|
|
| Temat miesiąca |
Coraz więcej wielkich serc
Ich oddanie i poświęcenie zasługuje na podziw i szacunek. Bezinteresownie pomagają zwierzętom, szczególnie tym najbardziej potrzebującym, skrzywdzonym przez człowieka. Razem z czworonożnymi podopiecznymi przeżywają ich cierpienie i chwile szczęścia. Ziemscy aniołowie psów – wolontariusze.
Zazwyczaj marzą o tym dzieci i młodzież szkolna, ale nierzadko potrzebę tę uświadamiają sobie dorośli. Chcą być wolontariuszami. Skłaniają ich ku temu zajęciu różne powody. Ktoś, kto wychowywał się w domu, w którym kocha się zwierzęta, naturalnie chce o nie dbać i im pomagać. Czasem decyzja o wolontariacie rodzi się pod wpływem impulsu. Znaleziony, z poświęceniem odratowany i pielęgnowany psiak wyzwala w człowieku poczucie dumy i często mobilizuje do niesienia dalszej bezinteresownej pomocy.
Statystyki
W 2003 roku wprowadzono w Polsce Ustawę o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, dzięki której pojęcia "wolontariat" i "wolontariusz" są już terminami prawnymi. Zgodnie z ustawą wolontariusz jest osobą fizyczną, która wykonuje świadczenie dobrowolnie i bez gratyfikacji materialnej na rzecz organizacji pozarządowych, organów administracji publicznej i podległych im jednostek organizacyjnych.
Badanie przeprowadzone w 2006 roku na reprezentatywnej grupie 4000 dorosłych Polaków wykazało, że 1,8% z nich angażowało się w ramach wolontariatu w działania ekologiczne i niesienie pomocy zwierzętom, jednak aż 25% z nich w ciągu całego roku na tę pomoc przeznaczyło tylko od 1 do 5 godzin. To znaczy, że osoby te uczestniczyły w jednorazowej akcji. Z badań wynika, że w bezinteresowną pomoc nieco częściej angażują się kobiety, choć różnica procentowa między płciami nie była aż tak duża (24% wszystkich kobiet do 20% wszystkich mężczyzn). Należy zaznaczyć, że różnica ta dotyczy wolontariuszy ogólnie, czyli także osób działających na rzecz innych ludzi czy inicjatyw społecznych. Natomiast w wypadku wolontariuszy zajmujących się zwierzętami różnica procentowa między płciami jest o wiele większa. W badaniu wprawdzie nie ma tych danych, ale z własnych obserwacji można wywnioskować, że kobiety stanowią co najmniej 70% wolontariuszy działających na rzecz psów.
Kto może pomagać?
- Przyjmujemy wszystkich chętnych - mówi Radosław Zieliński, pracownik schroniska w Koninie, jednej z wielu placówek w Polsce oddanej psom mimo niezwykle trudnych warunków bytowych. - Z tym że osoby niepełnoletnie muszą dostarczyć nam podpisane przez rodzica oświadczenie, w którym wyraża on zgodę na przychodzenie jego dziecka do nas i pomaganie przy psach.
Niektóre psie azyle mają bardziej rygorystyczne kryteria. Na przykład na oficjalnej stronie internetowej warszawskiego schroniska Na Paluchu czytamy: "Do schroniskowego wolontariatu mogą należeć jedynie osoby pełnoletnie, o określonych predyspozycjach psychofizycznych, które zadeklarują opiekę nad zwierzętami w cyklu długofalowym, z określoną częstotliwością, wskazaniem konkretnych dni wizyt i gotowością do odbywania przeszkoleń organizowanych przez schronisko". Takie obostrzenia są podyktowane m.in. zasadami bezpieczeństwa - przy ogromnej liczbie zwierząt (Na Paluchu bywa nawet około trzech tysięcy) ciężko zapanować nad wszystkim, a w szczególności nad zachowaniem ludzi.
Wolontariusz musi być obdarzony niezbędną cechą - musi mieć odpowiednie predyspozycje psychofizyczne. Często chcący pomagać psom nie zdają sobie sprawy z tego, jak ciężka jest to praca, przede wszystkim obciążająca psychicznie. Napatrzywszy się na cierpienie zwierząt i okrucieństwo, jakiego dopuścił się człowiek, niejednokrotnie osoby o zbyt dużej wrażliwości porzucają wolontariat, gdyż nie mogą sobie poradzić z ogromem złych emocji. Do opieki nad psami konieczna jest też siła fizyczna, często bowiem trzeba utrzymać na smyczy wyrywającego się dużego psa, nie można pozwolić mu się zdominować.
Nie mają z tym problemu Karolina Boruczkowska (16 lat), Sylwia Antoniak (12 lat) i Daria Balcer (14 lat), trzy dziewczyny już od dwóch lat działające w ramach wolontariatu w konińskim schronisku.
- Dla nas to jest zawsze duże przeżycie, gdy widzimy kolejnego psa skrzywdzonego przez człowieka - mówi Sylwia - ale wiemy, że będąc tutaj, możemy pomóc mu powrócić do normalnego życia i znaleźć nowy, lepszy dom.
- Utkwiła mi w pamięci historia Abdula - wspomina Karolina. - Psa, który został przywieziony do schroniska z wrośniętym w szyję łańcuchem. Dopóki nie został wyleczony, nie mógł zostać adoptowany, a po powrocie do zdrowia niestety nie doczekał się nowego domu. Odszedł w schronisku. Takie sytuacje są naprawdę ciężkim doświadczeniem i wrażliwy człowiek nigdy się z tym nie pogodzi.
- Najtrudniejsze są rozstania z ukochanymi psami - dodaje Daria. - Ostatnio psiak, który był moim schroniskowym faworytem, znalazł nowych opiekunów. Cieszyłam się, ale i było mi żal, że już nie będę go widywać.
Poczucie spełnienia
To, że ciężko jest się rozstać ze schroniskowym pupilem, potwierdza Marta Łoboda, również wolontariuszka w konińskim psim azylu od października 2008 roku. Pierwszy raz przyszła do schroniska ze znalezionym przez nią na ulicy bezdomnym psem. Niestety jej rodzina nie zgodziła się go zatrzymać. Marta nie mogła jednak przestać o nim myśleć, toteż codziennie przyjeżdżała odwiedzać psiaka. W pewnej chwili doszła do wniosku, że dzięki tym przyjazdom może wnieść radość w codzienną smutną rzeczywistość schroniskowych biedaków. Zaczęła wyprowadzać je na spacer, głaskać, zaprzyjaźniać się z nimi. To ważne, bo pies przyzwyczajony do kontaktu z człowiekiem ma o wiele większe szanse na szczęśliwą adopcję.
- Gdy moja mama zobaczyła, jak bardzo zależy mi na Martim, znalezionym psie, w końcu zgodziła się, żeby z nami zamieszkał - opowiada Marta. - Przywiozłam go ze schroniska, ale nie przestałam tam jeździć. Widziałam w psich oczach tyle cierpienia, że nie mogłam tak po prostu zrezygnować z tych odwiedzin.
I tak Marta została wolontariuszką. W tej chwili jeździ do schroniska 3-5 razy w tygodniu na 3-4 godziny. Może sobie na to pozwolić, gdyż pracuje tylko popołudniami, w niepełnym wymiarze godzin.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy znajdę inną pracę, na cały etat, będę mogła o wiele rzadziej odwiedzać schronisko - martwi się Marta - ale jak na razie wykorzystuję wolny czas najlepiej, jak tylko można: pomagając zwierzętom.
Zazwyczaj wyprowadza psy na spacer, jednak zdarza się, że wspiera pracowników schroniska w ich codziennych obowiązkach. Gdy nastały pierwsze mrozy, przez pół dnia roznosiła słomę do psich bud, ocieplała je od wewnątrz kocami, żeby tylko czworonogi nie musiały dodatkowo cierpieć, tym razem z powodu zimna.
- Po takich dniach mam poczucie spełnienia - zamyśla się Marta - bo taka praca daje człowiekowi naprawdę ogrom radości. Ale są też dni, gdy tylko wyprowadzam na spacer kilka psów. Wtedy myślę sobie, że zrobiłam za mało, że mogłam ten czas lepiej zaplanować i bardziej pomóc zwierzakom.
Wybiórcza akceptacja
Wolontariusze czasami spotykają się z niezrozumieniem ze strony przyjaciół i rodziny. W wypadku Marty nie jest to aż tak uciążliwe, bo ona po prostu nie afiszuje się pracą w schronisku w gronie znajomych. Zdarza się jednak, że wolontariusze, zwłaszcza dorosłe osoby, uważani są przez otoczenie za dziwaków, którzy nie potrafią zorganizować sobie życia. A przecież wolontariat to właśnie sposób na życie.
Na szczęście inaczej podchodzą do tego szkoły. Nauczyciele, widząc zaangażowanie ucznia w działania społeczne, patrzą na niego przychylniejszym okiem.
- Przez szkołę i znajomych mój wolontariat przyjmowany jest bardzo pozytywnie - mówi Karolina Boruczkowska. - Kiedy pokazałam zaświadczenie, że chodzę regularnie do schroniska, dostałam dodatkowe punkty wpływające na podniesienie mojej oceny z zachowania. Teraz chciałabym zachęcić do działań wolontarystycznych resztę klasy. Planuję zorganizować zbiórkę darów, które grupowo zanieślibyśmy do schroniska.
Ciągła praca
Pomoc w schronisku jest najbardziej rozpowszechnioną formą wolontariatu. W takich miejscach przebywa mnóstwo psów, zatem wszystkie bezinteresownie działające osoby są na wagę złota. Najczęściej praca polega na wyprowadzaniu psiaków na spacery, dokarmianiu ich, czesaniu, ale niejednokrotnie na sprzątaniu boksów i innej doraźnej pomocy. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność i nie należy wyobrażać sobie, że bycie wolontariuszem w schronisku jest jedynie przyjemnością i polega na chodzeniu z psami na spacerki. To zajęcie wymagające olbrzymiego poświęcenia, ale i dające ogromną satysfakcję.
Zazwyczaj wolontariusze tak się przejmują niedolą swoich podopiecznych, że nie przestają pełnić swojej funkcji po opuszczeniu terenu psiego azylu. Starają się znaleźć nowe, kochające domy dla bezdomnych czworonogów. W dobie internetu nikt nie czeka bezczynnie na człowieka, który chciałby adoptować psią sierotę - teraz psy wychodzą do ludzi. Wolontariusze sporządzają anonse i wraz ze zdjęciami psiaków zamieszczają je we wszystkich możliwych serwisach ogłoszeniowych, płatnych i bezpłatnych.
- Bardzo dużo robię dla psów właśnie przez internet - opowiada Karolina. - Oprócz ogłoszeń zajmuję się także koordynacją wirtualnych adopcji.
Nie tylko schronisko
Osób chcących bezinteresownie pomagać wciąż szukają różne fundacje i stowarzyszenia. Organizacje takie zazwyczaj mają swoje strony internetowe i najlepiej właśnie na nich szukać wszelkich informacji na temat wolontariatu. Jeśli jesteś miłośnikiem jakiejś konkretnej rasy, bez trudu możesz dołączyć do tych, którzy pomagają właśnie tym zwierzakom - adoptując je, lecząc i znajdując im nowe domy.
Jak dla schronisk, tak i dla fundacji oraz stowarzyszeń ważne jest dobro każdego źle traktowanego psa. Ich członkowie szybko podejmują akcje. Agata Rybkowska, wolontariuszka w stowarzyszeniu Podaj Łapę, wspomina interwencję, jaką przeprowadzała razem ze stowarzyszeniem Nadzieja Dobermana i Biurem Lobbingu Prozwierzęcego:
- W marcu zeszłego roku odebrałam telefon od kobiety, która chciała pozbyć się swojej dobermanki. Pojechałam tam i zastałam straszne warunki. Okazało się, że suka była katowana, trzymana na półmetrowej smyczy, a do tego nie zdejmowano jej z pyska kagańca. Nie zrobiono tego nawet, gdy urodziła szczenięta; jeden z malców leżał koło niej martwy. Mieliśmy nakaz, więc odebraliśmy psy, a Nadzieja Dobermana bardzo szybko znalazła im nowe domy. To niestety nasza codzienność...
Wielu ludzi pomaga psom, nie współdziałając z żadną organizacją czy schroniskiem. To wszyscy ci, którzy nigdy nie przejdą obojętnie obok błąkającego się czworonoga, zawsze zatrzymają samochód, widząc przy drodze potrąconego psa. Biorą te zwierzęta pod swój dach, a następnie starają się znaleźć im nowe domy, dając ogłoszenia, zamieszczając informacje o nich na forach dyskusyjnych, rozlepiając plakaty na okolicznych drzewach i w blokowych klatkach.
Wolontariuszem jest również ten, kto bierze do siebie psa w ramach domu tymczasowego (dokładnie pisaliśmy o tej idei w numerze 3/08 PP). Osoby udzielające takiego schronienia muszą być świadome problemów, jakie może sprawiać przygarnięty pies, ale także muszą potrafić rozstać się z czworonogiem, który mieszkał z nimi często nawet przez kilka miesięcy. Podarowanie zwierzęciu możliwości mieszkania w domu tymczasowym jest niemal równoznaczne z daniem mu szansy na prawdziwy kochający dom stały. Szansy, której schroniskowe psiaki czasem nigdy nie dostają.
Nie do przecenienia są też jednorazowe akcje organizowane np. w szkołach, na osiedlach mieszkalnych. Zbiórka darów na rzecz schroniska czy pieniędzy dla konkretnego potrzebującego psiaka, loteria fantowa - możliwości jest wiele. Obecnie w serwisie pies.pl trwa akcja zbiórki darów dla schronisk w całej Polsce, nad którą sprawujemy patronat medialny. Być może właśnie to jest działanie, któremu jesteś w stanie sprostać?
Przypominamy o możliwości przekazania 1% podatku na organizację pożytku publicznego zajmującą się pomocą czworonogom. Listę wielu takich organizacji znajdziesz na naszej stronie www.pies.pl. O tym, jak ważna jest każda złotówka, zapewnia Renata Markowska z fundacji Azyl pod Psim Aniołem:
- Pieniądze, które otrzymujemy w ten sposób, zaspokajają przede wszystkim doraźne potrzeby: leczenie zwierząt, zakup karmy czy pomoc osobom społecznie zaangażowanym w ratowanie psów. Ale też dzięki nim uruchomiliśmy interwencyjny patrol ratunkowy i zakupiliśmy samochód do tego celu. Przez całą dobę w Warszawie pod numerem telefonu 510-190-786 dyżuruje jedna z dwóch zatrudnionych przez nas osób.
Nie prawnie, ale moralnie
Stając się wolontariuszem, człowiek przyjmuje na siebie wielką moralną odpowiedzialność. Psy, szczególnie bezdomne, bardzo szybko przyzwyczajają się do człowieka, który okazuje im serce. Jeśli wolontariusz nie przychodzi przez kilka dni czy tygodni, psiaki tęsknią za nim tak mocno jak za swoim opiekunem. Ale podczas kolejnego spotkania, nawet po długiej przerwie, nie będą obrażone - swoją radość będą wyrażały, piszcząc i skacząc. Bo psy potrafią pokochać wolontariusza całkowicie i bezinteresownie. Właśnie po to, żeby mogli wspólnie przeżywać smutki i radości, cierpienie i chwile szczęścia.
Anna Czerwińska
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
~MIŁOŚNICZKA ZWIERZĄT 12:25 | 20-07-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
A ja uważam, że ludzie w ogóle nie powinni na siłę rozmnażac psów. Jest ich już zdecydowanie zbyt dużo. Np. moja ciocia hoduje psy ras spaniel, husky, dog de bordo, buldog angielski, owczarek niemiecki, york. Ostatnio miała duży miot CZARNYCH spanieli. Niestety, ludzie nie przepadają za tą maścią, a hodowców w Polsce dużo, więc na końcu ciocia oddawała psy prawie za darmo, nie patrząc nawet, czy oddaje je w dobre ręce. Spójrzcie, ile psów zdycha na ulicach, w schroniskach. Ile psów (kundelków), tak oddanych i pragnących miłości żyje w schroniskach, ponieważ nie ma dla nich domu. Wszystkie domy są już zajęte przez słodkie yorki i inne rasowe psy. A ile rasowych psów kończy tak samo- hodowca nie może sprzeda szczeniaka, próbuje go oddac za darmo, ale nikt nie chce go wziąśc. Po co tracic pieniądze na utrzymanie- zostawię psa na jakimś śmietniku, albo w schronisku. Ludzie, schronisko to nie rozwiązanie- one są przepełnione. Ile psów jest usypianych, ponieważ wystają ponad limit. PSÓW JEST ZA DUŻO, WIĘC NIE MA DLA NICH DOMU. TERAZ POMYŚL HODOWCO- KAŻDY SZCZENIAK, KTÓREGO WYDA NA ŚWIAT TWOJA SUCZKA, DLA TWOJEGO ZYSKU, WYSTAJE PONAD LIMIT, WIĘC TRZEBA ZA TO ZABIC INNEGO PSA(TEGO, KTÓRY PRZEGRAŁ WALKĘ O SZCZĘŚLIWE ŻYCIE)!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Alicja_i_pies 12:02 | 17-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Chciałabym zostać wolontariuszką, niestety, najbliżej schronisko w Dąbrówce. ;( Ale muszę z tym żyć. Na temat wolontariuszy mam dobre zdanie- kochający zwierzęta ludzie, którzy chcą pomagać. Gdy przeczytałam ten artykuł łzy popłynęły mi z oczu, że jest tak dużo dobrych ludzi, a ja nie mogę do nich należeć, ale już od dawna pomagamy zwierzętom z ulicy, dokarmiamy je, robimy ciepłe posłania- co prawda na dworze, ale wygodne. Wolontariusze są zwierzętom potrzebni, oby chcieli pomagać jeszcze innym zwierzętom... to świat byłby lepszy.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
malfi 10:29 | 11-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Bardzo ucieszył mnie artykuł o wolontariuszach. Podziwiam ich pracę. Mimo że bardzo kocham zwierzęta, nie byłoby mnie stać na tak ogromne poświęcenie.
Praca tych wspaniałych ludzi nie tylko poprawia los zwierząt. Pomaga także nam samym. Moja historia jest na to najlepszym dowodem.
Bardzo chciałam mieć psa, mieszkam jednak sama i uznałam, że nie mogę sobie na to pozwolić.Brak zwierzęcia bardzo mi doskwierał, postanowiłam więc poprosić o radę kogoś kompetentnego. Zwróciłam się w tej sprawie do wolontariuszki ze schroniska dla bezdomnych psów. Przekonała mnie, że pies będzie szczęśliwszy w domu, nawet jeśli spędzi w nim sam kilka godzin dziennie. Poradziła też, żebym nie brała szczeniaka, gdyż wymaga on dużo uwagi. Dzięki tym radom zdecydowałam się na psa.Pozostała jeszcze kwestia wyboru, której również bardzo się bałam. Tym razem także zdałam się na wolontariuszkę.Poleciła mi wspaniałą suczkę. Wszystko, co o niej powiedziała, sprawdziło się.Jestem bardzo wdzięczna za wszystkie rady, bo gdyby nie one, do dzisiaj nie miałabym psa.
Uważam, że każdy, kto chce adoptować zwierzę, powinien poprosić o pomoc. Wolontariusze znają swoje psy i są najlepszymi doradzcami. Gdyby więcej osób korzystało z ich wiedzy, na pewno byłoby mniej rozczarowań i bolesnych zwrotów z adopcji.
Mam nadzieję, że tan artykuł pomoże wielu przyszłym właścicielom psów.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~psinka1234 10:13 | 09-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Coraz więcej wielkich serc
Ich oddanie i poświęcenie zasługuje na podziw i szacunek. Bezinteresownie pomagają zwierzętom, szczególnie tym najbardziej potrzebującym, skrzywdzonym przez człowieka. Razem z czworonożnymi podopiecznymi przeżywają ich cierpienie i chwile szczęścia. Ziemscy aniołowie psów – wolontariusze.
Zazwyczaj marzą o tym dzieci i młodzież szkolna, ale nierzadko potrzebę tę uświadamiają sobie dorośli. Chcą być wolontariuszami. Skłaniają ich ku temu zajęciu różne powody. Ktoś, kto wychowywał się w domu, w którym kocha się zwierzęta, naturalnie chce o nie dbać i im pomagać. Czasem decyzja o wolontariacie rodzi się pod wpływem impulsu. Znaleziony, z poświęceniem odratowany i pielęgnowany psiak wyzwala w człowieku poczucie dumy i często mobilizuje do niesienia dalszej bezinteresownej pomocy.
Kto może pomagać?
- Przyjmujemy wszystkich chętnych - mówi Radosław Zieliński, pracownik schroniska w Koninie, jednej z wielu placówek w Polsce oddanej psom mimo niezwykle trudnych warunków bytowych. - Z tym że osoby niepełnoletnie muszą dostarczyć nam podpisane przez rodzica oświadczenie, w którym wyraża on zgodę na przychodzenie jego dziecka do nas i pomaganie przy psach.
Prawda
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~psinka1234 10:08 | 09-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Coraz więcej wielkich serc
Ich oddanie i poświęcenie zasługuje na podziw i szacunek. Bezinteresownie pomagają zwierzętom, szczególnie tym najbardziej potrzebującym, skrzywdzonym przez człowieka. Razem z czworonożnymi podopiecznymi przeżywają ich cierpienie i chwile szczęścia. Ziemscy aniołowie psów – wolontariusze.
Zazwyczaj marzą o tym dzieci i młodzież szkolna, ale nierzadko potrzebę tę uświadamiają sobie dorośli. Chcą być wolontariuszami. Skłaniają ich ku temu zajęciu różne powody. Ktoś, kto wychowywał się w domu, w którym kocha się zwierzęta, naturalnie chce o nie dbać i im pomagać. Czasem decyzja o wolontariacie rodzi się pod wpływem impulsu. Znaleziony, z poświęceniem odratowany i pielęgnowany psiak wyzwala w człowieku poczucie dumy i często mobilizuje do niesienia dalszej bezinteresownej pomocy.
Kto może pomagać?
- Przyjmujemy wszystkich chętnych - mówi Radosław Zieliński, pracownik schroniska w Koninie, jednej z wielu placówek w Polsce oddanej psom mimo niezwykle trudnych warunków bytowych. - Z tym że osoby niepełnoletnie muszą dostarczyć nam podpisane przez rodzica oświadczenie, w którym wyraża on zgodę na przychodzenie jego dziecka do nas i pomaganie przy psach.
Prawda
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Martyna_Szarek 10:42 | 08-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ja bardzo bym chciała być wolontariuszką, więc zapytałam się pani z przyrody , ile trzeba mieć lat. Niestety powiedziała, że 18 lat. Nie spodobało mi się to, ponieważ jak byłam w schronisku z panią z przyrody, to widziałam wolontariuszki, które nie miały 18 lat. Po przyjściu do domu ze szkoły napisałam do schroniska, i zapytałam się, ile trzeba mieć lat. Po dwóch dniach odpisali, że muszę mieć zgodę rodziców (ja już ją miałam nawet wypisaną)i 16 lat. Było mi bardzo przykro, ponieważ zależało mi na tym. Tym bardziej, że w naszej szkole co roku są organizowane dwie zbiórki, ale jak masz ochotę możesz przynosić dary cały rok. Kto najwięcej przyniesie jedzie zawieść te dary do schroniska z panią z przyrody, która koordynuje całą tą zbiórkę(sama mówi, że ma bzika na punkcie schroniska), i wyprowadzamy psy. Ja już raz byłam, teraz mam jechać 21 marca. Czytając e-maila ze schroniska, pojawiła się iskierka nadziei w moim sercu, ponieważ napisali mi , żebym podała im moje dane. Kiedy będą organizowali różne imprezy jak np. Zakątek Zwierzątek, to wtedy mogę im pomóc. Jestem bardzo szczęśliwa , bo choć trochę mogę umilić życie psom :)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~dog_love_ 02:36 | 08-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Kocham psy najróżniejszych ras. Wszystkie są dla mnie największym skarbem. Chciałabym pomóc im wszystkim, na całej Ziemi. Nie jest to realne. Nie jestem jeszcze pełnoletnia i całego świata nie mogę zwiedzić, i nie mogę iść do wszystkich schronisk by pomóc tam moim najukochańszym pupilom. Ale za to w mojej szkole po raz drugi rusza akcja na rzecz schronisk dla psów. Prowadzę ją ja, i moje trzy przyjaciółki, tylko tak na razie możemy pomóc psiakom. W tamtym roku za uzbierane pieniądze kupiłyśmy cztery dwukilogramowe karmy dla psów i pięć suchych karm dla kotów. Owszem, chciałabym iść do najbliższego schroniska w Krakowie i pomagać tam ludziom prowadzącym to schronisko, lecz jestem niepełnoletnia i nie mogłabym jeszcze pomagać:(. Obiecałam sobie, że kiedy dorosnę to założę własne schronisko lub noclegownię dla psów, gdzie będą miały jedzenie i wodę i będą miały gdzie spać, byleby tylko pomóc w jakiś sposób pieskom. Ja i na pewno wiele tysięcy ludzi chciałoby pomóc psom, i mam nadzieję, że nie długo będę mogła pomagać:)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Karer 06:42 | 07-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Psy maja wielkie serca, chcą pomagać ludziom. Chcą, by ludzie dzięki nim byli szczęśliwi i nie czuli się sami. Niektóre psy są szczęśliwe, trafiają do rodzin które je pokochają, będą codziennie głaskać, przytulać, karmić, wychodzić na spacery, na szkolenia, ale są też takie psy, które nie trafiają do rodzin kochających. Są bite, nie karmione, wypuszczane z domów, biegają gdzie chcą, robią co chcą, a nikt się nie zatroszczy o nie, nie da im miłości. Takie psy kończą źle: giną z głodu, ktoś je zakatował na śmierć, a inne trafiają do schronisk. Nie są to bogate schroniska, nie mają poduszek w klatkach, nie mają najlepszej karm dla psów, nie są ciepłe. Są to zwykłe klatki dla psów. Jednak psy mają tam to, co człowiek zły im nie dał; mają miłość, bo wiedzą że najróżniejsi ludzie chcą im pomóc. Oni je kochają. Dają im jedzenie, wodę, dbają o nie. Nie ważne czy to dziecko, nie ważne czy to osoba dorosła, czy starsza, ważne że chce im pomóc. Że chce je pogłaskać, nasypać do miski karmy, nalać wody, kocha je. Więc pomagajmy psom, one w końcu nam pomagają :)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Queen_Kama 05:18 | 01-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wierzę, że los każdego zwierzęcia może odmienić się dzięki nam. Nie koniecznie adoptując psa, ale przekazując mu miłość będąc wolontariuszem w schronisku. Moim zdaniem powinien rozprzestrzeniać się nabór wolontariuszy do schronisk o NIEOGRANICZONYM wieku. Każdy powinien mieć szansę zostać nim, bez względu na wiek, ponieważ każdy potrafi pomagać i nie powinno być do tego zastrzeżeń wiekowych. Zbiórki karm w szkole - bardzo dobry pomysł. Dwa lata temu na zbiórkę karmy do schroniska dałam powyżej 22 kg. karmy z czego bardzo się cieszę, że mogłam pomóc tym zwierzętom w okresie zimy. Staram się systematycznie, co kilka miesięcy indywidualnie zawozić karmę do schroniska, by wspomóc dzięki temu zwierzęta, bo one tego potrzebują. Nawet dzieci, w wieku już 6 lat, zaczynają rozumieć, co to miłość, a także pomoc zwierzętom, chcą ją dawać innym zwierzętom, ale nie wiedzą jak. Jeżeli nie mogą wziąść do domu psa, to nie znaczy, że nie mogą pomóc, choć bardzo chcą. Powinny być wolontariaty, które z chęcią przyjmą takie dzieci przy pomocy. Nie tylko osoby pełnoletnie mogą być wolontariuszami, ale wolonntariuszem może być każdy, nawet dwunastolatka, dwudziesto-siedmio latka. Każdy. Jeżeli każde schronisko stworzy nabór do wolontariuszy w dowolnym wieku, będzie nas coraz więcej, z czego więcej zwierząt będzie obdarzanych miłością. Trzeba tylko obdarzyć pomocą, wspomóc wszystkie schroniska najlepiej jak się potrafi. Każdy z nas może zostać wolontariuszem, ale tylko i wyłącznie jeśli tego chce. Tak, więc zachęcam wszystkich do pomocy w różnorodnych akcjach na rzecz schronisk. Dzięki temu możemy uszczęśliwić każdego psiaka po przejściach, który kiedyś zaznał szczęście, ale je stracił. Tak, więc apeluję : 'POMAGAJMY W SCHRONISKACH, JEŚLI TYLKO MOŻEMY, ZA TO ZWIERZAKI NAM SIĘ ODPŁACĄ SWOJĄ ODWZAJEMNIONĄ MIŁOŚCIĄ, KTÓRA JEST NAJWAŻNIEJSZA'.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Queen_Kama 05:07 | 01-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Bardzo ciekawy artykuł. Już od kilku lat chciałabym być wolontariuszką, ale niestety nie mogę nią być ze względu swojego wieku, a konkretnie 12 lat. Myślę, że w każdym schronisku, powinna być możliwość, by każdy, bez ograniczenia wieku mógl pomagać. Im będzie nas więcej, tym lepiej. Również małe dzieci mogą pomóc, nie tylko Ci dorośli i starsi, gdyż każdy ma prawo i szansę do pomocy. Gdyby ten pomysł był wykonalny, coraz więcej rodziłoby się ludzi o wielkich sercach, którzy chcą pomóc. Wolontariusze są potrzebni, gdyż pomogą zwierzętom, a szczególnie psom po przejściach, co powoduje skryty uśmiech na pyszczku. Niech nie będzie ograniczeń, bo każdy może pomóc! Bardzo dobreze, iż w szkołach jest akcja o zbiorach karm dla zwierząt, gdyż w okresie zimy, karma jest najbardziej potrzebna. Ci, którzy przyłączają się do akcji mają dobre serce, gdyż potrafią pomóc... Potrafią pomóc, jak większość z nas, ale niestety nie wszyscy.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Jo-jo93 04:11 | 01-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Mieszkam w małym miescie. Niedawno dowiedziałam się z gazety, że w moim mieście otworzono schronisko dla psów. Z przyjemnością czytałam dzisiaj ten reportarz w PP, dowiedziałam się z niego paru rzeczy które mnie interesowały. Wracając do schroniska, jeśli mogę, to staram się tam zawozić pieskom jedzenie, najczęściej suchą karmę. Ze sobą wiozę także trochę miłości dla tych piesków, które czekaja na właściciela. Saszka, Staruszek, Bombka czy Puszek to jedne z psów które z ulicy trafiły do tego miejsca, gdzie mają teraz codzinnie jedzenie, wodę i ciepły kąt do spania. NIe musza marznąć na ulicy, szukać po śmietnikach jedzenia, nie boją się że ktoś im zrobi krzywdę, że ktoś je okaleczy. Misia jest najbardziej poszkodowana. Przybyła do schroniska majac wrośnięty w kark łańcuch, który operacyjnie usunięto. Pozostał jednak u niej strach do ludzi.Nie chce podejść nawet wtedy, kiedy ma się w ręce smakołyk. Dla mnie to straszne, że ludzie tak traktują zwierzęta. Że zadają im ból, cierpienie. Bo przecież co nam te psiaki zrobiły? Nic. Są ładne, niektóre ufne i pełne miłości, inne boją się i są niepewne. Ale wystarczy dobre serce i chęć zmienienia tego. Wtedy kiedy mam czas staram się do nich iść, pobawić się z nimi, pogłaskać. Całe dotychczasowe życie spędziły tułając się po ulicy, teraz siedzą w schroniksu. Niedawno dowiedziałam się że siostra mojego ośmio-miesięcznego psa została oddana do schroniska w sąsiedniej miejscowości. Widocznie podrosła i sprzykrzyła się właśccielom, którzy potraktowali ją po prostu jak zabawkę. Chciałabym ją przygranąć, ale niestety rodzice nie zgadzają się na drugiego psa w domu. Mam w planach zbiórkę pieniędzy i darów w szkole na rzecz schronska, mam nadzieję że to coś da. Pozdrawiam.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Jo-jo93 04:10 | 01-03-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Mieszkam w małym miescie. Niedawno dowiedziałam się z gazety, że w moim mieście otworzono schronisko dla psów. Z przyjemnością czytałam dzisiaj ten reportarz w PP, dowiedziałam się z niego paru rzeczy które mnie interesowały. Wracając do schroniska, jeśli mogę, to staram się tam zawozić pieskom jedzenie, najczęściej suchą karmę. Ze sobą wiozę także trochę miłości dla tych piesków, które czekaja na właściciela. Saszka, Staruszek, Bombka czy Puszek to jedne z psów które z ulicy trafiły do tego miejsca, gdzie mają teraz codzinnie jedzenie, wodę i ciepły kąt do spania. NIe musza marznąć na ulicy, szukać po śmietnikach jedzenia, nie boją się że ktoś im zrobi krzywdę, że ktoś je okaleczy. Misia jest najbardziej poszkodowana. Przybyła do schroniska majac wrośnięty w kark łańcuch, który operacyjnie usunięto. Pozostał jednak u niej strach do ludzi.Nie chce podejść nawet wtedy, kiedy ma się w ręce smakołyk. Dla mnie to straszne, że ludzie tak traktują zwierzęta. Że zadają im ból, cierpienie. Bo przecież co nam te psiaki zrobiły? Nic. Są ładne, niektóre ufne i pełne miłości, inne boją się i są niepewne. Ale wystarczy dobre serce i chęć zmienienia tego. Wtedy kiedy mam czas staram się do nich iść, pobawić się z nimi, pogłaskać. Całe dotychczasowe życie spędziły tułając się po ulicy, teraz siedzą w schroniksu. Niedawno dowiedziałam się że siostra mojego ośmio-miesięcznego psa została oddana do schroniska w sąsiedniej miejscowości. Widocznie podrosła i sprzykrzyła się właśccielom, którzy potraktowali ją po prostu jak zabawkę. Chciałabym ją przygranąć, ale niestety rodzice nie zgadzają się na drugiego psa w domu. Mam w planach zbiórkę pieniędzy i darów w szkole na rzecz schronska, mam nadzieję że to coś da. Pozdrawiam.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Weronika 07:01 | 26-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Niestety nie udało mi się zostać wolontariuszem (praca, uczelnia) ale przecież pomagać można na tyle sposobów: zawożąc koce i kołdry do schroniska, które są tak bardzo potrzebne w zimie, dokarmiając koty ze swojej okolicy, zauważać i zwracać uwagę na błąkające się zwierzęta i wzywając interwencję ze schroniska- porzucone, zagubione zdezorientowane zwierzęta często ulegają wypadkom telekomunikacyjnym, w których zostają okaleczone lub giną. Taki telefon może im ocalić życie bo jeśli pies faktycznie tylko się zgubił jego pan może go odnaleźć w schronisku, jeśli został porzucony tym bardziej powinien tam się znaleźć. Oczywiście nie namawiam do takich telefonów przy okazji spotkania z każdym biegającym psem- czasami właściciele wypuszczają soje pupile, które wracają do domu- łatwo poznać czy pies jest z okolicy i biega np za suczkami czy porzucony i zdezorientowany błąka się zaczepiając przechodniów- wystarczy tylko na chwile przystanąć, zwolnić i pochylić się nad tymi, którzy tak bardzo nam ufają i powierzają swój los w nasze ręce
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Weronika 06:59 | 26-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Niestety nie udało mi się zostać wolontariuszem (praca, uczelnia) ale przecież pomagać można na tyle sposobów: zawożąc koce i kołdry do schroniska, które są tak bardzo potrzebne w zimie, dokarmiając koty ze swojej okolicy, zauważać i zwracać uwagę na błąkające się zwierzęta i wzywając interwencję ze schroniska- porzucone, zagubione zdezorientowane zwierzęta często ulegają wypadkom telekomunikacyjnym, w których zostają okaleczone lub giną. Taki telefon może im ocalić życie bo jeśli pies faktycznie tylko się zgubił jego pan może go odnaleźć w schronisku, jeśli został porzucony tym bardziej powinien tam się znaleźć. Oczywiście nie namawiam do takich telefonów przy okazji spotkania z każdym biegającym psem- czasami właściciele wypuszczają soje pupile, które wracają do domu- łatwo poznać czy pies jest z okolicy i biega np za suczkami czy porzucony i zdezorientowany błąka się zaczepiając przechodniów- wystarczy tylko na chwile przystanąć, zwolnić i pochylić się nad tymi, którzy tak bardzo nam ufają i powierzają swój los w swoje ręce
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
taurusia 04:22 | 22-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wiem ile dla psa znaczy dobre serce człowieka... Niemal od zawsze pomagam psom. Nie, nie jestem wolontariuszką w schronisku, gdyż najbliższe mojej miejscowości schronisko oddalone jest o 80-100km. Moja pomoc zwierzętom polega na dokarmianiu psów i kotów bezdomnych w mojej okolicy. Nie jednemu takiemu pieskowi znalazłam już dom, nie jednego wyleczyłam, wspieram na tyle ile moge przeróżne fundacje i akcje, które niosą pomoc pieskom. Mam teraz w domu suczkę podhalankę, którą wyrwałam z rąk nieodpowiedzialnych ludzi, jest bardzo chora, ale cały czas walczę o jej zdrowie. Sunia napewno zostanie ze mną do końca swoich dni, czyli napewno jeszcze wiele, wiele lat. Cieszy mnie fakt, że jest tyle dobrych ludzi, którzy bezinteresownie pomagają psom. Każda, nawet najmniejsza pomoc jest ważna. Niestety cały czas DOBRO walczy ze ZŁEM, co wiąże się z mnóstwem nieodpowiedzialnych osób, które krzywdzą zwierzęta. Tyle jest okrucieństw, o których często sie słyszy, tyle krzywdy... Niestety MY, dobrzy ludzie nie jesteśmy w stanie zbawić świata i zapobiec wszystkim nieszczęściom, ale musimy budować "społeczeństwo" tych lepszych, bo nie sztuką jest oddać psa do schroniska, gdy ten z małej puchatej kuleczki zmieni się w wielkiego psa, który sprawia problemy. Wszystkim wolontariuszom i osobom, które nie pracują w schroniskach, ale w jakikolwiek sposób pomagają zwierzętom życzę siły, zdrowia i wytrwałości w tym co robią.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
saddog 07:51 | 20-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Marzę od dawna by zostać wolontariuszką w schronisku , lecz mój wiek nie pozwala . Muszę poczekać jeszcze rok.Ponieważ w moim schronisku wolontariuszem można zostać od lat 16 . Podziwiam wszystkich tych , którzy oddają swe serca psom. Pomagają tym bezbromnym , porzuconym, często skrzywdzonym przez ludzką rękę istotą. Nadają im nowy sens życia. Kilka dni temu uświadomiłam sobie co chcę robić w żuciu poprzez jedno zdarzenie : Myślałam iż takie sytuacje mogę znać z cudzych opoiwadań czy scen z filmów. Była godzina 12:40. W końcu opuściłam gmach ponurego gimnazjum. Gdy czekałam na przystanku autobusowym , moją uwagę przykuł wątły cień psa. Jakiś 100 m dalej tuż koło dość ruchliwej jezdni rysowała się sylwetka zwierzęcia. Gdy byłam kilka metrów od niego usłyszałam prznikliwy pisk , w jego ciało uderzyła zbita śnieżka ulepiona przez uczniowskie ręce. Istota najwyraźniej była w szoku, młodzi chłopcy zaś obsypywali go śniegiem. Trząsł się niczym kruche gałęzie , które nsiosą zimne podmuchy wiatru. Tylnią łapę miał nieco podukaloną pod sobą. Martyna - jasnowłosa drobna osóbka zarzaem moja koleżanka przytargała z domu kwiecisty materiał. Także dwie inne moje koleżanki przybyły mi z pomocą. Mały czarny kundelek był zaś nieobecny , wodził wzrokiem po śniegu i sylwetkach ludzkich, miałam wrażenie jak gdybybył cząsteczkami powietrza , które wdychamy , dla mijających go ludzi on nie istniał. Wiedziałyśmy iż nie możemy go tam zostawić . Mi niekontrolownaie spłynęły łzy po polikach. Po kilku godzinach wyczekiwania pracownik schroniska przyjechał zabierając go pod swoje skrzydła. Prawdopodobnie był potrącony przez samochód ,,był,, to dobre określenie. Podwóch dniach od zdarzenia moja mama zadzwoniała do lecznicy do której rzekomo został przywieziony. Miałyśmy go zamaiar odwiedzić i podarować mu nową obróżkę. Lecz weterynarz oznajmił iż odszedł na wskutek odniesionych krwotoków wewnętrznych , był w krytycznym stanie. Gdy usłyszałam tę wiadomosć uświadomiłam sobie jacy są ludzie. Jedyna myśl która mnie uspokoja to ta iż nie czuje bólu , lęku czy starchu przed ludźmi , nie bedzie przeżywał kolejnych rozczarowań. Na szczęście istnieją tacy ludzie , którym los zwierząt nie jest obojętnym, pomagają tym zapomnianym psom odnaleźć siebie. Chwła niech sławi takim ludziom :) Oni nie potrzebują zapałaty za swoje czyny , jedynie co chcą zobaczyć to mardanie psiego ogona i śmiejące się psie oczy . Rzeczywiście trzeba to znosić, ten widok w jakich są trzymane te psy, i rzeczywiście dla niektórych : praca za darmo może wydawać się niepoważna . Ale nie dla nas , miłośników psów !!! :)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Sabinka 04:15 | 20-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Pomaganie psom to wielka i wspaniała rzecz.Pamiętam swój przyjazd do schroniska dla psów.Było tam mnóstwo szczekających psów,lecz wiedziałam,że to z powodu zadanego im przez człowieka bólu i cierpienia.Wtedy właśnie pierwszy raz pomogłam psom,podobnie jak połowa mojej klasy.Zanieśliśmy im kaszę,dużo kaszy,którą włożyliśmy do kosza na jedzenie w schronisku.Wiedziałam,że po naszym wyjściu pracujące w schronisku kobiety nasypią kaszy do misek i dadzą psom tyle,ile się da.Potem po kilka osób z jedną panią szły po schronisku,przyglądając się siedzącym w boksach psom.Pamiętam ich oczy,jeden pies nawet z głodu trzymał cegłę w pysku.Gdy wyszliśmy z schroniska postanowiłam zostać wolontariuszką.I nią zostanę.Ale cieszę się,że nawet małe dzieci chcą być wolontariuszami i wiem dlaczego.Po prostu nie mogą patrzeć na cierpienie zwierząt i stawiają sobie cel pomocy im.Bo każda nasza pomoc może uratować zwierzęta,nawet najdrobniejsza.Bo zaledwie jedna paczka lub puszka karmy pomoże głodnemu psu,1% przekazany przez kilkanaście osób może zmienić los skazanego na śmierć przez obojętność psa,starania organizacji broniących praw zwierząt mogą rozbić niejedną pseudohodowlę.Dlatego wiele organizacji składających się z wolontariuszy zwierząt musi się cieszyć z powodu wciąż rosnącej liczby wolontariuszy.Bo każdy miłośnik zwierząt cieszy się,kiedy starania wolontariuszy nie wychodzą na marne.Bo bycie wolontariuszem może wydaje się głupie,ale nie dla miłośników zwierząt.Ani dla mnie.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Ineeeczka 03:20 | 20-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Co prawda aktualnie nie jestem wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, ale kiedyś ten temat nie był mi obcy.
Wolontariusze których zdążyłam poznać to wspanili ludzie z wielkim sercem, prawdziwy skarb.
Jednak większość ludzi to osoby dorosłe, chociaż znalazłoby się kilka niepełnoletnich wolontariuszy.
Największą przeszkodą dla małoletnich ochotników są rodzice, którzy boją się o swoje pociechy, wystarczy spojrzeć na poniższe wypowiedzi, większość userów bardzo chciałoby pracować jako wolontariusz, jednak mama/tata zabrania, cóż - bywa. Smutne i chore psy to przygnębiający widok dla młodej psychiki.
Jednak zastanawiam się także, czy 3/4 małoletnich ochotników nie zrezygnowałoby już po tygodniu, praca w schronisku jest bardzo ciężka, mało który 11/12/13/14 latek sobie poradzi (oczywiście są wyjątki)
Drugą dosyć ważną przeszkodą są schroniska, które nie przyjmują osób poniżej 16 roku życia (nierzadko granicą jest 18 rż)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
rudesmenka 09:33 | 19-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Nie mogę być wolontariuszką. Mama mi nie pozwala. Uważa, że przyniosę ze schroniska jakieś choroby. Nie przekonują jej żadne argumenty. Masz swojego psa to się nim zajmuj-mówi. Mam mnóstwo wolnego czasu i jestem gotowa do pracy w schronisku. Wiem, że to nie będą tylko piękne spacery brzegiem rzeki lecz przede wszystkim sprzątanie i karmienie. Wiem jakie to trudne patrzeć w smutne oczy psów i mało humanitarne warunki, w których żyją. Jednak mimo wszystko pragnę stawać wieczorem przed lustrem i myśleć: Dziś zrobiłam coś dla świata! Coś dobrego i wartościowego!
Ludzie mówią wiele o dobrych czynach jednak ich wykonanie zostawiają komuś innemu. Stokroć lepiej śni się ze świadomością, że poprzedni dzień nie był tylko cieniem i zarysem szlachetnego czynu.
Wolontariat w schronisku dla bezdomnych zwierząt to rzecz trudna i bohaterska. Nie łatwo jest wejść pośród te biedne zaniedbane istotki i uśmiechać się. Gdy wtedy do oczy nabiegają łzy i w sercu czuć rozżalenie trzeba tą łzę powstrzymać.
- Dzisiaj będzie dla was, psiaki, lepszy dzień. Aż w końcu będzie tak dobry, że nie będzie mógł być lepszy.
Może będą wtedy już za Tęczowym Mostem? Ale może tym lepiej. Niech będą tam, gdzie są szczęśliwe.
Chciałabym, aby wszyscy wolontariusze, którzy przeczytali ten artykuł wiedzieli, że wspieram ich i bardzo chciałabym poszerzyć ich kręgi, lecz nie mogę. Podziwiam Was. Jesteście wspaniali. Zbudujmy prawdziwą Polskę. Wrażliwą, dzielną- jak te psiaki, którym nie chcemy pomagać.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Nicka 08:39 | 18-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Od dawna i z wielką niecierpliwością czekałam na ten artykuł. Pochłonęłam go w całości. Bardzo chcę zostać wolontariuszką. Już nawet w tej sprawie dzwoniłam do pobliskiego schroniska, ale nie "przywitano" mnie tam zbyt grzecznie. Kiedy powiedziałam w jakiej sprawie dzwonię, ktoś powiedział mi, że "oni jeszcze nie wiedzą, ale raczej będę musiała jeszcze trochę poczekać, bo na razie jestem trochę za mała". Trochę zirytowała mnie ta odpowiedź. Ostatnio nawet w lokalnej telewizji narzekali, że nie ma tam młodzieży do np. głaskania kotków, bo one potrzebują miłości człowieka. Ale nie zamierzam się tak łatwo zniechęcać. Chyba w najbliższym czasie odwiedzę schronisko, popytam. Może w końcu się zgodzą. Parę dni temu przeglądałam mój stary numer MP. Wolontariuszka mówiła tam, że w schronisku nie można nie znaleźć psa, chyba że się szuka husky z niebieskimi oczami. A ostatnio przeglądałam stronę tego pobliskiego schroniska. No i jest. Rodowodowy husky. Z niebieskimi oczami. Głupota ludzka nie zna granic. Biorą psa, a potem krzywdzą go i oddają do schronu. To straszne. Więc apeluję: dobrze przemyślcie decyzję kupna lub adopcji psa! I pomyślcie trochę, zanim oddając go do schroniska, złamiecie mu serce i zniszczycie życie!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Rozalia 07:21 | 18-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Straszny jest los schroniskowych psów.Schroniska są przepełnione tymi bezbronnymi,jakże nieszczęśliwymi,istotami,które są w stanie pokochać każdego,kto da im dach nad głową.Wszystko to,w większości przypadków,przez nieodpowiedzialnych właścicieli,którzy,znudzeni swoimi pupilami,nie mieli zamiaru dalej poświęcać im czasu.Są jednak,na szczęście,dobrzy ludzie,mający dobre intencje,chęć niesienia pomocy porzuconym,niechcianym psom,bezinteresownie poświęcający im swój czas,będący też odpowiedzialni,jednym słowem-wolontariusze.To oni zajmują się tymi zwierzętami,dbają o nie,zabierają na spacery.Swoją pomocą pokazują tym nieszczęśliwym zwierzętom,że ludzie wcale nie muszą być źli.Jest to niezwykle szlachetny czyn.Uważam,że ludzie będący wolontariuszami mogą być z siebie dumni.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Zwierzara 08:03 | 17-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ja bardzo chciałabym być wolontariuszką w schronisku. Niestety, mam dopiero 10 lat, a wolotariuszem można być od 16. Często sobie myślę jednak, że jestem zbyt miękka. Płaczę, kiedy oglądam filmy i zdjęcia ze schroniska, a co dopiero na żywo... tyle psich mordek wpatrzonych w kraty z nadzieją znalezienia nowego domu... Najbardziej boli mnie to, że niektóre z nich muszą czekać prawie całe swoje życie... Kundelki schroniskowe przygarniają tylko ludzie o dobrym sercu, bowiem większość woli tylko rasowce. Cieszę się, że tyle jest ludzi, którym nie są obojętne losy schroniskowych psiaków. Bardzo, bardzo z całego serca dziękuję w imieniu psiaków takim ludziom i cieszę się, że tyle potraficie zrobić dla tych biednych, schroniskowych psiaków.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
psiarz 02:57 | 17-02-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
u mnie w mieście jest małe schronisko dla psów,może 12 psich sierot...tam aż się proszą,by przyjść i pomóc. jest ono w odludnym miejscu,więc nikt tam nie chodzi,bo nie wie,że coś takiego tam jest. wszyscy myślą,że ''tam się wywozi śmieci i nic więcej''.jednak kilku wolontariuszy tam jest,więc da radę się utrzymać.ostatnio,dzięki pomocy ludzi,udało się odnowić stare,brudne i brzydkie budy. także zamierzam zostać wolontariuszką w tym schronisku,bo przecież liczy się każdy człowiek. my potrzebujemy psów,a one potrzebują nas! pieski są tam zadbane i czyste,a to dzięki wolontariuszom!dobry człowiek kocha nie tylko ludzi,ale i zwierzęta!widząc szczęśliwego psa,człowiek jest szczęśliwy!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |