|
|
| Polemiki |
Eutanazja - dobrodziejstwo czy wyrok?
Eutanazja budzi ogromne emocje. Czy to ostatnia przysługa, jaką można oddać psu? Czy też chęć zrzucenia z siebie obowiązku opieki nad chorym zwierzęciem? Większość właścicieli woli o tym nawet nie myśleć, a już na pewno nie chce o tym rozmawiać. Ale rozmawiać trzeba.
Rozmawiają Anna Redlicka – sędzia kynologiczny, tłumaczka i autorka książek o psach, hodowca welsh corgi oraz Małgorzata Szmurło – lekarz weterynarii, międzynarodowy sędzia kynologiczny, hodowca chartów polskich.
Małgorzata Szmurło: Przyznam, że przeraża mnie niefrasobliwość ludzi w podejmowaniu ostatecznej decyzji dotyczącej życia ich zwierząt. To niewątpliwie trudny dylemat - podjąć walkę czy uśpić, "żeby się nie męczył"...
Anna Redlicka: Ale po co ta ironia, walka nie zawsze może być wygrana. Jeśli można leczyć, pomóc - tak. Dostaję gęsiej skórki, kiedy słyszę: "Ach, jak on się męczył, cały ostatni rok tak cierpiał, ale jakoś go ciągnęliśmy". Oburza mnie taki fałszywy humanitaryzm. Zwierzę męczy się tylko po to, by państwo mogli się nadąć i napuszyć, jak to oni za wszelka cenę ratowali mu życie i ile się przy tym namęczyli.
MS: No dobrze, ale z moich obserwacji wynika, że tylko nieliczna grupa właścicieli podejmuje walkę o życie podopiecznego, nie patrząc na trudności. Przychodzą do lekarza kilka razy w tygodniu, a nawet codziennie. Utrzymują przy życiu swych starych przyjaciół. Pozwalają odejść im godnie, cóż bowiem może być niegodnego w miłości, przyjaźni i trosce? Czy zwierzęciu, które spędziło z nami całe swoje życie, nie należy się troska i opieka w chorobie i na starość?
AR: Według mnie to są dwie strony tego samego medalu - braku prawdziwej miłości. Jedna to pospieszne usypianie, kiedy tylko zniknie młodzieńczy blask, a pojawią się pierwsze dolegliwości podeszłego wieku. Druga to przedłużanie życia za wszelką cenę, bez oglądania się na jego jakość.
MS: Dla wielu osób stare zwierzę jest po prostu kłopotliwe. Twierdzenie, ze się meczy i trzeba je uśpić, jest podyktowane wyłącznie chęcią uniknięcia kłopotów. Dorabia sie wiec ideologie do niewdzięczności i usypia psa. Stary pies niedosłyszy, niedowidzi, sztywno chodzi i brzydko mu pachnie z pyska...
AR: Ale my ciągle mówimy o dwóch rożnych rzeczach. Usypianie psa tylko dlatego, że niedowidzi, czy też rozsiewa niemiłe wonie, to zwykła znieczulica. Czasami mam wrażenie, że z ludźmi jest coś nie tak. Zajęcie sie starymi, chorymi rodzicami czy dotkniętym choroba współmałżonkiem urasta do rangi bohaterstwa. A to nie jest żadne bohaterstwo, tylko zwyczajne ludzkie postępowanie. Ta sama norma dotyczy również psów. Skoro był dobry jako mały, dekoracyjny szczeniaczek, to jest tak samo dobry jako zniedołężniały staruszek. Trzeba mu zapewnić godne warunki starości – właściwą opiekę i leczenie. I prawo do godnej śmierci, bez niepotrzebnych męczarni, wtedy gdy nie możemy już nic innego zrobić, żeby mu pomóc.
MS: Uśpić psa to znaczy odebrać mu życie przy zastosowaniu środków chemicznych. Odebrać nieodwracalnie – po uśpieniu nie da się go już obudzić. Moim zdaniem mamy moralne prawo uśpić wówczas, gdy wyczerpaliśmy już wszelkie możliwe środki pomocy, a psa nie czeka w życiu już nic poza cierpieniem.
AR: Tu sie akurat zgadzamy doskonale. Inna sprawa, że we współczesnej cywilizacji unika sie rozmów o śmierci. Jakby nigdy nie miała nadejść. Ona tymczasem nadchodzi, a dla naszych czworonożnych przyjaciół znacznie szybciej, niż byśmy chcieli.
I to nieprawda, że w przypadku bardzo starego psa jesteśmy na nią przygotowani. Ja się tak wściekam na tych, co bez końca przedłużają cierpienia psa, ale przecież doskonale ich rozumiem, bo to bodaj najtrudniejsza decyzja w życiu. Nawet gdy człowiek jest przekonany o jej słuszności.
MS: Nie zgadzam sie z twierdzeniem, że lepiej psa uśpić niż patrzeć, jak sie będzie męczył w czasie leczenia. Dla niektórych owa męczarnia jest tożsama z... gipsem na łapie czy z koniecznością podawania kroplówek, przeprowadzenia operacji czy rehabilitacji po urazie. Dla niektórych perspektywa amputacji kończyny - całkowitej lub częściowej - jest wystarczającym powodem do pozbawienia psa życia. A powód dalej jest taki sam: "żeby się nie męczył".
AR: Zapominasz, ze niektórzy mają "czule" serduszka i nie mogą patrzeć na biednego kalekę...
MS: Oczywiście, pies może nie odzyskać w pełni sprawności w wyniku takiej czy innej choroby, odniesionego urazu. Mimo to będzie wiódł szczęśliwe życie. Właściwie lepiej powiedzieć "nie" mimo to, ale dzięki temu, ponieważ właściciele otaczają psiego inwalidę większą troską i czułością, pozwalają mu na znacznie więcej niż wówczas, gdy cieszył sie pełnią sił. Jego życie jest zatem weselsze. Pies nie odczuwa swego kalectwa w sferze psychicznej - nie cierpi, bo czegoś w życiu już nie dokona. Nie twierdzę, że nie wie, iż trudniej mu biec czy wskoczyć na kanapę. Ale na pewno nie martwi się po nocach, że nie będzie mógł np. wystartować w zawodach agility. Za to nadal cieszą go drobne radości codziennego życia, jak pełna miska, wylegiwanie sie na posłaniu czy pieszczoty właściciela.
AR: Toteż prawdziwy miłośnik psów będzie swojego ulubieńca leczył i hołubił, zapewniając mu godną starość. Są jednak ludzie dotknięci znieczulica. Jedni z nich uśpią, inni wyrzucą starego psa na ulice. Pól biedy, gdy oddadzą go w dobre ręce, gdzie psina ma szanse dożyc późnej starości – chociaż ze złamanym sercem. Bo dla starego psa zmiana domu to potworny szok, który skraca życie i odbiera zdrowie.
MS: Psy kalekie, stare, po przejściach też mają prawo do godnego życia. Nieprawdą jest, jakoby uśpienie miało być dla psa mniejszym stresem niż oddanie w dobre ręce, gdy okazuje sie, że nasze dziecko czy my mamy alergie. W naturze psowate też zmuszane są do opuszczenia stada i szukania szczęścia w innej grupie - dotyczy to zwłaszcza samców.
AR: Wróćmy jednak do zasadniczego tematu naszej rozmowy. Jako wieloletni hodowca i biolog stoję na stanowisku: leczyć - tak! Męczyć - nie!!! Żeby nie wiem jak trudna była dla właściciela decyzja o eutanazji, zdarzają sie sytuacje, kiedy trzeba ją podjąć i nikt nas w tym nie wyręczy, bo to jest cześć naszej odpowiedzialności za psa, nikt jej z nas nie zdejmie.
MS: Uważam, że w sytuacji beznadziejnej, gdy zwierzę naprawdę cierpi i nie ma szans na wyleczenie, podjecie decyzji o uśpieniu jest wręcz konieczne. I tu nie można nie docenić roli lekarza weterynarii. Często jest to bardzo niewdzięczna misja, ponieważ właściciele spychają na lekarza całkowitą odpowiedzialność za eutanazję, argumentując, że się nie znają, że podporządkują się decyzji. Wielu właścicieli dla spokoju własnego sumienia uznaje, że ich obowiązkiem jest pozwolić zwierzęciu umrzeć samodzielnie. Choć w wielu wypadkach oznacza to zamęczyć się na śmierć. Powolne umieranie, np. w przypadku zaawansowanej choroby nowotworowej o charakterze nieuleczalnym, to pasmo niewyobrażalnego cierpienia. Zwierze zwykle umiera w ciszy, co właściciel tłumaczy opacznie: "Przecież nie cierpi, nie piszczy, nie wyje..." A to, że nie rusza się z posłania, że nie chce jeść, że jego oczy dawno straciły blask, nie wystarczy? Czy nie jesteśmy mu tego winni za kilkanaście lat bezinteresownej przyjaźni? Czy nasz pies nie ma prawa do godnej śmierci? Dlaczego musi odchodzić w bólu?
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
~moja niusia kochana:((( 01:00 | 29-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Moja kochana 17 - letnia suczka odeszła wczoraj:(( nie mogę sobie z tym poradzić. Miała raka, guz był ogromny, do tego miała jeszcze 2 małe guzki. Już 2 lata temu weterynarz powiedział mi że nie da się tego operować bo piesek jest za stary, mi to nie przeszkadzało ponieważ moja Sarcia biegała jadła i cieszyła się życiem... do tego momentu. Guz przybrał juz taką postać że mała nie mogła nawet się ruszyć, do tego zaczęło to pękać i ciekła jakaś wydzielina. Moja malusia nie mogła juz nawet się załatwić, ale mnie to nie przerazało...mówiłam sobie że to tak jak ze starszy człowiekiem że wymaga opieki i leczenia......cały czas miałam nadzieję...gdy usłyszałam słowa weter że są tylko 2 wyjścia albo hospicjum wtych ostatnich dniach albo zastrzyk......to było straszne nie dał nam juz żadnej nadzieii, mówił że sunia cierpi jest odwodniona temperaturę ma obniżoną i jeśli przeżyje parę dni to będzie dobrze, jak mogłam ją zostawić, ona była już taka spokojna czułam ze muszę pomóc jej i pozwolić odejść bo nic dobrego już nie zazna, to było straszne......do końca byłam z nią trzymałam jej malutki pyszczek...wiedziałam że juz nic ją nie boli ale czy ona tego chciała???? wszyscy mówią mi dookoła ze postapiłam dobrze, ze mała już cierpiała tylko ja tego nie widziałam bo nie chciałam pogodzić się z tym że juz czas pozwolić jej odejść......teraz czuję się fatalnie, ciaglę ryczę bo mojej małej już nie ma. a może mogłam podawać jej leki i pozwolić samej odejść.....nic juz nie wiem jestem głupia to wszystko co się stało nie może do mnie dotrzeć:(((tak bardzo Kochałam moją Niusię że niepotrafię się z tym pogodzić:((
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Gosiaczek 10:56 | 15-02-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Dwa dni temu zdecydowalam sie na ten przykry krok. Moj przyjaciel mial 10 lat i nowotwor watroby. Choroba postepowala bardzo szybko- caly horror trwal 2 tygodnie. Moje malenstwo przestalo jesc, pic, wymotowal krwia, nie mial sily chodzic przestal oddawac mocz. Kilka dni przed moja decyzja psiak ostatkiem sil probowal od nas odejsc zeby umrzec w samotnosci. W jego oczach widzialam ze chce powiedziec dajcie mi spokoj, chce juz odejsc. Moglismy jego cierpienia przedluzyc- podaac kolejne kroplowki, zastrzyki przciwbolowe ale on by sie meczyl. Wiem ze moja decyzja byla dobra. Dwa dni przed eutanazja zaczelam mu o tym mowic. Wiem ze to moze sie dla niektorych wydawac conajmniej dziwne ale mowilam mu ze to nie boli, ze poprostu zasnie, ze pojdzie na swoja chmurke tam wysoko. Bylam z nim do samego konca, przytulalam do siebie. Podziekowalam mu za jego milosc, przyjazn, za to ze z nami byl przez te 10lat. Przy podawaniu zastrzyku psiaczek patrzyl mi w oczy z wdziecznoscia ze wkoncu nie bedzie czul bolu. Kochajcie swoje zwierzaki a odwzajemnia sie wiernoscia, przyazjnia i bezgraniczna miloscia.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~iza 01:15 | 22-10-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ja z moją sunią byłam 14 lat, przechodziliśmy razem wszystko jej napady padaczki, alergię, zapalenie płuc itd. W marcu tego roku okazało się że ma ropomacicze-oczywiście ratowaliśmy naszą niunie, przeszła operacje pomyślnie. Teraz mamy październik i wczoraj niestety musiałam podjąć tę straszną decyzję. Sabcia miała guza na śledzionie i wątrobie, od tygodnia nie jadła i miała duże trudności z chodzeniem , wet stwierdził że w takiej sytuacji może podawać tylko leki przeciwbólowe bo już się nic nie da zrobić, zastrzyki miały pomóc na 24h a pomagały na8, tak strasznie było mi jej szkoda bo widziałam jak ją to boli i jak się biedna męczy. W końcu zdechłaby z głodu i bólu, była to najtrudniejsza decyzja w moim życiu, ale nie mogłam pozwolić żeby aż tak cierpiała, tak strasznie mi jej brakuje :-(
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Akita905 02:30 | 28-07-2008 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Usypiać psów nie wolno w rzadnym wypadku jeśli są zdrowe, bądź chre, lecz w takim stopniu, że da sie je wyleczyć. Ja mam jamniczkę (nierasową). Cierpiała na dyskopatię gdy miała 4 lata. W ogóle nie chodziła na tylnych łapach. Jednak widać było, że ona chce żyć i cieszy się tym życiem. Nie wyglądało to tak, jak by ją coś bolało. Pies nie wyżali się tak jak człowiek... Rodzice, podobnie jak sąsiedzi (Pestka nieźle dokazuje ;) chcieli ją uśpić. Nie wyraziłam na to zgody! Pestka weszła do mojego życia, gdy miałam 5 latek. Nie mogłam się jej pozbyć, bo nam się jej leczyć nie chciało! Zaczeliśmy z rodzicami terapię. Odwiedzaliśmy weta, podawaliśmy leki. Pestka się nie poddawała. Po roku zaczęła chodzić. Nie tak jak zdrowy pies, lecz już ruszała tylnymi łapami. Jak ktoś nie wiedział, to się nie domyślał, że była kiedykolwoek chora. Pamiętam jak pewnego dnia popatrzyła się na mnie jak by mówiła "Ja chcę żyć, więc pozwól mi żyć." Teraz ma już lat 8 i jest w świetnej formie. Nie wiem co będzie gdy mnie opuści... *** Odnośnie usypiania. Lepiej psa uśpić niż czekać aż sam zdechnie, wiedząc, że jest w baaardzo złym stanie. To jest okruciestwo! Nie cierpię osób, którzy w potrzebie zostawiają swojego przyjaciela. Pozwalają mu cierpieć i nic z tym nie robią. Tacy ludzie to zwierzęta!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |