Do szczęśliwego końca
Nie wszystkie historie nagłaśniane w mediach kończą się tragicznie. Wczoraj informowaliśmy o Miśku, który po kilku dniach spędzonych na krze został uratowany przez dobrych ludzi. Wiele opisanych przez nas historii ma wspaniały ciąg dalszy.
Radosna informacja o wyłowieniu z Bałtyku dryfującego na krze psa przyćmiona była smutnym faktem niezgłaszania się po czworonoga jego poprzednich opiekunów. Na szczęście okazało się, że właściciele się znaleźli. Czym prędzej zadzwonili do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Gdyni. Co się okazało? Że nie oni jedni przyznają się do Miśka.
Historia psa uwięzionego na krze poruszyła ludzi z całej Polski, którzy dzwonią i chcą przygarnąć kudłacza. Wielu z nich twierdzi, że są prawowitymi opiekunami zwierzęcia. Test będzie prosty – marynarze są pewni, że gdy psiak zobaczy swoich właścicieli, ucieszy się na ich widok. Psiego serca nikt nie oszuka. Jednak pocieszające jest, że tyle osób z całej Polski przejęło się losem rozbitka.
Niedawno pisaliśmy także o Cencie, psiaku będącym mieszanką border collie, który trafił do angielskiego schroniska. Władze schroniskowe podejrzewały, ze pies jest głuchy, gdyż nie reagował na żadne komendy. Po przestudiowaniu jego historii okazało się, że poprzednimi właścicielami Centa byli Polacy. Pracownicy azylu nauczyli się więc polskich komend, na które psiak żywiołowo reagował.
Na apel w mediach odpowiedziało również wiele angielskich rodzin, które chciały przygarnąć poliglotę. Ostatecznie zwierzak znalazł schronienie u polskiej rodziny mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Domownicy zwracają się do psa zarówno po polsku, jak i po angielsku. Oby więcej zdarzało się takich happy endów.
AC