reklama

reklama

reklama

reklama

    Aktualności
Chrumkać czy szczekać?


Pisaliśmy już o psach, które zaprzyjaźniły się z dzikami lub świnkami. Tym razem przedstawiamy prosiaka, który myśli, że jest psem. Tylko w towarzystwie szczekających przyjaciół czuje się dobrze i beztrosko.

Wilbur, bo takie imię nosi świnka, przebywa obecnie w schronisku dla bezdomnych zwierząt w Sydney w Australii. Został oddany przez swoich właścicieli, gdyż okazał się być dla nich zbyt hałaśliwy. Bez problemu zaaklimatyzował się wśród psów i w tej chwili potrafi spędzać z nimi każdą chwilę.

Pracownicy schroniska twierdzą, że Wilbur przejął wiele nawyków od swoich szczekających kompanów. Jego inteligencja porównywana jest do inteligencji najmądrzejszych psów. W ciągu dwóch tygodni nauczył się komend „siad” i „leżeć”, swoje potrzeby załatwia tylko na dworze i bez problemu korzysta ze specjalnego otworu w drzwiach, wykonanego dla szczeniąt, aby wychodzić z pomieszczenia, w którym mieszka. Prosiak nauczył się już także chodzić na smyczy.

Jak długo potrwa ta przyjaźń – nie wiadomo. Jest to zależne przede wszystkim od osoby, która adoptuje Wilbura – czy będzie świnkę hodowała razem z psami? Z pewnością byłoby to bardzo wskazane w obecnej sytuacji.

AC



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~Pazurek85 08:46 | 02-09-2010   Odpowiedz
 

w ośrodku szkolenia psów gdzie chodziłam z Exem mają świnkę wietnamską która zaprzyjaźniła się z tamtejszymi psami i chodzi na smyczy :)


 
 
    jaina 03:52 | 30-08-2010   Odpowiedz
 

Śliczna! Mam Nadzieję, że znajdzie dom, w którym zamieszka razem z pieskiem.


 
 
         lilusia 07:16 | 31-08-2010   Odpowiedz
 

biedna ninka


 
 
         lilusia 07:16 | 31-08-2010   Odpowiedz
 

biedna ninka


 
 
    ~Psiara 005 01:41 | 28-08-2010   Odpowiedz
 

Fajnie by było gdyby mały Wilbur nadal wychowywał się z psami. Oby tylko inne psy go zaakceptowały. :) Myślę, że Wilbura można nauczyć mnóstwa innych rzeczy skoro już nauczył się jednych z tych podstawowych komend. Życzę mu dalszej przyjaźni z psiakami. :)


 
 
    ~PsiaMądROŚĆ 09:06 | 27-08-2010   Odpowiedz
 

Wg mnie ta przyjaźń jest niedobra. Zwinny, piekny, żywy border collie i tłusta, nie lubiąca ruchu, krótkożyjąca świnia..... żallll....


 
 
         ~Louisa7 12:22 | 28-08-2010   Odpowiedz
 

To ładna przyjażń a żal to mam do tych którzy tego nie rozumieją...


 
 
    ~I love SGOD!!! 04:30 | 27-08-2010   Odpowiedz
 

Świetnie,że ma przyjaciół,bo w schronisku zwierzęta normalnie cierpią dlatego świnka jest wyjątkiem.Ale właściciele powinni być świadomi kupując świnkę,że będzie się tak głośno zachowywać,a nie kupować i oddawać do schroniska.


 
 
    ~Liliana 03:40 | 27-08-2010   Odpowiedz
 

Tragiczna Historia Ninki. Przedstawiamy wszystkim tę historię ku przestrodze i rozważeniu we własnym sercu tego co jesteśmy winni bezbronnym istotom. Malutka staruszka Ninka zamordowana w 36 godzin od adopcji ! Taki tekst miał się ukazać na naszej stronie internetowej po adopcji naszej ukochanej fundacyjnej suczki Ninki. Jednak nawet nie zdążyliśmy go umieścić, Ninka została bestialsko zlikwidowana przez osobę, która ją adoptowała. Przeczytajcie ten tekst i roześlijcie do wszystkich schronisk, stowarzyszeń, fundacji. Wszystkich, którzy prywatnie zajmują się wydawaniem do adopcji zwierząt. Wszystkich zaprzyjaźnionych lecznic – niech powieszą ten tekst w poczekalni. Jeśli zadzwoni do was „cudowna pani Ela”, bibliotekarka z Krakowa, Wy też dacie się nabrać i wyślecie psa do piekła: Pewnego dnia trafiła do naszej fundacji malutka, wychudzona, niemłoda już psinka, która natychmiast została Ninką. Trafiła do nas z ulicy, na której stała przez parę godzin i rozpaczliwie płakała. Nie ruszała się z miejsca, jakby nie tracąc nadziei, że jej pan jednak po nią wróci. Tak się jednak nie stało. Jednak jej skowyt poruszył kogoś na tyle, że nie przeszedł obojętnie i tak w naszej fundacji pojawiła się Ninka. Ninka natychmiast pokochała mojego męża: spała wtulona pod swetrem w jego plecy, wchodziła po nim jak kot, byle tylko ją wziął na ręce a jak nie zwracał na nią uwagi, to oczywiście płakała tak długo, aż ją w końcu jednak wziął. Ninka okazała się być psiakiem zupełnie niekłopotliwym, jednak ze względu na to, że jest malutka cały czas drżeliśmy, żeby inne, większe psy nie zrobiły jej krzywdy. I nagle dwa dni temu zdarzył się cud: zadzwoniła przemiła pani z Krakowa z informacją, że zamierza adoptować Ninkę. A ja upadłam ze szczęścia, zwłaszcza, że poprzedniego pieska pani adoptowała ze schroniska w Pabianicach a miał on wówczas 11 lat. Piesek, a właściwie suczka przeżyła w swoim nowym domu jeszcze cudowne 2,5 roku a pani po jej śmierci postanowiła przygarnąć kolejną nie najmłodszą sierotkę! Oczywiście aż się poryczałam. Pani Elżbieto! Przywraca mi Pani wiarę w człowieka. Bardzo Pani i Pani Mamie za to dziękuję. I oczywiście za cudny dom dla Ninki. Okazuje się, że adoptowany piesek nie musi być Yorkiem, nie musi być słodkim szczeniakiem, nie musi mieć maksymalnie rok, aby wart był miłości i zainteresowania. Może natomiast być dziesięcioletnią Ninką, zupełnie nierasową. Jestem za to zupełnie spokojna, że tej decyzji nikt nie będzie żałował, bo Ninka swoim przywiązaniem, przytulaniem i wiernością zrównoważy brak rodowodu! A jak mi ktoś jeszcz,e choć raz powie, że starszy pies się nie przyzwyczai, to chyba nigdy nie przestanę się śmiać: Ninka dwie godziny po przyjeździe do nowego domu na zmianę wylegiwała się z jedną swoją panią w łóżku a następnie natychmiast przesiadała się na kolana drugiej pani. Jeszcze raz wielkie ukłony dla nowych właścicieli Ninki. Taki tekst napisałam po pierwszej rozmowie z nową właścicielką Ninki, kilka godzin po tym, jak wolontariusz naszej fundacji zawiózł Ninkę do Krakowa. Gdybym wówczas wiedziała, jak bardzo się myliłam! Chciałam zadzwonić do nowych właścicieli już w czwartek, ale pomyślałam, że poczekam kilka dni, żeby nie pomyśleli, że będę ich tak nękać telefonami i zadzwoniłam w sobotę rano, zupełnie spokojnie, ot tak dowiedzieć się, jak tam nasza mała dziewczynka się sprawuje po tych pierwszych kilku dniach. I po pierwszych zdaniach „cudownej pani Eli” chciałam umrzeć: „Ninka była bardzo chora, musieliśmy ją uśpić”. A ja nie rozumiałam, co ona do mnie mówi. Przecież byłam z Ninką jeszcze w dzień wyjazdu u lekarza, w przeddzień miała zrobione wszystkie badania krwi, a pani doktor zażartowała, że chciałaby mieć takie wyniki, jak ona! Jeszcze myślałam, że może był to wypadek, Ninka im się wyrwała, wpadła pod samochód, choć przecież chodziła jak trusieczka przy nodze i reagowała na każdy najmniejszy gest przywołania. Ale nie. Okazało się, że „cudowna pani Ela” uśpiła ją, bo „pani doktor podejrzewała niewydolność nerek”. Dziwne jest tylko to, że „cudowna pani Ela” nie zgłosiła się na powtórzenie badań, które zresztą były zupełnie w normie, tylko jak się później okazało, pani doktor nie spojrzała na jednostki i źle je zinterpretowała a natychmiast skierowała się do najgorszej w mieście lecznicy, słynącej z tego, że usypia zwierzęta „na życzenie klienta” i tam zamordowała naszą Ninkę. Niestety jedynym wytłumaczeniem, jakie nam się nasuwa jest to, że nasza Ninka się „cudownej pani Eli” nie spodobała i w tej sposób się jej najszybciej, jak to możliwe pozbyła. A przecież doskonale wiedziała, że przyjechalibyśmy po Ninkę natychmiast, gdyby tylko zadzwoniła. Mogła ją oddać do schroniska, mogła ją w końcu wyrzucić na ulicę – wszystko byłoby lepsze od tego, co zrobiła, bo tego już odwrócić się nie da. Niestety po fakcie okazało się, że Ninka była kolejnym zamordowanym przez nią psiakiem. My wiemy o następujących zwierzakach: sunia wzięta w listopadzie 2005 roku ze schroniska w Krakowie (według „cudownej pani Eli miała guza mózgu i musiała być przez nią uśpiona), kolejna sunia wpadła jej pod samochód, kolejna „zasnęła”, następna była ta szczęściara, która przeżyła u niej ponad dwa lata – podobno ze schroniska w Pabianicach ale też nie wiemy, jaki był jej koniec, podobna, podobno, podobno … Ile jeszcze psów „musiała uśpić cudowna pani Ela”? Może ktoś skojarzy fakty i zorientuje się, że też wysłał do tego piekła psa, który miał trafić do raju.. Każdą taką osobę prosimy o kontakt – ten potwór musi ponieść odpowiedzialność. Dziś rozmawiałam z niekończącą się ilością osób. Każda z nich twierdziła, że miała z nią kontakt. Tylko jedna sunieczka uszła z tego z życiem, chyba jedynie, dlatego, że osoba wydająca psa mieszkała bardzo blisko „cudownej pani Eli” i ta zorientowała się, że gdyby i ten pies zniknął, to sprawa by się bardzo szybko wydała i samo zwróciła psa. I niestety na to miejsce pojechała nasza Ninka. Do tej pory przeklinam ten moment, kiedy odebrałam od niej telefon. A tak się wówczas ucieszyłam: przecież tak rzadki, ktoś chce adoptować starszego psa. Przecież nie chcieliśmy się Ninki pozbyć, przecież była najcudowniejszym z naszych psiaków, przecież szaleliśmy z radości, że będzie tam miała lepiej, niż u nas… Gdyby tak można było cofnąć czas… Tak bardzo Cię przepraszam Ninko! Przecież tak nam ufałaś. Tak radośnie podskakiwałaś poszczekując, kiedy biegłyśmy na dworzec, żeby zdążyć na ten przeklęty pociąg do Krakowa! Pewnie myślałaś, że to nasz najpiękniejszy spacer… Tak rzadko mamy czas, żeby wyjść z naszymi psami poza nasz teren… A później nagle znalazłaś się w obcych ramionach, w pociągu, w obcym sobie otoczeniu. Podobno cała drogę płakałaś. Może coś przeczuwałaś? Ale przecież nikt nie słucha takiego małego, starego psiaka. My wiedzieliśmy lepiej… Było nam przykro, ale myśleliśmy, że to tylko moment, trochę potęsknisz a później już będziesz szczęśliwa, szczęśliwsza niż u nas… Nie mogę znieść myśli, że Ninka tak bardzo bojąca się obcego otoczenia, tak bardzo bojąca się wszystkich zabiegów w lecznicy przeżyła najkoszmarniejsze 36 godzin swojego życia zupełnie nie rozumiejąc, co się wokół niej dzieje, a później w samotności, w najgorszej lecznicy, została po prostu uśmiercona. Jak bardzo musiała się wyrywać, walczyć o życie? A nas przy niej nie było. To boli jeszcze bardziej, niż to, że ktoś tak po prostu pozbył się niechcianego psa, psa, którego myśmy kochali. Psa, którego oddaliśmy chcąc poprawić jego los. Psa, którego ktoś pozbył się, jak nieudanych zakupów. Przecież wystarczyłby tylko jeden telefon a przyjechalibyśmy po Ninkę, szczęśliwi, że ją odzyskaliśmy. Nic, co teraz zrobimy, nie wróci życia Nince, choć przecież oddalibyśmy wszystko, by tak się stało. Nic nie spowoduje, że nasze poczucie winy będzie mniejsze, choć przecież zrobiliśmy wszystko, by Ninka była szczęśliwa. Ale możemy przynajmniej sprawić, że może kolejny pies nie trafi do tego piekła. Dlatego prosimy: roześlijcie historię Ninki, wszędzie, gdzie tylko możecie, zakładajcie wątki, piszcie o tym i ostrzegajcie wszystkich. Tam już nie może trafić żaden pies. A wiemy, że „cudowna pani Ela” będzie szukała psa po całej Polsce, bo w Krakowie już psa nie dostanie nigdy. A każdy, do kogo zadzwoni znowu da się nabrać na cudowną opowieść o tym, „jak bardzo chciałaby dać, choć na krótko dom jakiejś suni staruszce, żeby nie umarła ona w schroniskowym boksie” Za to możemy być pewni, że umrze bardzo szybko w swoim nowym domu a pretekstem może być wszystko: że nasiusia, że popiszczy, że się nie spodoba. A „cudowna pani Ela” szybko wyda i wykona wyrok. Jak na naszej Nince. Uwierzcie mi, że każdy z Was oddałby tam zwierzaka: czyściutki, przyzwoity dom, stateczna, „przemiła” pani Ela bibliotekarka, do tego starsza mamusia, stale przebywająca w domu z pieskiem i córka. Trzy przemiłe, wymarzone opiekunki. Trzy potwory… FUNDACJA AZYL udostępniła tekst jak równiez podzieliła się ze wszystkimi tym co spotkało Ninkę.


 
 
    ~papi980 10:16 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

słodkie. mam nadzieje że znajdzie dom z kochającymi ludzmi i psami


 
 
    paulinka1997 10:10 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

śliczny ten prosiaczek :D ciekawa przyjaźń muszę przyznać xD


 
 
    ~Wielka Miłośniczka Psów(najbardziej kundelków labladorków,goldneków wilczurków i wielu innych piesków):):D;P 07:45 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

Hehe :)


 
 
    ~Psiarka 06:08 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

SWEET :*


 
 
    ~Hania:) 04:31 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

Sama chętnie bym adoptowała


 
 
    ~Hania:) 04:19 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

Sama chętnie bym adoptowała


 
 
    przemo1999 04:05 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

Lubię świnki ;D


 
 
    ~psiara11 02:50 | 26-08-2010   Odpowiedz
 

Dobrze ze Wilbul żyje w zgodzie z psami bo niema tam raczej innych świnek.







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl