos zjadl i jest oslabiony ale ja czuje ze to nie to. Nie wstaje z kojca, glosno sapie i patrzy na mnie tymi wielkimi oczami. Boze jakie zycie jest okrutne, to byl moj pierwszy, najwspanialszy pies na swiecie. Wybaczcie mam 40 lat i tak pomyslalem ze jak napisze cos to bedzie mi lzej ale nic to nie daje/ Pozdrawiam


 
 
         ~eva 12:53 | 20-06-2012   Odpowiedz
 

Nie moge opisac swojego Bolu po wczorajszej stracie mojego ukochanego przyjaciela BAndiego,dzien bez sensu,bez niego,taka cisza i ogarniajaca pustka,i lzy,lzy...nie moge sobie tym pordzic...jak mam dalej zyc/ bez niego?mial 15 lat, chorowal,ale do konca byl sprawny,inagle tak scielo go znog,ze nie moge uwierzyc,nie moglismy patrzec na jego dalsze cierpienie,aja nie moge sobie poradzic teraz z jego odejsciem,wiedzielsmy,ze kiedys to nastapi,ale na ten moment,ktory ma nastapic nigdy czlowiek nie jest inie bedzie przygotowany,,,przezyl znami cudowne zycie i my znim tez...kto mi pomoze ukoic bol?


 
 
         ~Basia 01:15 | 11-06-2012   Odpowiedz
 

juz miesiac jak odeszla moja OLI a ja ciagle becze ,,,,,mam jeszcze 1 pieska ma 2latka alana ,ale OLI byl moim pierwszym pieskiem no i byla sunia - bardziej milusie...pozdrawiam Basia.......odejsie pieska to bol nie do opisania


 
 
    ~Alicja 04:43 | 18-05-2012   Odpowiedz
 

Moja ukochana suczka ma 12 lat Ma guzy na sutkach,które urosły gwałtownie po ostatniej cieczce 2 tygodnie temu zrobiono jej rtg płuc bo nagle zaczęła kaszleć w nocy i ciężko oddychać Lekarz zapisał jej sterydy bo nie ma możliwości zrobienia operacji .W płucach są setki guzów sunia dusi się jest coraz słabsza znoszę ją po schodach nie ma apetytu a noc to dla niej horror, guzy uciskają jej brzuszek i nie może oddychać .Siedzi godzinami ,bo w innej pozycji się dusi.Lekarz zasugerował eutanazję a ja płaczę jak to piszę...


 
 
         ~Basia od OLI 12:44 | 21-05-2012   Odpowiedz
 

mysle ze ONA by tego chcciala popatrz na jej smutne oczy , cierpienie,,,,, mysle ze gdyby mogla to dala by Ci znac , ze cierpi i prosi o pomoc,,,,,, ( napisz jaka decycje podjelas) mysle ze sluszna dla kochanej suni, Basia


 
 
         ~Basia od OLI 12:38 | 21-05-2012   Odpowiedz
 

Witaj wiem co czujesz ja nadal placze , ale muszisz jej pomoc i dac ja uspac ,,, niestety...... ja sie nie spodziewalam ze lekarz mi nie zrobi operacji i w ciagu jednej sekundy musialam podjac ta okropna decyzje... poz. Basia


 
 
    ~Alicja 04:43 | 18-05-2012   Odpowiedz
 

Moja ukochana suczka ma 12 lat Ma guzy na sutkach,które urosły gwałtownie po ostatniej cieczce 2 tygodnie temu zrobiono jej rtg płuc bo nagle zaczęła kaszleć w nocy i ciężko oddychać Lekarz zapisał jej sterydy bo nie ma możliwości zrobienia operacji .W płucach są setki guzów sunia dusi się jest coraz słabsza znoszę ją po schodach nie ma apetytu a noc to dla niej horror, guzy uciskają jej brzuszek i nie może oddychać .Siedzi godzinami ,bo w innej pozycji się dusi.Lekarz zasugerował eutanazję a ja płaczę jak to piszę...


 
 
    ~Basia od OLI 04:59 | 16-05-2012   Odpowiedz
 

witam jesczeraz to troszecze w innym temacie , ale chce wszystkim powiedziec jesli mulusinski zachoruje to korzystac z opini nie tylko jednego weterynarza ja tak zrobilam i to byl blad , zla diagnoza i OLI juz nie zyje gdybym wczesniej ok.3m-c poszla do kliniki to moze by bylo ok...... za pozno sie dowiedzialam ze weterynarz jest slaby i trzeba do kliniki ,,,,, ma z tego bardzo duze pretensje do siebie ze nie pomyslalam ze uwierzylam Basia


 
 
    ~Basia 03:47 | 16-05-2012   Odpowiedz
 

witam 12.05.2012 o godz.16 moja sznaucerka miniaturowa OLI miala operacje , w klinice powiedzieli ze po USG raczej wykonalna oczywiscie jak nie bedzie przezutow ( o 17. mam telefon decyzja w coagu 5 sekund ,,, guz wielkosci melona nie do usuniecia) zaszyc i bedzie zyla moze 2 tygodnie w cierpiniu czy uspac prosze szybko odpowiedziec bo piesek jest w narkazie.... ryk , placz maz odp. uspac ..... Oli miala 10lat nie wiedzialam ze jest chora bo chodzilam do dupiatego weterynarza co mi mowil ze ma anemie a w klinice nic takiego nie wykazano... gdybym zaraz pojechala do kliniki to ok.5m-c OLI by nie poszla za teczowy most ,,, jestem zalamana i bardzo chora ,,, Basia


 
 
    ~renata 01:06 | 01-05-2012   Odpowiedz
 

dzisiaj uśpiliśmy naszą suczkę.. była z nami 10 lat.. pół mojego życia.. odkąd pamiętam to zawsze było "Sabcia to" "Sabcia tamto" była takim pogodnym pieskiem.. wszystko zaczęło się 2 lata temu kiedy zachorowała na babejszozę- udało się ją odratować ale choroba spowodowała takie spustoszenie w organiźmie że wykryto u niej rozsiany nowotwór.. co 3 miesiące byliśmy u weterynarza bo jej stan się pogarszał w coraz to krótszych odstępach czasu... dzisiaj był to miesiąc.. piesek przewracał się, wymiotował pianą, boże pękało mi serce gdy na to patrzyłam... Tata podjął decyzję że już wystarczy leczenia bo przestaje dawać rezultaty i nie ma już szans na wyleczenie :( ja z nim nie pojechałam.. nie dałam rady. Ale wtedy gdy ją zabrał byłam przekonana, że tak będzie najlepiej dla niej. Tylko teraz nachodzą mnie takie okropne myśli, że może gdybysmy spóbowali zaleczyć to świństwo jeszcze raz.. może teraz byłoby inaczej.. Chyba gdyby umarła śmiercią naturalną byłoby lepiej.. gryzą mnie wyrzuty sumienia.. Całe moje dzieciństwo wiąże się z Sabą.. Nie wiem co będzie jak jutro wstanę.. nikt mnie nie przywita, już nikt nie będzie na mnie czekał.. już nigdy jej nie zobaczę, nigdy mnie nie poliże, nigdy nie zaszczeka.. Boże pęka mi serce z bólu i żalu ;(


 
 
    ~Pati 03:14 | 12-04-2012   Odpowiedz
 

Walczyliśmy z rakiem przez 4 lata Zawsze po operacji myślałam wygraliśmy niestety guzki po roku pojawiały się; ostatnio już po kilku miesiącach po operacji pojawiły się Musiałam podjąć tę straszną decyzje ale nie chciałam żeby się męczyła guz pękł jej i miała rozległą ranę weterynarz stwierdził ze nie uda mu się usunąć wszystkich guzków i że są przeżuty Ale ja czuje ze trzeba było walczyć tylko czy ona by sie czuła lepiej gdyby skazana była na powolną smierć a ja bym miała ją dłużej dla której z nas byłoby lepiej??? a jeszcze płakać nie mogę bo córka pyta się dlaczego mamo płaczesz Maxi jest w niebie jest szczęśliwa.... ale czy na pewno??? tak mi ufała a ja ją skazałam na śmierć drugi raz bym tego nie zrobiła umarła w moich ramionach


 
 
    ~ana 01:52 | 09-04-2012   Odpowiedz
 

Ponad tydzień temu lekarz vet powiedział, że pies wymaga dwóch operacji na raz, ale jego serce pracuje na 50 procent i nie ma szans przeżycia narkozy, postanowił że najlepiej ją uśpić. Ja mu zawierzyłam i zgodziłam się, by już nie cierpiał (ciężko oddychał z powodu guza, ropomacicze doszło i zaatakowne zostały oczy z dnia na dzień coraz gorzej ) Ale po tym, ja nie mogę sobie poradzić ze stratą mojej kochanej psinki, która była dla mnie jak dziecko. Serce mi pęka z bólu, a wyrzuty sumienia dławią mnie okropnie, cały czas mam łzy w gardle i chyba sama nie dam rady. Muszę iść do psychologa i do księdza chyba też, bo zaczynam wariować. To jest męka nie do opisania, współczuję wszystkim, którzy muszą podjąć taką decyzję. TEN KOSZMAR w mojej głowie pozostanie chyba na zawsze


 
 
         ~HEDEMORA 02:27 | 27-04-2012   Odpowiedz
 

Zatrzymane jedno serce Axelka poraniło wiele serc....kiedyś Cię znajdziemy nasz słoneczniku!!!!!!


 
 
         ~HEDEMORA 09:19 | 26-04-2012   Odpowiedz
 

Zatrzymane jedno serce Axelka poraniło wiele serc....kiedyś Cię znajdziemy nasz słoneczniku!!!!!!


 
 
    ~milly75 10:35 | 05-04-2012   Odpowiedz
 

26.03 2012 moja mama uspila mojego kercika dowiedzialam sie pare dni puzniej jest mi zle to byl prawdziwy przyjaciel i brakuje mi go bardzo,podobno juz nie chcial jesc nie chcial przyjsc do mieszkania chcial byc w samotnosci i to zaniepokoilo moja mame.pojechala do weterynarza i dowiedziala sie ze ma raka gardla i bedzie okropnie ciepial i nie ma szans,mial 13lat i byl kochany.


 
 
    ~sArA 10:26 | 04-04-2012   Odpowiedz
 

04/04/2012.... Dzisiaj o 14 moj piesek odszedl....jaki to bol, cierpienie, rozpacz!!!!! Byl z nami 16lat, prawie cale moje zycie. 1 wrzesnia 2lata temu dostal pierwszy paraliz, kilka dni nie wstawal, nie jadl, moczylismy mu ryjek woda, odwiedzal go weterynarz. Po kilku dniach wrocil do siebie, niestety ataki wracaly coraz czesciej, do tego doszla jeszcze starosc....na dwor trzeba bylo go wynosic, jak sie zalatwial to przytrzymac, bo sie przewracal, pil i jadl wszystko drobno zmielone, w nocy trzeba bylo do niego wstawac kilkanascie razy, bo nie mogl sie sam podniesc,wyl, szczekal, jego oczy stracily kolor, pojawila sie zacma, z wechem tez bylo juz nienajlepiej, zrobil sie bardzo chudy i wymeczony. ciagnelismy to ponad 2lata, bo mielismy nadzieje, ze sam odejdzie, ale niestety.... nastal dzien na podjecie decyzji, bo bylo naprawde zle.... Ja jej nie podjelam.... Podjela ją moja starsza siostra i rodzice? Czy dobrze zrobili.....Co teraz sie z nim dzieje? Czy odczuwa ulge, czy bol po wlascicielach? Nie daje rady...... BOL! ZEGNAJ MOJ NAJKOCHANSZY I NAJLEPSZY PRZYJACIELU....ZAWSZE UMIALES MNIE ROZWESELIC I POLIZAC ŁZY Z MOJEGO PLICZKA! NA ZAWSZE W MOIM SERCU*** tutek!!!


 
 
    ~ew 03:29 | 03-04-2012   Odpowiedz
 

Mój pies - najlepszy przyjaciel, jakiego można mieć - od ponad 2 miesięcy jest niemal całkowicie sparaliżowany, tylko na jednym boku może podnosić główkę i minimalnie poruszać przednimi łapkami. Leczenie nie przyniosło żadnej poprawy, wszyscy uważają, że nie ma szans i ja wiem, że mają rację, ale nie potrafimy odebrać mu życia.. Jakoś tak się ułożyło, że ostateczna decyzja należy do mnie. Może to szczyt egoizmu, ale po tych pięknych 12 latach, jakie z nami spędził, mimo że widzę go w tym tragicznym stanie i to tak bardzo boli, to za każdym razem gdy do niego przychodzę i widzę ten cień radości na jego pyszczku, tak bardzo się cieszę, że jeszcze z nami jest i odkładam tę najtrudniejszą decyzję z dnia na dzień.. Ale ile można? To już przecież trwa ponad 2 miesiące.. "Czekam" na to aż odejdzie sam, tyle że to może jeszcze trwać tygodniami. Byłam przy uśpieniu jego mamy, to było straszne przeżycie, ona tak bardzo cierpiała. Zabieg zrobił kiepski, ale wtedy jedyny dostępny weterynarz i to chyba nie jest normalne, prawda? Z tego co tutaj czytam i co słyszałam od innych, uśpienie nie powoduje bólu i pies po prostu zasypia.. Ale czy nam wybacza i czy rozumie, że ktoś kto całe życie go chronił i to ze wzajemnością, zamiast pomóc mu wzywa człowieka, który podaje mu zastrzyk i odbiera życie?


 
 
         ~ew 03:36 | 03-04-2012   Odpowiedz
 

PS Gryf, to odwołanie do Szymona Hołowiny, że "jeżeli jesteśmy emocjonalnie związani ze swoim psem to spotkamy się kiedyś po drugiej stronie." - bardzo piękne.


 
 
    ~Zosia 04:23 | 02-04-2012   Odpowiedz
 

No powie, ze 3 dni temu pozwolilam wbic w zyke zastrzyk smierci mojej kochanej suni i jest mi barzdo zle, placze non stop, nie radze sobie z pustka bez pieska :( A nie zrobilabym jej tego, jakby guz nie atakowal by jej watroby, pluc, nie naciskalby na jej nerwy a tchawica nie bylaby juz zawzona...a serduszko nie byloby pwoiekszone i gdyby tak bardzo sie nie meczyla....wiec nie potrafie zrozumiec ludzi, ktorzy usypiala zwierze od tak sobie :(


 
 
    ~maja12 07:57 | 01-04-2012   Odpowiedz
 

Z trudem przeczytałam Waszem komentarze, gdyż nie tak dawno, bo 18 lutego 2012 odeszła moja ukochana sunia. Miała 13 lat i tak naprawdę, to wyglądało, że jeszcze może pożyć. Miała problemy z chodzeniem, najpierw na jedną łapkę, później na drugą. Od kilku miesięcy była leczona, a mimo to na początku roku mogła poruszać sie już tylko po domu. Nie wychodziła na dwór, tylko załatwiała się do kuwety, jednak musiałam ją przy tym podtrzymywać. Przy tym cały czas dopisywał jej apetyt, chociaż jadła w pozycji półleżacej. Od początku leczenia schudła ok. 1 kg. W końcu nie mogła wstawać i zaczęła załatwiać się pod siebie na podkłay, które musiałam jej zmieniać. Jadła już tylko zmiksowane jedzenie podawane przez strzykawkę. I co dziwne przy tym wszystkim nie okazywała żadnego bólu. Kiedy odchodziła byłam przy niej, po prostu nie wytrzymało jej serce i przestało bić. Absolutnie nie żałuję, że jej nie uśpiłam.


 
 
    ~aga 08:45 | 29-03-2012   Odpowiedz
 

Z Pon/Wto dnia 26.03.2012 przeżyłam śmierć mojego kochanego psa Dzeki 16lat.Cierpiałam razem z nim całą noc nie spałam chodziłam do niego głaskałam go łzy same mi leciały nie mogłam pogodzic się z tym ze umiera.Wiedziałam że kiedyś nastąpi ten dzień ale do tego nie można się przygotować.Powiem szczerze jak miał bóle to chciałm go uśpić ale w nocy weteryniarz nie odebrał tef na szczęście dł się nie męczył.Zmarł sam i tak chyba lepiej widać tak miało być.Był naprawdę dobrym psem kochałam go i nigdy nie zapomnę.Przez cały dzień nie mogłam dojść do siebie głowa mnię bolała płakałam ale jak go pochowaliśmy poczułam ulgę ze już nie cierpi. Najgorsze jest że wszystko mi go przypomina. Mam jeszcze jedną suczkę sonie 7 lat piesek domowy.Bardzo kocham zwierzęta zwłaszcza psy i dla tego tak trudno pogodzić mi się z ich odejściem.Ludzie którzy nie lubią zwierząd tego nie rozumieją a ja nie rozumię ludzi którzy traktują psy jak zabawki.


 
 
    ~Marzena 09:02 | 12-03-2012   Odpowiedz
 

Moja sunia Czika/ratlerek/ma 13 lat.Była dosyć gruba i jak 1,5 mca temu dostała grypy jelitowej schudła tak bardzo,że wtedy weterynarz zauważył,że ma guzy listwy mlecznej.Ponoć na tyle duże,że są już nieoperacyjne.Dostaje sterydy, cały czas sika po mieszkaniu, prawie nic nie je.Nie wiem co robić, ją już nic nie cieszy,jak przychodzimy śpi, nie reaguje na obcych.Dostaje leki przeciwbolowe ale guz rośnie, sami nie wiemy czy jest sens utrzymywania jej przy życiu.Jest z nami od 5tyg. życia.Jak znależć siły ażeby sunie, ukochanego członka rodziny odprowadzić w jej ostatnią podróż....


 
 
         ~martyna 06:40 | 10-06-2012   Odpowiedz
 

dzisia mija 4 dzien kiedy pomoglam odejsc mojej Todze. ja sobie tego nie wyobrazalam i mama na mnie krzyczala i kazala przestac mowic " co bedzie jak jej zabraknie" bo my sobie tego nie wyobrazamy przez cale 9 lat kiedy obudzilam sie w nocy sprawdzalam czy oddycha spala jak czlowiek z gllowka na poduszcze. dla nas to bylo wyjatkowe storzenie i nie traktowane jako tylko pies. dobrze wiem co czujesz bezradnosc czlowieka zamienia go w placzace niemowle ale ja ciagle zyje mysla ze ona biega z innymi pieskami gania koty i jest szczesliwa i patrzy na nas to ze jej nie widac nie znaczy ze jej nie ma pozdrawiam


 
 
         ~marta 04:17 | 12-03-2012   Odpowiedz
 

na to nie ma siły......:(( to już 3 dzień jak moj Dino odszedł...dlaczego to tak boli?


 
 
              ~Zosia 04:47 | 02-04-2012   Odpowiedz
 

BOLI STRASZNIE.....TEŻ OD 3 DNI BORYKAM SIE Z PUSTKA PO SMIERCI MOJEJ KOCHANEJ SUNI...:( TAK BARDZO TESKNIE I NIE ROZUMIEM CZEMU TAKIE NIE WINNE ISTOTY DOPADA CHOROBA.....GUZ WYGRAL NASZA WALKE :(


 
 
    ~marta 01:37 | 11-03-2012   Odpowiedz
 

Wczoraj nadszedł ten okrutny dzień, w którym pękło mi serce. Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie ale odkładałam te myśli daleko. Miałam cudownego, oddanego przyjaciela...18-letniego kundelka:) Był podrzuconym 8 tygodniowym szczeniakiem. Miałam 10 lat kiedy zawładnął sercami naszej rodziny. Towarzyszył mi przez 3/4 mojego życia.Serce się radowało kiedy witał każdego dnia wesoły merdając ogonem:)) Od 2 miesięcy zaczęły nasilac się objawy starości zachodzące w mózgu. Dezorientacja,zaburzenia snu,pogorszył się węch i wzrok.W ciągu ostatniego tygodnia jego stan się pogorszył. Miał problem z wstawaniem, nie trzymał moczu i wiele innych dolegliwosci. Serce sie krajało patrząc na tą starosc i niemoc z naszej strony. Pojechalismy do weterynarza, ktory znal naszego psiaka od kilku lat. Przytulilismy go. Wiedzial, ze jestesmy z nim do samego konca. Weterynarz plakal razem znami.Przezył pieknych 18 lat otoczony miloscia, troska, opieka.


 
 
    ~Gryf 05:49 | 28-02-2012   Odpowiedz
 

Stało się. Czuję się wrednie. Wczoraj musiałem podjąć ciężką decyzję. Już się wypowiadałem na forum i nie będę przytaczał problemu z jakim borykał się mój pies. Decyzja o uśpieniu to koszmarnie trudna decyzja, lecz w moim przypadku w gabinecie lekarskim znalazło się czterech lekarzy i każdy z nich wypowiedział się w sposób nie dający złudzeń na wyleczenie a tylko na pogorszenie się i tak już słabego stanu zdrowia. Taka szczera rozmowa troszkę ułatwia podjęcie decyzji. Usłyszałem od nich znamienne zdanie, że jeżeli nie byłoby wskazań do uśpienia to żaden z nich by tego nie zrobił. W przypadku mojego psa takie wskazania były, lecz decyzja należała do mnie. Mam nadzieję że to była jedynie słuszna decyzja, lecz przekonania w 100% nie mam. Zrobiłem chyba wszystko co mogłem zrobić aby w czasie choroby nie cierpiał. Odszedł uspokojony w głębokim śnie a ja mu w tym towarzyszyłem, aby nie odchodził w samotności. Jak mawia Szymon Hołownia, jeżeli jesteśmy emocjonalnie związani ze swoim psem to spotkamy się kiedyś po drugiej stronie. Dla tych co stoją przed taką decyzją mogę poradzić tylko jedno. Nie zostawiajcie go samego w takiej chwili bo on był cały czas z wami i nigdy was nie zostawił.


 
 
         ~zOSIA 04:38 | 02-04-2012   Odpowiedz
 

moja kochana Perełka (jamniczka) miała 2 zabiegi,które polegały na usunięciu guzków w okolicy cycuszków, po których na chwilę było lepiej. Niestety 23.03.12 poczuła sie gorzej, wyglądała jakby ja ktoś pobił...z nasza wet też tak pomyślałyśmy i dostawa silne zastrzyki, które nie pomagały, wiec dn.30.03.12 na własną rękę pojechałam z nią do kliniki..Porobili badania, prześwietlenia, godz po kroplówką..a wyniki były wyrokiem.Guz atakował jej płucka, wątrobę, tchawica zawężona, serduszko powiększone. Jej oczka wpatrzone we mnie a ja zapłakana z bezsilności musiałam podjąć decyzję czy podpiszę zgodę na eutanazję ..Podpisałam, płaczę do dziś, tęsknie bardzo, ale wiem że już ja nic nie boli...Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale Guz tak uciskał już na nerwy Jej, ze traciła czucie w przednich łapkach i nie potrafiła chodzić..... KOCHANA PEREŁKO KOCHAM CIĘ I TĘSKNIE BARDZO..PRZEPRASZAM~!!


 
 
    ~Sylwia 04:52 | 27-02-2012   Odpowiedz
 

Moja Sabcia odeszła 17 lutego. Od dwóch lat chorowała na złośliwego raka, przeszła trzy operacje. Miała bardzo dużo siły, dobrze trzymała się po operacjach, ale nawet weterynarz powiedział mi, że bedziemy ją leczyć póki ona będzie miała na to siłę. Zaraz po wycięciu ostatnich guzów wykryto u niej arytmię serca, dożywotnio miała brać leki. Wiedziałam, że jeżeli znów pojawią się przerzuty, to nie będziemy mogli jej operować, bo najprawdopodobniej nie przeżyłaby narkozy. W dodatku jej wiek ( gdy wykryto arytmię miała 11 lat) też nie bardzo był wskazaniem do zabiegu. Przez 2 lata chodziłyśmy na kontrolę, weterynarz nie widział nic nieprawidłowego. 16 lutego wyszłam z Sabą na spacer a ona nie mogła chodzić, przewracała się. Przeszła serię badań i ich wyniki mnie załamały. Saba miała ogromnego guza na śledzionie, zmiany na nerkach i wątrobie. Guz na śledzionie pochałniał ogromne ilości krwi, przez co pies miał taką anemię, że się przewracał. A jeszcze kilka dni wcześniej Saba biegała za sankami na których siedział mój synek... Przyszło mi podjąć bardzo trudną decyzję, Saba była ze mną 13 lat, połowę mojego dotychczasowego życia, była członkiem naszej rodziny. Nie było dla niej ratunku, nie chciałam żeby pies umierał w męczarniach. Byłam z nią do ostatniego bicia serca, głaskałam ją po głowie i mówiłam, że wszystko będzie dobrze. Uważam, że była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąc, pomimo, iż od początku jej choroby marzyłam dla niej o spokojnej naturalnej śmierci we śnie....


 
 
    ~Julena 10:10 | 12-02-2012   Odpowiedz
 

Mam owczarka niemieckiego ma 15latek,wabi się Cezar, piekny i mądre psisko.Rok temu miał wylew:(cała rodzina płakała:( cały czas leżał nie mogl się podnieść....oczywiście leczylismy go, przychodził do niego lekarz i dawał mu serie zaszczyków.Pomagały mu....z każdym dniem było coraz to lepiej,płakalismy ze szczęścia ,że ruszył nogą, że zamachal ogonkiem, że zaszczekał.Na spacery znosiliśmy go na kocu ,bo po schodach bał się zejść, a potem pod recznikiem sobie spacerował. Gdy już w miare doszedł do siebie, osłabiły mu się tylnie nogi:( w domu cały czas leży mało co chodzi....na spacery jakoś schodzi po schodach (jest ich 7 stopni) ale trzeba go mocno trzymac. Problem jest z wejściem....nie chce wejść...popiskuje piszczy...niby probuje ale jednak nie daje rady...cofa sie....po kilku minutach zachecania go i glaskania...decyduje się wejść, wchodząc piszczy...a ja mam łzy w oczach;( wchodzi do domu napije się wody i kladzie się i tak do kolejnego wyjścia. Czasami na spacerach bywa tak, że poprostu nie może ustać i się kladzie, a potem nie może wstać, musze mu pomagac. Znajomi mówią, że on się meczy i ja też mam takie wrażenie:(coraz częściej myślę o uśpieniu go, chociaż na samą myśl o tym łzy napływaja mi do oczu. Proszę, napiszcie czy on naprawdę się męczy i czy naprawdę powinnam podjac decyzje o uśpieniu Cezara.


 
 
         ~xena 05:36 | 22-02-2012   Odpowiedz
 

Moja sunia odeszła wczoraj ból rozpacz i tęsknota ogromna Nie dajmy tym konowałom leczyć nasze zwierzęta zajmijcie się NOWĄ GERMAŃSKĄ MEDYCYNĄ moja sunia miała raka sutka i dostała wylewu i tak zmarła.Tak jak mówi Nowa Germańska Medycyna mózg to nasz komputer tam zachodzą zmiany.Rak i niby ból to w medycynie koniec NIE TO JEST ZDROWIENIE ,każdy ból u zwierząt i ludzi to jest zdrowienie. Nie dajmy się oszukiwać TE KONOWAŁY PO WINNE ODPOWIEDZIEĆ ZA ZŁE LECZENIE NAS I ZWIERZĄT.Czas na pobudkę. Czas robić spis konowałów.Jak nie umieją leczyć i współpracują z firmami farmaceutycznymi to trzeba ich wykluczyć ,żeby nas leczyli i nasze pupile.


 
 
         ~gryf 04:49 | 13-02-2012   Odpowiedz
 

Jest duże prawdopodobieństwo że pies się męczy tylko że on nam tego nie powie tak samo jak nie powie nam o tym że chce już od nas odejść. Jakież mamy prawo sądzić że on już nie chce żyć. Mówimy o skracaniu cierpienia a tak naprawdę chodzi o odebranie życia. Nie wiem czy mamy do tego prawo tylko dlatego że jesteśmy istotami myślącymi. Pies też ma rozum i czasami mądrzejszy jest od swojego pana. Nie odpowiem Tobie co masz zrobić. Większość stwierdzi że należy przerwać jego cierpienie. Ja odpowiem że należy zrobić wszystko co możliwe aby go nie bolało. Człowiek tak jak i pies, który jest członkiem rodziny jest istotą żywą. Człowiekowi nie skracamy życia bo jest już schorowany, stary i nikomu nie potrzebny.Też borykam się z tym problemem. Wiem tylko tyle że może będę postawiony przed trudną decyzją ale wolałbym aby mój pies zwolnił mnie z podejmowania takiej decyzji i odszedł sam do krainy wiecznych łowów.


 
 
    ~Julena 10:03 | 12-02-2012   Odpowiedz
 

Mam owczarka niemieckiego ma 15latek,wabi się Cezar, piekny i mądre psisko.Rok temu miał wylew:(cała rodzina płakała:( cały czas leżał nie mogl się podnieść....oczywiście leczylismy go, przychodził do niego lekarz i dawał mu serie zaszczyków.Pomagały mu....z każdym dniem było coraz to lepiej,płakalismy ze szczęścia ,że ruszył nogą, że zamachal ogonkiem, że zaszczekał.Na spacery znosiliśmy go na kocu ,bo po schodach bał się zejść, a potem pod recznikiem sobie spacerował. Gdy już w miare doszedł do siebie, osłabiły mu się tylnie nogi:( w domu cały czas leży mało co chodzi....na spacery jakoś schodzi po schodach (jest ich 7 stopni) ale trzeba go mocno trzymac. Problem jest z wejściem....nie chce wejść...popiskuje piszczy...niby probuje ale jednak nie daje rady...cofa sie....po kilku minutach zachecania go i glaskania...decyduje się wejść, wchodząc piszczy...a ja mam łzy w oczach;( wchodzi do domu napije się wody i kladzie się i tak do kolejnego wyjścia. Czasami na spacerach bywa tak, że poprostu nie może ustać i się kladzie, a potem nie może wstać, musze mu pomagac. Znajomi mówią, że on się meczy i ja też mam takie wrażenie:(coraz częściej myślę o uśpieniu go, chociaż na samą myśl o tym łzy napływaja mi do oczu. Proszę, napiszcie czy on naprawdę się męczy i czy naprawdę powinnam podjac decyzje o uśpieniu Cezara.


 
 
    ~gryf 06:45 | 12-02-2012   Odpowiedz
 

Masakra. Stoję własnie przed trudną decyzją o ile nie najtrudniejszą. Pies jest z nami 10 lat. Został zabrany ze schroniska gdy miał około 1,5 roku. Od dwóch miesięcy borykamy się z wodobrzuszem, które spowodowane jest niewydolnością serca. Pies niknie w oczach. Nie chce jeść tylko pije wodę. Brzuch ma już jak balon. Zastosowane leki przestają działać. Jutro albo zostanie nagromadzony płyn usunięty mechanicznie albo padnie makabryczne pytanie o eutanazję. I teraz nasuwa się trudne pytanie: Skoro jesteśmy związani emocjonalnie z psiakiem, który jest członkiem rodziny to kto daje nam moralne prawo zabawy w Boga i decydowaniu o życiu lub śmierci. Wiele osób pisze o cierpieniu a mało kto zauważa że pies tak jak i człowiek jest istotą żywą i ma prawo do życia. Lekarze mówią że nie ma sensu uporczywe leczenie. Tak to wszystko prawda lecz czy takiego samego będą zdania gdy problem będzie dotyczył członka ich rodziny. Temat do rozważań a ja dalej pozostaję w zawieszeniu. Proza życia.


 
 
    ~D_usia 03:49 | 02-02-2012   Odpowiedz
 

Przeczytałam Wasze wpisy, spłakałam się, ale poczułam się szczęśliwa i dziękuję Wam, że jesteście. Cudowni, wrażliwi, oddani, kochający i współodczuwający. Dzięki Wam ten chory świat jest lepszy. Też musiałam odebrać życie mojej ukochanej Suni. Choć minęło wiele lat - do dziś bardzo boli.


 
 
    ~lumiks_gliwice@o2.pl 10:33 | 28-01-2012   Odpowiedz
 

skoro pies spedził z nami całe zycie to powinno sie podejmować walke by umarł śmiercia naturalna, bo skoro ludzi nie można to dlaczego psa mozna pies ci nie powie że chce żyć że sobie niezyczy moim zdaniem powinno być porówno z tym


 
 
         ~a66 04:02 | 02-03-2012   Odpowiedz
 

zastanawiam się,jak jeszcze bardziej musi cierpieć pies/nie je,nie pije,nie wstaje na nogi lekarze eksperymentują na nim, co by tu jeszcze zastosować,czasami leży we wlasnych odchodach, bo mlodzi są w pracy lub szkole, a starsi nie mają sily podnieśc ciężkiego psa/,by poruszyć serca"wrażliwych"wlaścicieli.Zastanówcie się nad kim tak naprawdę się użalacie,nad cierpiącym psem,czy nad sobą?Weterynarze,no cóż żyją i to dobrze z "leczenia" najczęściej starych schorowanych psów,nie dając im umrzeć w sposób humanitarny szybko i bez bólu.


 
 
              ~Basia od OLI 05:03 | 17-05-2012   Odpowiedz
 

idz szybko do najlepszej kliniki nie czekaj tak jak ja ......


 
 
    ~Ola 02:23 | 12-12-2011   Odpowiedz
 

Mój horror zaczął się rok temu. Ukochanej Córeczce pojawiło się coś na ogonku. Lekarze nie wiedzieli co to jest, mimo, że urosło do wielkości śliwki, weterynarze kazali mi robić okłady z gorącej kurkumy, a biopsja dała wynik negatywny. Miesiąc później trafiłam do doskonałego weterynarza, który mimo planowanego wyjazdu stwierdził, że musi zrobić jak najszybciej operacje, bo wydaje mu się że to coś poważnego. Niestety, okazało się że ma racje- to naczyniakomięsak. Wydawało mi się że mój świat legł w gruzach, a to był dopiero początek. Parę miesięcy temu pojawiły się kolejne guzki, wyciętę lecz mimo tego moja Księżniczka wydawała się być silna i wesoła. Jednak wynik ostatniej operacji dał wynik tragiczny- chłonniak złośliwy. Weterynarz jednak zaproponował jedyne z możliwych wyjść- chemioterapię. Z płaczem w oczach, z rozdartym sercem- zgodziłam się. Od chwili diagnozy pierwszej diagnozy minął rok, mojej Małej już ze mną nie ma, jednak był to wspaniały rok. Wracałam wcześniej z pracy, żeby przytulić się do Córeczki, rano woziłam Ją do mamy, żeby nie była sama w domu, spałam z nią pod kołdrą.. wstawałyśmy i kładłyśmy się spać razem. Była wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Trzy tygodnie temu, po przyjściu do domu, moje Ukochane Maleństwo zaczęło puchnąć. Wylądowałyśmy u weterynarza, diagnoza- skręt żołądka. Szybkie sondowanie, płukanie. Tydzień później- to samo, mimo żę Maleństwo nic nie jadło. W sobotę zdarzyła się taka sama sytuacja. Nie wiedziałam co robić bo mój zaufany weterynarz nie pracuje w weekendy a nie odbierał komórki. Wsiadłam w samochód i do Lecznicy 24h. Diagnoza- skręt. Po zabiegu, ciężkim dostaniu się do żołądka- znowu puchł. Po ogromnych cierpieniach Psiaka, odebrał telefon weterynarz i otworzył dla mnie Klinikę. Stwierdził- operacja. Okazało si ę, że moja Ukochana, jedyna Dziewczynka ma nowotwór wpustu żołądka,przełyku (naciek). Nowotwór pewnie byłby przeze mnie wycięty, gdyby nie fakt że mała miała za mało płytek krwi, tylko 7 tys! więc każdy krwotok, skończyłby się śmiercią. JESTEM ZAŁAMANA, NIE CHCE MI SIĘ ŻYĆ I MAM DOSYĆ TEGO CHOLERNEGO ŚWIATA! WSPÓŁCZUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY MAJĄ PODOBNE PROBLEMY, WIEM JAK TO BOLI...


 
 
    ~snapi 01:51 | 12-12-2011   Odpowiedz
 

normalnie przeczytalam kilka postow i zalalam sie lzami moj przyjaciel ma 13 lat i tez stanelam przed tak powzna decyzja...


 
 
    ~ja 09:58 | 08-12-2011   Odpowiedz
 

Mój piesek umiera. Zespół Cushinga, niewydolność wielonarządowa. Wyniki ma takie złe, że to już koniec. Zdecydowaliśmy że nie będziemy go już męczyć leczeniem, dziś po kroplówce jest gorszy niż przed nią. Jak wychodził od weterynarza, to dostał drgawek. Nic nie je, już jest chudy jak kościotrup. Uśpienie zdaje się być jedynym wyjściem, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji. Przykre to wszystko...


 
 
         ~aidata 06:50 | 16-12-2011   Odpowiedz
 

doskonale Cię rozumiem. Moje Słoneczko też miała Cushinga. Wcześnie zdiagnozowane (10.2011), jednak przez to że przestała jeść nie brała też lekarstw. Choroba postępowała tak szybko że nawet lekarz się tego nie spodziewał. Podjęliśmy decyzję o eutanazji (14.12)- chociaż b.tego żałuję, mam okropne wyrzuty sumienia, i wylewam morze łez- ale dziękuję za ten artykuł który mnie przekonał że zrobiłam dobrze. Zdaję sobie sprawę z tego że nie byłoby wcale lepiej a wręcz przeciwnie - gorzej. Zresztą widzieliśmy co się dzieje- z dnia na dzień pies nam ginął "w oczach". Dołanczam się w bólu z każdym który stanął lub stanie przed taką decyzją. :(((


 
 
              ~Agnieszka właścicielka Bazylego 04:18 | 16-01-2012   Odpowiedz
 

14.01.2011 podjęliśmy decyzje o uśpieniu naszego ukochanego Bazyla..Bazyl miał nowotwór serca, leczony był chemioterapią, ostatnio dołączyła się niewydolność nerek, zbieranie się płynu w płucach i brzuchu, przestał jeść i wymiotował lekami a potem już krwią...lekarze na klinikach byli bezradni nie potrafili nic nowego wymyśleć żeby mu pomóc...mój ukochany Bazyl od paru dni był bardzo osowiały, nie reagował nawet na nas. pojechaliśmy na kliniki prosząc żeby mu pomogli, ale oni dalej proponowali te same leki.. Bazyl pare razy zwymiotował się krwią przed klinikami...zdecydowaliśmy że nie może on więcej tego przeżywać, że musimy mu ulżyć w cierpieniu skoro weterynarze nie mogą już nic więcej...to było najgorsze doświadczenie jakie mogliśmy przeżyć...najtrudniejsza decyzja w życiu...Bazyl walczył z rakiem 1 rok i 4 miesiące, ale dopiero w ostatnim miesiącu czuł się bardzo źle,...Po wykonanym uśpieniu zaczęłam czuć ogromne wyrzuty sumienia... że może jeszcze coś powinnam zrobić, poczytać w internecie o tym, zawieść go do innych weterynarzy...Czuje tak wielki ból...że nie da się go opisać...cały czas analizuję co mogłam jeszcze zrobić...i oczywiście teraz wpadam na różne pomysły...Ten artykuł ma wydźwięk pocieszający, ale ja do końca życia będę już chyba nosić ciężar winy za to, że mogłam coś jeszcze zrobić...a nie zrobiłam...


 
 
    ~Marzena 10:43 | 05-11-2011   Odpowiedz
 

Dzisiaj uśpiłam moją 16 letnią suczkę. 15 lat temu uratowałam jej zycie zabierając ją ze schroniska, a dzisiaj musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w moim zyciu, decyzje o zakończeniu jej psiego zycia. Jest mi bardzo smutno i dopadająmnie wyrzuty sumienia... Czy miałam prawo zadecydować o tym kiedy ma odejść?


 
 
         ~Elżbieta 08:38 | 22-11-2011   Odpowiedz
 

Marzena,ona nie mogła Ci powiedzieć jak strasznie cierpi,to była uczciwa decyzja,pomyśl co Ty, chciałabyś dla siebie w takiej sytuacji?


 
 
         ~Elżbieta 08:03 | 22-11-2011   Odpowiedz
 

Marzena,ona nie mogła Ci powiedzieć jak strasznie cierpi,to była uczciwa decyzja,pomyśl co Ty, chciałabyś dla siebie w takiej sytuacji?


 
 
         ~Elżbieta 08:03 | 22-11-2011   Odpowiedz
 

Marzena,ona nie mogła Ci powiedzieć jak strasznie cierpi,to była uczciwa decyzja,pomyśl co Ty, chciałabyś dla siebie w takiej sytuacji?


 
 
    mania1234 11:53 | 02-11-2011   Odpowiedz
 

mama próbuje mnie na mówić na bycie weterynarzem kiedy dorosnę a mam 12 lat. Ja nie chcę nim być tylko dlatego że strasznie kocham psy i nie byłabym wstanie ... hmmm... zabić psa? Wiem że tym psu bbym pomogła kiedy np. cierpi ale ... mam zbyt miękje serce jak to określa mama :)


 
 
    ~psiara 02:21 | 23-10-2011   Odpowiedz
 

Jest to ciężki temat. Ulżylo mi po przeczytaniu tego artykułu i wypowiedzi. Bo widzę że nie tylko mnie taka tragedia spotyka. Mój Jimi jest mieszańcem. Mam go 14 lat. do tej pory chorował 2 razy i trzymał się świetnie. Jeszcze tydzień temu ciągnął na smyczy i był radosnym psem. A teraz jestem przerażona. Bo zauważyłam guzki na brzuchu. Miał je przykryte sierścią. Nie wiem od kiedy są. Ale przestał mi jeść 2 dni temu i ma tak smutne oczy. Boję się wizyty u weterynarza. Przepłakałam ostatnie dwa dni. Akurat jest weekend i wiem że muszę iść kiedy się skończy. Boję się diagnozy.


 
 
         mania1234 12:00 | 02-11-2011   Odpowiedz
 

jeżeli weterynarz powie że psu trzeba zrobić eutanzje zapytaj się go czy jest jeszcze jakieś inne wyjście być może jest tylko weterynarz ma przeczucie że pies może ... no ni wiem ... nie być taki jak jest teraz? może być osowiały itp? Nie musisz mnie słuchać jestem jeszcze dzieckiem mam 12 lat ale o psach wiem dość dużo... wiesz może jak namówić rodziców na west highland white teriera? Jest to odpowiednia rasa psa dla mnie, mam dobre warunki... narazie mam 3 chomiki ale chce psa :)))


 
 
    ~Szymon 01:13 | 15-09-2011   Odpowiedz
 

Dzisiaj uśpiłem swoją sukę. Dwa lata temu wyskoczył jej guz na karku. Po operacji był spokój na trochę ponad rok. Później drugi guz i druga operacja. Miesiąc temu wyskoczyło jej kolejne 5 guzów, które urosły do wielkości dużych kasztanów. Pies zaczął kaszleć, stracił kondycję i zaczął czasami zwracać pokarm (przerzuty nowotworowe). Jeśli masz dobry kontakt ze swoim zwierzęciem to wiesz, kiedy zaczyna cierpieć - widać to w oczach. Jestem raczej twardym facetem, ale widok wbitej igły w serce, pulsującej w rytm bicia i zatrzymującej się w pewnym momencie skłoni do refleksji każdego. Wierzę, że kiedyś tam po drugiej stronie, moja Dora przywita mnie tak jak zawsze. Eutanazja to akt łaski, adopcja psa to wzięcie na siebie PEŁNEJ odpowiedzialności za trochę mniejsze od ludzkiego istnienie - nie zapominajcie o tym.


 
 
         ~ 12:59 | 23-02-2012   Odpowiedz
 

Współczuję ci ale skoro pies kaszlał to miał prątki grużlicy to leczy raka u zwierząt i ludzi.Nie dajcie sobie wmówić bajki o przerzutach.Poczytaj o NOWEJ GERMAŃSKIEJ MEDYCYNIE. To dotyczy zwierząt i ludzi.Ja swoją sunię nie dałam uspić ale odeszła dostała wylew.A przede wszystkim musimy przestać szczepić nasze pupilki,to tylko trucizny wstrzykują.Dawniej się nie szczepiło i zwierzaki były zdrowe.Zacznijmy dbać o nasze pupile i nasze zdrowie.


 
 
         mania1234 12:01 | 02-11-2011   Odpowiedz
 

współczuję ci...


 
 
    ~S 09:08 | 29-08-2011   Odpowiedz
 

WCZORAJ MUSIAŁEM USPIC MOJĄ SUNIE MIAŁA 14 LAT SZNAUCERKA MINIATURKA CUDOWNY KOCHANY PIESEK BYŁ ZE MNĄ ZAWSZE I WSZEDZIE BYŁ A TERAZ GO NIEMA NIE POTRAFIE OPISAC TEGO CO CZUJE W DOMU PUSTKA SIEDZE I PŁACZE TAK BARDZO JĄ KOCHAŁEM


 
 
         ~basia 03:33 | 16-05-2012   Odpowiedz
 

dokladnie tak mam jak ty mialam miniaturke sznaucerka OLI 12.05.2012 musialam ja uspac biedaczka miala tylka 10lat ale duzy guz ,,, strsze nie daje rady


 
 
         ~Marta 01:54 | 21-11-2011   Odpowiedz
 

Trzy tygodnie temu uspiłam mojego Psa sznaucerka miniaturke... dzisiaj wszedzie go szukam, radio nie pomaga... i tak jest cicho, to jagorsze cisza... a kiedy wracam do domu, cisza... najtrudniejsza moja decyzja w zyciu...


 
 
              ~JOAN 05:04 | 21-04-2012   Odpowiedz
 

mój sznaucer miniatura jest po wypadku,nerki odmówiły mu posłuszeństwa wyniki złe,piesek jest osowiały,taki mały szkielecik,kochamy go ma tylko 5 latek,i,najprawdopodobniej będziemy musieli podjąć decyzję o eutanazji. Z wielkim bólem serca ale nie możemy przyglądać się więcej na jego cierpienie jeżeli w poniedziałek wyniki będą złe to już koniec. pocieszenie jest takie że trafi, za tęczowy most i będzie na nas tam czekał.,twoja sunia jest teraz szczęśliwa i biega z innymi pieskami najważniejsze,że nie cierpi,podjęłaś słuszną decyzję.


 
 
    ~DARIA 02:08 | 30-06-2011   Odpowiedz
 

nie wybacze sobie nigdy tego


 
 
    ~DARIA 02:03 | 30-06-2011   Odpowiedz
 

tato wzioł rokiego ze schroniska 8 lat temu (miał wtedy ok 6lat) jest powsinogą ale od razu go kokochałam, nigdy nikogo nie ugryzł nawet gdy braciszki wsadzili mi olowek w odbtu (by sprawdzić jego reakcje) rokitka jest(był) ze mną dzo dzisiaj. musialam podjac dezycie, nie bylo mi latwo walczylam o jego zycie prawie 2 lata, wykryto u niego raka jelit, chcialam aby umarl sam, z rodzina ze mna, ale niestety tak sie nie stalo. urodzilam dziecko, zdrowa cureczke, po jakims czasie okazalo sie iz ma uczulenie, w ciezkim stanie trafila do szpitala, rokisia byl tylko iednym z czynnikio, ale wiadoma dziecko jest wazniejsze. odwlekalam tej chwili, ale nie mialam wyjscia.probowalam zapewnic mu jak najlepsze dni, ale on cos czul. bylo to pare godzin temu, nie moge sie z tym pogodzic, chcialam mu znalesc nowy dom,ale nie udalo mi sie, nie chcialam go dac do schroniska- nie mial by zadnych szans, nikt go nie chcial przygarnac, same uspanie psa bylo dla mnie meka. mam nadzieje ze mnie bardziej to bolalo niz jego, i ze mi to wybaczy. kocham go, ale kocham i moja curke a ono jest wazniejsza, chociaz mi serce peka, bede miec go w pamieci.


 
 
         ~kaja 05:23 | 15-02-2013   Odpowiedz
 

Nie wyobrażam sobie zdrowego psa uśpić.Nie mogl go ktoś z rodziny wziąć do momentu kiedy córa by byla na tyle duża żeby ją odczulić? Albo znależć dom tymczasowy i placić za jej utrzymanie?Ja w swoim życu uśpilam 2 psy ale byly tak ciężko chore ,że ne mialy sily się podneść i robily pod siebie.


 
 
         ~pudel 02:02 | 02-01-2012   Odpowiedz
 

jesteś załosna


 
 
    ~[*] 06:35 | 23-06-2011   Odpowiedz
 

Wczoraj podjąłem ważna decyzje o uśpieniu suczki.Miałem ją 13 lat odkąd pamiętam była ze mną...Walczyłem o nią 2 miesiące ale niestety z chorobą a zwłaszcza rakiem trudno wygrać.Mam nadzieje, że wybaczy mi to ale nie mogłem patrzeć jak psina cierpi chociaż brała najsilniejsze leki.Mam takie głupie przeczucie, że po uśpieniu może się obudzić...Bardzo mi jej brakuje,ale takie jest życie [*]


 
 
    ~Gonzo 12:20 | 03-06-2011   Odpowiedz
 

01.06 odszedł mój ukochany przyjaciel, który był ze mną 13 lat. W ciagu miesiąca wszystko potoczyło sie tak szybko. Pewnego dnia po spacerze usiadł, zakasłał i nie mógł chodzić. Nie jadł nie sikał, był osowiały. Pierwszy lekarz zrobił mnóstwo badań, EKG, trzy RTG, USG i niec nie zobaczył oprócz niewydolności serca. podał leki ale to wystarzyło na 2 tygodnie. potem nastepny atak - przestał chodzić , brzuch z dnia na dzień robił się jak bania - nie sikał tylko wyrzuczał z siebie ogromne ilości płynu i tracił przytomność. To było okropne patrzeć na niego jak sztywnieje - myślała, ze to koniec ale on znowu otwierał oczy. Następny lekarz od razu postawił diagnozę, która potiwerziła się po kolejnym badaniu USG- 6cio cm guz śledziony. To on jak pękał dawał takie objawy i pies cierpiał. Leakrz powiedział albo operacja ale przy jego sercu nie dawał szans, albo eutanazja już albo leczenie do nastepnego ataku. Zdecydowaliśmy podać mu jeszcze leki - cieszyliśmy sie, ze jeszce bedzie z nami. Miałam nadzieję, że Będzie to trwałao długo , bo to wiejski, mocny kundelek:). Mój Gonzo żył sobie wesoło i bezbolesnie 2 tygodnie aż nagle, po porannym udanym spacerze zaczął bardzo skomleć i znowu przestał chodzić, brzuch jak bania, znwou tracił przytomność, nie ruszał się . Tego dnia kiedy przyszłam z pracy pomachał jeszce ogonem, podałam jeszcze leki ale już nie zadziałały, znowu zwymiotował stracił przytomność. I ta okrutna decyzja...nigdy nie bedę wiedziała, że słuszna - Nikt nie wie. Byłam z nim do końca. Przeprosiłam. Zasnął na naszych rękach. Już nie cierpi .... ale cerpię ja. Ciagle go widzę jak 'smędzi' się po domu, czuję jego zapach. Dziękuję lecznicy Vetka w Warszawie i cudownemu dr. Konarskiemu za ludzkie podejscie do mojego Gonza ale również i do nas właścicieli.


 
 
    ~:( 02:25 | 01-06-2011   Odpowiedz
 

Czy nas ktos zabija jak umieramy? Nie! Bliscy są przy nas do końca nie ważne jak się meczymy! Dzisiaj odszedl mój 17 letni piesek, odszedl na moich rękach, wiedzial ze jestem do końca przy nim! Przytulil się od mnie i odszedl... walczcie zawsze o zdrowie waszego przyjaciela, bo on zawsze byl przy was, wiec i wy bądźcie przy nim do końca ...!


 
 
    ~aneta 05:12 | 29-05-2011   Odpowiedz
 

ja mam suczkę Sabę ma około 18 lat wzięłam ją ze schroniska bardzo dawno temu. Ostatnio wyszłam z nią na dwór bez smyczy weszłam na chwilę do sklepu , patrze leży na trawie myślałam że si załatwia a tu sąsiadka z góry przyszła i mówi że widziała jak samochód ją potrącił i pojechał . Byłam w szoku i moja sunia też . Potrącił i pojechał tak najlepiej. zostałam sama . Myślicie że ktoś mi pomógł? nie nikt , znieczulica , niektórzy patrzyli ale nawet nie ruszyli swoich tyłków aby mi pomóc /pies waży 20 kg/. Prosiłam w bloku skogoś aby mi pomógł aby zawieść moją suczkę do weterynarza nikt nie chciał bo maja gdzieś psa. To nie człowiek stwierdziła jedna z sąsiadek a druga to nie mało że mi w twarz nie dała.Cieszą się że jej nie będzie. To podli i chorzy ludzie. Nie mam pieniędzy żeby ją uspić i musiałam pożyczyć na taksówkę do weterynarza , pojechałam dał zastrzyki i nic więcej jak wracałam to 10 km na plecach niosłam psa nikt mi nie pomógł , byłam obkupana , obiskana i cała brudna. Gdzie ludzie mają serce? Pytam się co to jest za społeczeństwo które z jednej strony propaguje pomoc i miłosiredzie a z drugeij strony pozwala umierać np. mojemu psu bo jestem w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. prosiłam wszystkich o pomoc nikogo nie obchodzi to co ja mówię i każdy ma w dupie że pies umiera. Dzisiaj jest 3 dzień od wypadku psa , zdycha na moich oczach a je nie mam pieniędzy żeby jej pomóc. Oddycha cięzko , i nie rusza się , oczy ma takie smutne i płacze dokładnie płacze nie widziałm nic takiego jeszcze w moim życiu. Najgorsze jest to że nie ma mi kto pomóc w sprawie psa. Znieczulica panuje i tyle . Jak ktos by chciał mi pomóc to podaje numer telefonu lub emaila: suczka155@wp.pl , telefon : 698 233 532 mieszkam w żarach woj. lubuskie


 
 
    ~Inka 05:26 | 20-04-2011   Odpowiedz
 

Jestem głęboko poruszona wypowiedzią Pani AR! ,,by właściciele mogli się nadąć i napuszyć"-oburzające. Czy Pani wie ile kosztuje właściciela decyzja o eutanazji??? A weretynarze to zupełnie inna sprawa:mój pies miał babeszjozę, która poczyniła ogromne spustoszenia w organiźmie,nowotwory na wszystkich sutkach,2xparaliż(jamnik),1xpotrącił ją samochód,zwapninie nerek,marskość wątroby,3cm kamień w pęcherzu moczowym no i 13 lat a lekarz na to: operować, leczyć... i płacić. Kiedy pytam jaka jest szansa, że w ogole przeżyje operację słyszę: no takiej gwarancji to nikt Pani nie da. Jestem wściekła bo wychodzę z psem kilka razy w nocy na spacer, kiedy wracam do domu śmierdzi fekaliami i takie głupie wypowiedzi o nadętych,leniwych właścicielach są wyjątkowo okrutne i podłe!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


 
 
    ~Inka 05:25 | 20-04-2011   Odpowiedz
 

Jestem głęboko poruszona wypowiedzią Pani AR! ,,by właściciele mogli się nadąć i napuszyć"-oburzające. Czy Pani wie ile kosztuje właściciela decyzja o eutanazji??? A weretynarze to zupełnie inna sprawa:mój pies miał babeszjozę, która poczyniła ogromne spustoszenia w organiźmie,nowotwory na wszystkich sutkach,2xparaliż(jamnik),1xpotrącił ją samochód,zwapninie nerek,marskość wątroby,3cm kamień w pęcherzu moczowym no i 13 lat a lekarz na to: operować, leczyć... i płacić. Kiedy pytam jaka jest szansa, że w ogole przeżyje operację słyszę: no takiej gwarancji to nikt Pani nie da. Jestem wściekła bo wychodzę z psem kilka razy w nocy na spacer, kiedy wracam do domu śmierdzi fekaliami i takie głupie wypowiedzi o nadętych,leniwych właścicielach są wyjątkowo okrutne i podłe!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


 
 
    ~ANGELIKA 07:13 | 09-04-2011   Odpowiedz
 

ja tez musiałam uśpić psa. Miał 10 miesięcy :( operacja kręgosłupa ( wada wrodzona kręosłupa) nie powiodła się, ponieważ kośći były za miękkie i nie trzymały stabilizacji. Druga operacja także nie dałaby efektu ( zagrożenie śródoperacyjne ) plus za miękkie kości.Na wózek też by się nie nadał, bo brak stabilizacji kręgosłupa:( Byłam z nim do końca. Czuję się jak morderca własnego dziecka, do losu mam żal że pies jak i ja otrzymaliśmy taką zapłatę od losu. Kręgosłup- dla mnie to taki błachy powód !!!! u tak młodego pieska !!!! nie ma Boga,bo wtedy go zabrakło !!! i żadne pieniądze (leczenie, drogie operacje)nie uratowałyby go od cierpienia. Zrobiłam wszystko !!!! ale Bóg nie zrobił nic dobrego. Zabrał część mnie, zabił nadzieję i wiarę , którą miałam do 7 dni po operacji.Współczuję wszystkim osobom, które musiały podjąc taką decyzję- słuszną ale okrutną. Serce mi pękło.


 
 
    ~mamcia 11:17 | 28-03-2011   Odpowiedz
 

w dniu 26 marca 2011 roku musiałam uśpić swoją największą przyjaciółkę jaką miałam w życiu, która żyła 15 lat i 1 m-c. Mając 7 lat miała operację z powodu ropomacicy, gdzie lekarze dawali jej życia tylko pól roku max. rok, a przeżyła pełne 15 lat. Była dla nas wszystkim największym przyjacielem, dawała bardzo dużo ciepła, co bardzo rzadko się zdarza -jej dobroć biła na każdym kroku dla domowników. Dbaliśmy o nią bardzo, gdzie żyjąc z rakiem -wodobrzusze- była zawsze bardzo pogodna mimo, że miała bardzo często bóle, ale dzięki diecie nie cierpiała. Od października nie wychodziła na podwórko, aby się załatwić, bo spadała ze schodów, gdzie swoje potrzeby załatwiała w domu, ale była bardzo czysta, bo czekała jak jej podłożę kuwetę z papierowym ręcznikiem i workiem na śmieci. Kiedy zrobiła kupkę, to patrzyła się na mnie, aby ją zabrać nie ruszając się, bo miała problemy z opróżnianiem się. Pod koniec stycznia zaczęła mieć problemy z chodzeniem, a w lutym położyła się na dobre, bo nie mogła chodzić tylnymi nóżkami, nie poszłam do wet bo nie miała pieniędzy, bo nie mam pracy od ponad 10 lat, bo jestem jak moja MIŚKA STARA, ale leczyłam ją jak mogłam, kupując specjalne karmy i witaminy oraz suplement, który mial ją podnieść. Nie pomogło, bo rak dał znać o sobie, gdzie w ciągu paru dni, a nawet godzin odmówiła wszystkiego jedzenia, picia, a w dniu uśpienia z bólu zwijała się, gdzie dostała drgawek. Uspokoiła się kiedy byłam przy niej, ale za pare minut zaczęła wymiotować wodą z krwią. Lekarz który przy tym był powiedział, że tak długo żyła, bo miała bardzo dobrą opiekę, a ja nie karmiłam mojej MISI, a tego gada raka. Rozpoznał zanik mięśni, wodobrzusze, które było przyczyną do uśpienia, bo był to RAK. Byłam tylko przy pierwszym zastrzyku, a przy drugim kazał nam wyjść i mam wielki żal do siebie, że nie byłam przy niej do ostatniej chwili, że nie trzymałam ją za łapkę, tak jak było ona przy mnie i wierzyła tylko mnie i napewno chciała, abym była przy niej, JAK JA RYCZĘ ZA NIĄ JAK MNIE JEJ BRAKUJE, ALE NIE TYLKO MNIE ALE TEŻ MĘŻOWI, KTÓRY UDAJE TWARDZIELA, A PO KONTACH PŁACZE I JEST NA WSZYSKICH ZŁY. Brakuje nam jej w kuchni, tego legowiska, gdzie miejsce jej zajęła druga psina młodsza o 3 lata. Brakuje mnie prania po niej jej rzeczy, zapachu ale mamy nadzieje, że jest z nami. Dziś dała znać, że jest przy mnie w godzinę swojej śmierci, a dowodem było czytanie na temat wodobrzusza, gdzie monitor komputera nagle zrobił się czarny z białym kursorem na czas 2 minut i po tym czasie otworzył sie ponownie. Dała znak, że jest przy mnie. Życie i ludzie sa okropni, gdzie bez pieniędzy nie pomogą leczyć, bo kasa jest najważniejsza. Wychowywana była całe życie z psami, ale takiej psiny nigdy nie mieliśmy, była to wyjątkowa psina i dlatego miała tyle miłości z naszej strony i wiem, że nigdy już takiego psiny nie będę miała.Ale nie żałuje że skróciłam jej życie, bo nie cierpi i nie patrze się jak szuka u mnie pomocy, gdzie leżałaby jeszcze jak powiedział lekarz 2 dni konając w bólu i wymiotując wodą z zepsutą krwią. Na kilka godzin przed nagłym pogorszeniem się jej stanu obeszła ze mną całe mieszkanie, tam gdzie zawsze zaglądała jak była malutkim pieskiem - stanęła , zamyśliła się, jakby wspominała młode lata i poszła się położyć. Od tej pory nie wstała już, nie chciała się podnieść, nie załatwiła się, patrzyła tylko oczkami, które szukały pomocy, podnosząc ją, łebek był bezwładny, ale widziałą co do niej mówię, a mój dotyk uspokoił ją, ale k...a dlaczego wyszłam nie byłam przy niej w ostatnich chwilach jej życia, dlaczego posłuchałam lekarza i wyszłam, to nie daje mnie tylko spokoju, że była sama, gdzie zawidła się na mnie, gdzie tak bardzo mnie ufała.


 
 
    ~mariusz 01:42 | 17-02-2011   Odpowiedz
 

To co pisze,pisze w ogromnym bólu,wczoraj zdecydowałem się na eutanazje swojego przyjaciela,przyjaciela całej rodziny,12 letniego dalmatyńczyka o imieniu NIKI.Ile bólu kosztuje taka decyzja nie da się opisać,bo zawsze jest to zawsze dylemat co do słuszności decyzji.Uważam jednak,że lepiej zadać ból sobie niż pozwalać męczyć się psu który czuje tylko ból bo nowotwór zaatakował mu narządy wewnętrzne z licznymi przerzutami.Pies który był pełen życia w ciągu 2 tygodni stał się biednym i pełnym cierpienia zwierzakiem,który nie miał siły wyjść na dwór,ciężko było wstać mu do miski,bo doszedł do tego bezwład tylnych kończyn. Nie życze nikomu widoku przyjaciela,który dniami i nocami wyje z bólu,u którego widać tylko smutek w oczach i bezsilność gdy chce wstać.Weterynarz po USG dał dwa wyjścia, leki które go nie uratują,tylko w pewnym stopniu zmniejszą ból i nie przywrócą sprawności ruchowej lub eutanazja... Byłem przy nim z żoną do ostatniej chwili,czuliśmy wtuleni w niego jak przestaje bić mu serce. Później rozpacz córki gdy po powrocie do domu zamkneliśmy za sobą drzwi bez Nikiego... Serce ściska za kazdym razem widok pustego miejsca gdzie leżał. Wiemy jednak,że nie pozwoliliśmy mu cierpieć tylko godnie odejść


 
 
    ~Marlena 05:45 | 30-01-2011   Odpowiedz
 

Uśpienie swojego przyjaciela jest bardzo trudna decyzją.. Wiem bo sama musiałam podjąć tą trudną decyzję Mój kochany bokser miał guza, który okazał się złośliwy.Po operacji czuł się coraz gorzej.Miał problemy z utrzymaniem się na łapkach nie chciał jeśc za to dużo pił.Prze ostatnie 2 tygodnie znosiliśmy go na podwórko ,nie miał siły ustać aby zrobić siku , nie mówiąc zrobić kupę.I nadszedł ten okropny dzień gdzie z całą rodziną pojechaliśmy do weterynarza aby ulżyć mu w cierpieniu.Gdy go usypiał żegnaliśmy go wszyscy,głaskając go i szepcąc mu do uszka że bardzo go kochamy i aby nam wybaczył tej okropnej decyzji,a on tylko popatrzył się i zamknął swoje piękne oczka.A my za nim tęsknimy choć minęło już 3 miesiące. Był z nami 10 pięknych lat.


 
 
    ~Anulka 05:51 | 28-12-2010   Odpowiedz
 

Moja ukochana Psica odeszła trzy dni przed świętami. Raka kości miednicy zdiagnozowano u niej 2 listopada. Objawy miała dwa tygodnie wcześniej. Utykała na tylną łapę. Jednak ponieważ była psem bardzo ruchliwym i dynamicznym podejrzewaliśmy naciągnięcie mięśnia. W przeddzień wizyty pojawił się guz na tylnej łapie. Prześwietlenie było jak wyrok. Od początku było wiadomo, że stan jest bardzo poważny a choroba postępuje błyskawicznie. Dostała tylko preparat który miał ją utrzymywać jak najdłużej w dobrej kondycji. Guz rósł szybko. Utrudniał jej chodzenie. Ponieważ podkulała tylną łapę podrażniała sobie pazury. Jednak nie było widać objawów bólu. Psica jadła, piła i wychodziła na dwór. Na szczęście do pokonania miała tylko trzy niskie schodki.Ostatni tydzień robiła się coraz słabsza i zaczęła puchnąć jej łapa. Ale nadal była w niej wola życia. Przechodziłam mnóstwo rozterek zastanawiając się czy jej nie męczę. Myśląc o tym niemalże bez przerwy postanowiłam trzymać się jednej myśli. Pies który je, pije i może się sam załatwić nie zostanie przeze mnie uśpiony. Chyba, że będę wiedziała, że cierpi. Nie wiem czy to była słuszna decyzja. I nigdy tego nie będę wiedziała. Ale jeszcze w dzień przed odejściem zjadła swoją michę. Normalnie piła wodę. Tylko musieliśmy jej pomagać przy wychodzeniu na dwór. A gdy się załatwiła przynosiliśmy ją do domu. Psica odeszła sama w śnie. Nie było widać, żeby się męczyła.Tego samego dnia wracając z pracy do domu myślałam o tym, że nadszedł dzień w którym musimy się z Psicą pożegnać. Los oszczędził nam zastrzyku. Od chwili gdy dowiedziałam się o jej chorobie marzyłam o tym, żeby mogła odejść sama. Trudno mi zapomnieć jak po zastrzyku pod moją dłonią przestawało bić serce mojej poprzedniej Psicy, wiele lat temu. Wiem, że jeszcze wiele razy stanę przed podobnym problemem. I jeśli się da, każdemu zwierzakowi postaram się stworzyć takie warunki aby godnie mógł dożyć swoich dni. Chcę zaznaczyć, że wiedząc jak bardzo chora jest Psica nie udawałam, że ją leczę, nie ciągałam jej co chwila do weterynarza a starałam się dbać o jej poczucie bezpieczeństwa i spokój.


 
 
    ~MONIKA 05:56 | 01-10-2010   Odpowiedz
 

Bardzo dobrze znam ból,który tu opisujecie.Ja musiałam dać uspać moją 7 letnią bokserke,miała guza mózgu bezobjawowo,dostała atak cała w drgawkach łącznie z głową,wyła jak kojot,temperatura ciała 40.7 w krótkim czasie wzrosła do 43.9!!stało sie to naraz po rannym spacerze,walczyliśmy 8 godz.aż w końcu musiałam podjąć decyzje,to było coś nieopisanie strasznego,byłam z nią do końca.Choć mineło już 1,5 roku,dalej rycze za nią,jak czytałam wasze wypowiedzi,przeżywałam wszystko na nowo.....


 
 
    ~moja niusia kochana:((( 01:00 | 29-08-2010   Odpowiedz
 

Moja kochana 17 - letnia suczka odeszła wczoraj:(( nie mogę sobie z tym poradzić. Miała raka, guz był ogromny, do tego miała jeszcze 2 małe guzki. Już 2 lata temu weterynarz powiedział mi że nie da się tego operować bo piesek jest za stary, mi to nie przeszkadzało ponieważ moja Sarcia biegała jadła i cieszyła się życiem... do tego momentu. Guz przybrał juz taką postać że mała nie mogła nawet się ruszyć, do tego zaczęło to pękać i ciekła jakaś wydzielina. Moja malusia nie mogła juz nawet się załatwić, ale mnie to nie przerazało...mówiłam sobie że to tak jak ze starszy człowiekiem że wymaga opieki i leczenia......cały czas miałam nadzieję...gdy usłyszałam słowa weter że są tylko 2 wyjścia albo hospicjum wtych ostatnich dniach albo zastrzyk......to było straszne nie dał nam juz żadnej nadzieii, mówił że sunia cierpi jest odwodniona temperaturę ma obniżoną i jeśli przeżyje parę dni to będzie dobrze, jak mogłam ją zostawić, ona była już taka spokojna czułam ze muszę pomóc jej i pozwolić odejść bo nic dobrego już nie zazna, to było straszne......do końca byłam z nią trzymałam jej malutki pyszczek...wiedziałam że juz nic ją nie boli ale czy ona tego chciała???? wszyscy mówią mi dookoła ze postapiłam dobrze, ze mała już cierpiała tylko ja tego nie widziałam bo nie chciałam pogodzić się z tym że juz czas pozwolić jej odejść......teraz czuję się fatalnie, ciaglę ryczę bo mojej małej już nie ma. a może mogłam podawać jej leki i pozwolić samej odejść.....nic juz nie wiem jestem głupia to wszystko co się stało nie może do mnie dotrzeć:(((tak bardzo Kochałam moją Niusię że niepotrafię się z tym pogodzić:((


 
 
    ~RAPIDSHARE, HOTFILE, MEGAUPLOAD, NETLOAD, UPLAODED.TO JAK PREMIUM! Sciągaj legalnie i bez ograniczeń co chcesz! www.download.30s.pl 01:25 | 14-07-2010   Odpowiedz
 

RAPIDSHARE, HOTFILE, MEGAUPLOAD, NETLOAD, UPLAODED.TO JAK PREMIUM! Sciągaj legalnie i bez ograniczeń co chcesz! www.download.30s.pl


 
 
    Pipi375 10:15 | 18-05-2010   Odpowiedz
 

.. ale jeśli to pomoże naszemu pupilkowi to owszem trzeba podjąć się tego ryzyka ..


 
 
    Stella189 07:03 | 19-04-2010   Odpowiedz
 

Moja kochana Brendziocha,11letnia boksiczka pobiegła za Tęczowy Most 4wrzesnia ubiegłego roku.Dostała ropomacicza.Chodzilam z nią na zastrzyki,ale pomogly na krótko.Pojechalam z nią na operację,ale po rozmowie z lekarzem kazalam zabic moją przyjaciółkę.Mówię zabić,bo do dziś czuję się jak morderczyni,i mam poczucie że sie pospieszylam.Bo moglobyc tak,jak mowil lekarz-że po operacji żylaby jeszcze ze dwa trzy lata.Lub co innego mialoby sie przyplątać.Odeszła bez bolu ale najgorsze jest to że zachowalam sie jak tchóch-uciekłam z sali bo nie do zniesienia był dle mnie widok jak umiera.Dziś mam innego psa ale już chyba nigdy nie pozbędę się wyrzutów sumienia.I nigdy się nie dowiem,może to i lepiej-czy suczce pomogłam godnie odejśc,czy mogła jeszcze życ.Ale z drugiej strony pies którego bolo nie przemówi-w życiu bym nie chciała aby moja Ropuszka przechodzila męki bolesnego odchodzenia.


 
 
    ~Gosiaczek 10:56 | 15-02-2010   Odpowiedz
 

Dwa dni temu zdecydowalam sie na ten przykry krok. Moj przyjaciel mial 10 lat i nowotwor watroby. Choroba postepowala bardzo szybko- caly horror trwal 2 tygodnie. Moje malenstwo przestalo jesc, pic, wymotowal krwia, nie mial sily chodzic przestal oddawac mocz. Kilka dni przed moja decyzja psiak ostatkiem sil probowal od nas odejsc zeby umrzec w samotnosci. W jego oczach widzialam ze chce powiedziec dajcie mi spokoj, chce juz odejsc. Moglismy jego cierpienia przedluzyc- podaac kolejne kroplowki, zastrzyki przciwbolowe ale on by sie meczyl. Wiem ze moja decyzja byla dobra. Dwa dni przed eutanazja zaczelam mu o tym mowic. Wiem ze to moze sie dla niektorych wydawac conajmniej dziwne ale mowilam mu ze to nie boli, ze poprostu zasnie, ze pojdzie na swoja chmurke tam wysoko. Bylam z nim do samego konca, przytulalam do siebie. Podziekowalam mu za jego milosc, przyjazn, za to ze z nami byl przez te 10lat. Przy podawaniu zastrzyku psiaczek patrzyl mi w oczy z wdziecznoscia ze wkoncu nie bedzie czul bolu. Kochajcie swoje zwierzaki a odwzajemnia sie wiernoscia, przyazjnia i bezgraniczna miloscia.


 
 
    Tagata 01:37 | 12-12-2009   Odpowiedz
 

Często eutanazja psa jest przykra zaruwno dla właściciela jak i dla psa. Ale jezeli to miało by skrucic cierpienie zwierzęcia to niech każdy pomyśli co my dla tego stworzenia robimy. Skracamy jego cierpienie . Inaczej jeżeli właściciele pozbywaja sie zdrowego zwierzęcia dzięki eutanazji, bo uważaja ze to będzie dla nich lepsze niż błąkanie sie po ulicach. Owszem, ale przeciesz są przytułki i schorniska dla psów. Wiem ze tażdy kochajacy psa człowiek nie pozwolił by na eutanazje swojego zwierzęcia, sama bym płakała. Ale przeciesz on nic nie poczuje tylko zaśnie i pobiegnie za tęczowy most, gdie będzie zdrowy i pełny sił ! Ogladaliscie film Marley i ja ?? Ja tak i na koncu filmy jest pokazane jak Marley ma skręt żoładka i muszą go uśpić. Pożegnanie jest bardzo przykre i pełne łez zaruwno dla aktorów jak i dla widzów. Ale póżniej okazało sie ze to byłoby lepsze niż żeby zwierze umierało w cierpieniach !


 
 
    ~Mari 07:33 | 08-12-2009   Odpowiedz
 

nie mogę się otrząsnąć z tego, że mojego pupila musiałam poddać eutanazij, jest to bardzo przykre, nie mogłam spojrzeć mojemu psu w oczy, który mial piękne zielone oczy , bo to był jamnik, patrząc w jego oczy, mówiły mi nie usypiaj mnie!! Ale nie miałam innego wyjśćia, musiałam to zrobić, bo by się baedzo męczył.


 
 
    ~Mari 07:11 | 08-12-2009   Odpowiedz
 

Dzisiaj uśpiłam swojego najlepszego przyjaciela, który był ze mna 13 lat, nie było dla niego ratunku, łzy moje są bardzo gorzkie, lekarz powiedzial mi, że nie będzie cierpiał, do pierwszego zastrzyku byłam z nim, ale drugi zastrzyk decydujący o Jego śmierci, nie wytrzymalam i wyszła.


 
 
    ~KINIOLEK:-) 11:28 | 25-10-2009   Odpowiedz
 

UWAŻAM,ŻE EUTANAZJA TO OSTATECZNOŚĆ.KAŻDY NASZ PUPILEK BEZ WZLĘDU CZY JEST TO PSIĄTKO CZY INNE ZWIERZĄTKO ZASŁUGUJE NA NAJLEPSZĄ OPIEKĘ GERIATRYCZNĄ DO SAMEGO KOŃCA.


 
 
    ~Antyorto 06:29 | 24-10-2009   Odpowiedz
 

"Normalnie nie jestem za usypianiem jakichkolwiek zwierząt. Jednak gdy zwierzę tak bardzo cierpi i nie ma już nadzieji... niestety, trzeba mu pozwolić odejść. Choć to bardzo boli kochającego zwierzaka właściciela." * zgadzam sie z autorem/autorka tego textó


 
 
    ~iza 01:15 | 22-10-2009   Odpowiedz
 

Ja z moją sunią byłam 14 lat, przechodziliśmy razem wszystko jej napady padaczki, alergię, zapalenie płuc itd. W marcu tego roku okazało się że ma ropomacicze-oczywiście ratowaliśmy naszą niunie, przeszła operacje pomyślnie. Teraz mamy październik i wczoraj niestety musiałam podjąć tę straszną decyzję. Sabcia miała guza na śledzionie i wątrobie, od tygodnia nie jadła i miała duże trudności z chodzeniem , wet stwierdził że w takiej sytuacji może podawać tylko leki przeciwbólowe bo już się nic nie da zrobić, zastrzyki miały pomóc na 24h a pomagały na8, tak strasznie było mi jej szkoda bo widziałam jak ją to boli i jak się biedna męczy. W końcu zdechłaby z głodu i bólu, była to najtrudniejsza decyzja w moim życiu, ale nie mogłam pozwolić żeby aż tak cierpiała, tak strasznie mi jej brakuje :-(


 
 
    ~DeHaKaMiAsh 07:38 | 11-10-2009   Odpowiedz
 

Nooooo... zgadzam sie z data. To okropne :(


 
 
    ~11-10-09 * 16.37 07:37 | 11-10-2009   Odpowiedz
 

Normalnie nie jestem za usypianiem jakichkolwiek zwierząt. Jednak gdy zwierzę tak bardzo cierpi i nie ma już nadzieji... niestety, trzeba mu pozwolić odejść. Choć to bardzo boli kochającego zwierzaka właściciela.


 
 
    xLapatri 03:15 | 30-05-2009   Odpowiedz
 

ja jak ostatnio byłam w weta to przede mną był jakiś facet z psem i jakoś tak zaczęłam się wypytywać co jemu jest i właściciel powiedział że ma probelmy z sutką. Po chwili wyszedł lekarz i powiedział coś takiego " Stoi twardo, ale trzeba już ją zabrać" i jak ją ciągnął to cos tam " Już jej się łapy rozjeżdżają" ;((( i tak to ja uważam że jeżeli nie ma już ratunku dla psa to powinno się usypiać dla dobra psa żeby się nie męczył, ale zanim podejm ie się taką decyzję trzeba szukać ratunku jakiegokolwiek. zawsze musi byc jakies rozwiazanie. np. mojej babci suka ( Tina ) była już tak stara ( 17 lat) że juz sie nie dała rady ruszać, ani chodzić ani nic leżała na łóżku babcia jej tam jedzenie przynosila ale najgorsze jest to że robiła pod siebie. i poszła ją uspać ale teraz strasznie tego żałuje ..


 
 
    xLapatri 03:12 | 30-05-2009   Odpowiedz
 

ja jak ostatnio byłam w weta to przede mną był jakiś facet z psem i jakoś tak zaczęłam się wypytywać co jemu jest i właściciel powiedział że ma probelmy z sutką. Po chwili wyszedł lekarz i powiedział coś takiego " Stoi twardo, ale trzeba już ją zabrać" i jak ją ciągnął to cos tam " Już jej się łapy rozjeżdżają" ;(((


 
 
    ~Zuzanna 08:09 | 17-04-2009   Odpowiedz
 

Jak człowiek jest nieuleczalnie chory i się męczy z bólu, to nikt go nie ,,usypia'',a wręcz jest to niedozwolone przez prawo, więc jak można mieć sumienie uśpić psa?


 
 
         Stella189 07:15 | 19-04-2010   Odpowiedz
 

Wierz mi-gdybym ja była tak chora żebym z bólu nie mogła wytrzymać to także poprosilabym o zastrzyk.


 
 
    ~Onomato-Peja 11:14 | 12-04-2009   Odpowiedz
 

Mam kundelka 9cio letniego jest on chory i to dosyć poważnie ma raka, ogromnego guza, ale nie przeszkadza mu to w życiu ani trochę ! nie boli go, jest żywiołowy z zawsze wesolutkim pycholem i iskierkami w zaćmionych już oczkach - wiem, że będe musiała kiedyś podjąć tą decyzję, bo ten pies nie ma szansy odejśc spokojnie bez eutanazji... Ale nie wiem jak to zrobię wszycsy piszą , że jakby ktoś kochał psa to by go uśpił gdyby cierpiał a postawcie sie w tej sytuacji co ja ! Jest to mój pierwszy pies i pewnie ostatni póki mieszkam z rodzicami, na dodatek on chodzi za mną jak cień on potrzebuje mnie a ja jego już mi się łzy na oczy cisną jak nawet poomyśle o tym, że mogłabym go stracić to jest nie realne ! żeby go uśpić będa musieli mi go z objęć wyrywać bo ja tego nie przeżyje ! I teraz niech mi ktoś jeszcze powie, że psa męczę ... weci dawali mu góra miesiąc życia a on żyje w świetnej formie od 2 lat rak stoi w miejscu n ie rośnie ale co będzie potem .. Decyzja o uśpieniu pierwszego upragnionego od 11 lat psa który jest tak wspaniały nie będzie łatwa i napewno nie zajmie mi dnia lub 2 bo ten pies jest już częścią mnie i nikt ani nic tego nie zmieni...


 
 
    Lilo 07:40 | 04-04-2009   Odpowiedz
 

Moj pies mial 21 laat ale rodzice go tak kochali ze nie hcieli go uspic


 
 
    fairytale 07:10 | 30-01-2009   Odpowiedz
 

Moim zdaniem przy chorobach z którymi pies może dosyć normalnie żyć, tzn. żyć bez większego bólu trzeba walczyć. Ale jeśli na 100% nasze zwierze ma np. 2 miesiące życia, dwa miesiące przepełnione bólem to trzeba je uśpić. Bo jeśli tego nie zrobimy, to będziemy egoistami. To samo jest w wypadku jakiś ciężkich urazów czy wypadków. Chociaż czasem dla jednego procenta szans warto walczyć..


 
 
         ~Patrycja M. 01:10 | 29-03-2009   Odpowiedz
 

Zgadzam się fairytale.(No z drugiej strony no to taki też los).


 
 
         dominika 08:04 | 01-02-2009   Odpowiedz
 

zgadzam się z tobą. Sama niedawno zdecydowałam się uśpić mojego psa. On naprawdę okrutnie się męczył. Miał raka bardzo złośliwego... Z czasem przestał chodzić jakikolwiek dotyk sprawiał mu niesamowity ból. Lekarze dali mu 2 miesiące życia. Zdecydowałm się na uśpienie ponieważ te dwa miesiące to byłaby dla niego prawdziwa męczarnia i zdychałby w okrutym cierpieniu...


 
 
    ~Zakochana^^^w^^^kundelku^^^ 09:53 | 29-01-2009   Odpowiedz
 

W większości przypadków np.ciężarówka przejechała mojego Scrappi'ego, to w środku niec nie miał normalnie wszystkie kości pogruchotane, jelita poprzecinane. Więc natychmiast trzeba uśpić! Pies waszym zdaniem ma umierać w mekach, czując ból przy każdym oddechu!?


 
 
    ~Zwierzara 08:47 | 20-01-2009   Odpowiedz
 

Czytałam dużo o tym że ludzie usypiają psy bo je kochają. Ja uważam że jeśli nie da się już żadnym sposabem psa wyleczyć, to eutanazja w tym wypadku byłaby konieczna. Ale nie przy przypadkach w których da się psa wyleczyć! Żaden właściciel który kocha swojego psa nie chciałby żeby jego przyjaciel odchodził w bólu i cierpieniu. Jednak dużo jest takich ludzi którzy czekają aż pies sam zdechnie bo nie mogą patrzeć jak ,,on cierpi przy usypianiu''. Otóż nie. Pies nie cierpi przy usypianiu, ale odchodzi bezboleśnie. Pies cierpi gdy czekamy aż sam zdechnie. Wyobraź sobie że chorujesz na śmiertelną chorobę np.rak. Jesteś psem. Nie da się cię wyleczyć, chciałbyś już odejść z tego świeta, ale twoi właściciele podtrzymują cię przy życiu i czekają aż sam umrzesz.Pomyśl, miło cierpieć z dnia na dzień w dzień i w nocy? Męczyć się? Jeśli naprawdę kocha się swojego psa to podjęcie decyzji o eutanazji będzie dla niego ostatnią przysługą. Pomyślcie o tym, czy chcecie aby wasze czworonogi odchodziły w bólu czy godnie?


 
 
    ~Ola 09:24 | 10-11-2008   Odpowiedz
 

Po przeczytaniu tego artkułu zasmuciłam się :/ Poniewąż przez ostatnie 2 lata mój pies zachororwał mocno na świerzb walczylismy bardzo długo, pies wygryzał sobie rany aż do mięssa, Wet nie bardzo potrafił pomóc. I skońyczlo sie poniewaz w całym domu pachniało ranami i krwia. Bardzo mi go brakuje! Płacze do dzis kiedy o nim mysle. Mam jego pełno zdjec w ramkach, i uważam że uspiłam psa słusznie była to decyzja cięzka i bolesna. Mineły już 2 miesiace i decyduje sie na kolejnego psa! I wypraszam sobie zeby uspiła MOJEGO UKOCHANEGO PSA pod pretekstem "bo sie meczył" ten artykuł bardzo mnei uraził!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


 
 
    negaiz 09:18 | 27-09-2008   Odpowiedz
 

Moim skromnym zdaniem - Nie powinno się usypiać psa dlatego, że jest chory i dużo zachodu byłoby z leczeniem i wspieraniem rozchorowanego zwierzęcia. Powinno się ratować psie życie u weterynarza tak jak ludzkie w szpitalu. A nie iść na łatwizne i uspać członka rodziny.. To mi się w głowie nie mieści. Wyobraźcie sobie, że zachorowaliśie na coś strasznego [np. nowotwur] ale jesteście niemowami. Chcielibyście żyć czy ? Napewno ! Walczylibyście ! Psy też ! Zdarza się że chorują .. A nie mogą powiedzieć "prosze nie uspiajcie mnie ! Chce żyć !" - ale jeśli umiały by, to z pewnością tak by mówiły


 
 
         ~loca27@o2.pl 11:07 | 09-11-2008   Odpowiedz
 

Bardzo sie ciesze ze powstal ten wywiad. Wlasnie jestem na rozdrozu bo nie wiem czy swa przyjaciolke pozbawic migotania serca czy dac jej prawo do bezcelowego chodzenia w ta i z powrotem przez kolejne miesiace (robi tak juz 7 m-cy) poza tym jest glucha, slepa no i ma 19 lat. Jak bylysmy u p. weterynarz nie stwierdzila nic o procz guza, ktory nie ma "nozek" wiec to nie rak, chociaz ma pelno guzkow, sika gdzie popadnie, drapie swoje poslanie i gryzie bezzebnymi dziaslami co sie da, etc.. Moja przyjaciolka na 4 lapach budzi sie o 3 nad ranem i tak potrafi chodzic w ta i z powrotem do 6 czasem 7 i tupotaniem nie daje nikomu spac. Zaczela tez pojekiwac. Na-prawde nie wiem co zrobic.... Moze ktos byl w podobnej sytuacji.... czekam na odp. 10/11/2008


 
 
              Stella189 07:13 | 19-04-2010   Odpowiedz
 

Eutanazja to najgorsze co może być dla milośników psów.Ale tu ewidentnie widać że twoja suczka jest chora i zaczyna byc z nia żle.Nie doradzam ci niczego.Decyzje musisz podjąc sama.Zastanów sie żebyś nie żalowała tak jak ja.


 
 
    ~Akita905 02:30 | 28-07-2008   Odpowiedz
 

Usypiać psów nie wolno w rzadnym wypadku jeśli są zdrowe, bądź chre, lecz w takim stopniu, że da sie je wyleczyć. Ja mam jamniczkę (nierasową). Cierpiała na dyskopatię gdy miała 4 lata. W ogóle nie chodziła na tylnych łapach. Jednak widać było, że ona chce żyć i cieszy się tym życiem. Nie wyglądało to tak, jak by ją coś bolało. Pies nie wyżali się tak jak człowiek... Rodzice, podobnie jak sąsiedzi (Pestka nieźle dokazuje ;) chcieli ją uśpić. Nie wyraziłam na to zgody! Pestka weszła do mojego życia, gdy miałam 5 latek. Nie mogłam się jej pozbyć, bo nam się jej leczyć nie chciało! Zaczeliśmy z rodzicami terapię. Odwiedzaliśmy weta, podawaliśmy leki. Pestka się nie poddawała. Po roku zaczęła chodzić. Nie tak jak zdrowy pies, lecz już ruszała tylnymi łapami. Jak ktoś nie wiedział, to się nie domyślał, że była kiedykolwoek chora. Pamiętam jak pewnego dnia popatrzyła się na mnie jak by mówiła "Ja chcę żyć, więc pozwól mi żyć." Teraz ma już lat 8 i jest w świetnej formie. Nie wiem co będzie gdy mnie opuści... *** Odnośnie usypiania. Lepiej psa uśpić niż czekać aż sam zdechnie, wiedząc, że jest w baaardzo złym stanie. To jest okruciestwo! Nie cierpię osób, którzy w potrzebie zostawiają swojego przyjaciela. Pozwalają mu cierpieć i nic z tym nie robią. Tacy ludzie to zwierzęta!


 
 
    ~Anka_96;-) 01:34 | 07-07-2008   Odpowiedz
 

Racja. Eutanazja jest potrzebna, ponieważ po co zwierzak ma odchodzić w cierpieniu z tego świata?! Jak jest możliwość ratowania psiaka to szybko, byle zdążyć. Miałam bokserkę, która zjadła trutkę, ale przeżyła dzięki weterynarzowi. Ale zdechła na coś gorszego-na nowotwór. Pan ratował sunię, ale nie pomogło, dzień wcześniej nawet dał zastrzyk, to nie działało. Na szczęście stało się to, gdy spała. RATUJMY NASZE PSY KIEDY CZAS!!!


 
 
    Aannddrreeww 04:29 | 06-06-2008   Odpowiedz
 

Ja sądzę tak jak Paulina. Jeżeli mamy możliwość odratowania psa to powinniśmy to zrobić, ale jeśli pies jest już starszy, schorowany i ma naprawdę bardzo duże problemy chorobowe to powinno się go uśpić.


 
 
    ~paulinapalutka 05:35 | 29-04-2008   Odpowiedz
 

Ja uważam że jeśli pies ma się męczyć i odchodzić z tego świata w cierpieniu to lepiej aby właściciel podjął decyzję o eutanazji. Lecz jeśli psa da się uratować trzeba próbować !!! Ale kogo obchodzi moje zdanie na temat eutanazji ?! Mam dopiero 11 lat !!!


 
 
         ~patrycja. 02:24 | 20-03-2010   Odpowiedz
 

CZESC. moj pies ma raka na piersi . meczy sie z tym bardzo a wnet ma problemy ze wstaniem chodzeniem czy mozna mu w jakis sposob jeszcze pomoc . ?


 
 
              ~mała 12:12 | 27-12-2011   Odpowiedz
 

Dzisiaj musiałam uśpić mojego kochanego pieska.Kochanego,tak mi ciężko.On już nie chodził,nie pił.Miał potworne guzy.Nie mógł się dalej męczyć.To straszne,dlaczego psy żyją krócej niż ludzie??????????????Mają te same choroby i są taki e piękne i mądre.Trudno mi się z ty m pogodzić.Ale tak trzeba.Trzeba.


 
 
              Stella189 07:20 | 19-04-2010   Odpowiedz
 

Jeśli są przerzuty to bardzo wątpię...


 
 
                   ~Micrus 05:06 | 12-11-2010   Odpowiedz
 

Jesteśmy przed tą trudną decyzją. Nasz labek ma zaledwie 7 misięcy, jednak jego stawy są bardzo zniszczone. Ma bardzo poważną wrodzoną dysplazję. Ledwo chodzi. Przednie łapki też nie są w dobrym stanie. Od 3 tygodni jest na leku przeciwzapalnym. Lekarz przedstawił na 3 wersję. Operacja, która najprawdopodobniej nie da stałego efektu, ponieważ pies ma chore wszyskie stawy. Drugie to podawanie mu leków przeciwbólowych. Trzecie eutanazja. Trzecie wykluczyliśmy od razu. Na operację się nie zdecydujemy ponieważ nie daje ona gwarancji zdrowia, po drugie nie stać mnie. Dostaje leki. Ale jest coraz gorzej. Prawie nie chodzi. Cierpi okropnie.


 
 
                        ~basia 03:31 | 16-05-2012   Odpowiedz
 

witaj minelo wiele czasu moja olinka 12.05.2012 miala operacje w klinice lekarz gdy zobaczyl ze ma guza w wielkosci melona stwierdzil ze nie bedzie wycinal ze to za duzy ,,,, musialam uspac miala 10 lat i umieraz z tesknoty ,,,, nie daje rady pomocy Basia


 
 
                        ~KOJOT44 01:38 | 04-02-2012   Odpowiedz
 

witam, moj labcio sunia Naja ma 5 lat... jest chora ....lekarze znalezli cos w pecherzyku zolciowym jakies blotko ale sami nie wiedza co to jest, ma niedoczynnosc tarczycy, lekarz tez mowil ze ma uszkodzony pol mozgu z powodu podawania jej sterydow doraznie bez stalej kontroli w wieku 7 mies ( miala alergie skorna i pokarmowa dlatego lek weter. zalecil podawanie sterydow ) ostatnio pojawilo sie obuchniecie brzucha bez wzgledu czy zje duzo czy malo i bez wzgledu ile napije sie wody - puchnie ! dostawala specjalna karme ale i to nie pomagalo, na spacery dluzsze juz nie chodzi bo jej sie ciezko oddycha dostawala tez lek na obnizenie cisnienia krwi, ktory pomagal ale juz nie pomaga.... stale jest glodna zaczela od 2 mies juz piszczec i szalec z glodu ale nawet jak zmiekne i dam jej jeszcze troche jedzenia to i tak jeczy i piszczy , lekarze nie wiedza co jest miala robione usg brzucha , echo serca i niby jest ok ale ja widze ze Naja coraz gorzej sie czuje. Nie wiem co robic dalej ... wyleczyc sie jej nie da a ona robi sie coraz grubsza i coraz gorzej jej sie poruszac, w nocy tez spokojnie spi ale na tydzien ma 4 dni piszczace... jest juz za bardzo obtluszczona ale nie dostawala jedzenia ze stolu czy ot tak bo patrzy to dam jej troche.... nie tak nie bylo ale co mam zrobic dalej? przeciez wiem ze juz zdrowa nie bedzie a caly dzien czy lezy czy siedzi to steka , tego nie da sie juz sluchac bo nie wiem jak jej jeszcze pomoc .... co robic??????????


 
 
                             ~KUKUZAJKA 11:55 | 29-09-2012   Odpowiedz
 

ja uspilam swojego pieska Mimi byla chora miala padaczke za kazdym razem drgawki przy kazdym ataku byo gorzej to wzrok stracila sluch a w przed statni dzien to ona chyba nie wiedziala kto ja jestem przestaa chodzic nic nie jadla serce mi sie kroilo z bolu o mysli ze musze ja uspic ,ale lepsze to niz patrzyc jak z glodu umiera bo juz nie kontaktuje na tyle ze sama wie ze musi jesc ,byla kochanym psem odeszla zostawiajac mi smutek i rozpacz na sercu


 
 
                                  ~PAGER PRG 09:26 | 22-08-2013   Odpowiedz
 

Mój przyjaciel Pinki został uśpiony w dniu dzisiejszym;(, był to mój pierwszy piesek. Bardzo mi smutno bo był ze mną od młodzieńczych szkolnych lat, a tak nagle odszedł. Lekarz mówił na początku, że to prawdopodobnie cukrzyca, a było już wtedy z nim bardzo źle ;( Po próbie leczenia chwilowo było lepiej, ale następnego dnia było tylko gorzej, wymiotowywał po wypiciu, a tak był spragniony bidulek. Następna diagnoza to nowotwór, ale ja myślę jednak, że był to problem z nerkami. Cieszę się tylko, że przerwałem mu to wielkie cierpienie. Jak go zanosiliśmy był już w głębokim letargu i prawdopodobnie zmarłby dzisiaj w nocy, ale nie miałem możliwości zrobić tego szybciej (bardzo żałuję). Kiedy podano mu znieczulenie to zszedł mu w końcu z pyszczka ten przykry spięty wyraz twarzy, na pewno bardzo cierpiał. Płakałem jak bóbr, a mam już 28 lat i raczej będę jeszcze płakał. Mój ukochany przyjaciel odszedł, takiego już nie będę miał, był jedyny w swoim rodzaju, po prostu taki jak ja. Pinkusiu, mam nadzieję że spotkamy się tam na górze. Kocham Cię i jeszcze raz mówię do zobaczenia wraz ze wszystkimi naszymi przyjaciółmi.







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl