poniedziałek, 24 lipca 2017

Burzliwa przeszłość Sandry

18 kwietnia 2017 08:40 2 komentarzy

kisiel - sandraPies ze schroniska. Burzliwa przeszłość Sandry

Od niej zaczęła się moja przygoda z behawiorystyką. Sandra uczyła mnie rozmawiać z psami i rozumieć je. To wobec niej popełniłem wiele błędów wychowawczych, z których zdałem sobie sprawę dopiero jako doświadczony trener. Dzięki niej zrozumiałem, że zachowanie psa można zmieniać. A było co zmieniać…

Działo się to piętnaście lat temu. Pewnego dnia pojechałem po psa do schroniska. Miał być mały kundelek, a trafił się piękny dwuletni doberman.

Własna pacjentka

Nikt nie wiedział, dlaczego Sandra znalazła się w schronisku. Podobno poprzedni właściciel zmarł, a dobermanka spędziła w azylu około pół roku. Jedno było pewne – została wysterylizowana. Już pierwszego dnia zorientowałem się, że boi się dużych przedmiotów. Nie można było przenieść krzesła ani niczego innego, bo suka z podkulonym ogonem szukała schronienia w najdalszym kącie. Dodatkowo na pierwszym spacerze okazało się, że obszczekuje inne psy. I jak to na osiedlach bywa, zaraz poszła fama, że w okolicy pojawił się nowy „killer”. Szczerze powiedziawszy, nie wiedziałem, od czego zacząć. W ciągu kilku dni przekonałem się bowiem, że problemów jest więcej. Musiałem zmierzyć się z agresją wobec dzieci i psów, ciągnięciem na smyczy, skakaniem na wszystkich przychodzących do domu oraz niereagowaniem na przywołanie i inne komendy. Trochę dużo dla laika. Zacząłem szukać pomocy w literaturze i u treserów. O behawiorystach jeszcze nikt u nas nie słyszał. Niestety panowała wtedy jedna, powszechnie uważana za słuszną w wychowaniu psa, teoria dominacji. I tak, chodząc od jednego tresera do drugiego, dowiadywałem się, że taki pies musi wiedzieć, kto rządzi w domu, że trzeba go obezwładnić, a czasem należy mu nawet „przylać”. Jeden ze specjalistów stwierdził, że powinienem oddać Sandrę do schroniska. Kiedy teraz przypominam sobie te wskazówki, pięści zaciskają się same. Wreszcie trafiłem na kogoś, kto był w stanie mi pomóc i przeprowadzić przynajmniej przez początek szkolenia. Niestety było ono awersyjne. Dzisiaj, mając stosowną wiedzę i doświadczenie, poprowadziłbym moją podopieczną jak należy.

Bilans potrzeb i wspólny trening

Dobermany zostały stworzone do stróżowania i polowania, w szczególności na większe gryzonie. Później stały się psami wykorzystywanymi przez różne służby mundurowe. Skłonność do pilnowania może przejawiać się u nich pod postacią terytorializmu. W związku z powyższym, muszą mieć dużo ruchu. Bieganie i aportowanie powinno stanowić trzon bilansu przyjemności, do tego dobermanom, jako psom użytkowym, trzeba zapewnić zabawy siłowe oraz różnego rodzaju prace intelektualne angażujące wszystkie zmysły. Wymienione czynności zwierzęta winny wykonywać w towarzystwie człowieka, ponieważ cenią sobie jego bliskość. Prócz powyższych elementów, należy im zapewnić również odpoczynek i pożywienie. Wspólna praca i zabawa z wykorzystaniem ukrytych lub uciekających smakołyków w przypadku psa z azylu prowadzi do powstania więzi i zdobycia zaufania. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale działałem intuicyjnie, widząc, jak reaguje Sandra. To szalenie istotne, by obserwować pupila, który swoim zachowaniem komunikuje, co mu się podoba, a co nie i co zaspokaja jego potrzeby. Nieustannie ćwiczyliśmy posłuszeństwo – siadanie, warowanie, przychodzenie na komendę itd. Dzięki temu pies uczył się skupiać na mnie swoją uwagę. Później przeszliśmy do nauki chodzenia przy nodze. Dzisiaj w podobnej sytuacji także zaleciłbym intensywną wspólną pracę, jednak wtedy bardziej koncentrowałem się na naprowadzaniu psa, jak ma wykonać polecenie, np. dotykałem zadu, jeśli chciałem, by usiadł, podciągałem smycz, by podszedł. Obecnie staram się, by to zwierzak sam zdecydował, co ma zrobić, wykorzystuję przy tym jego hedonistyczne nastawienie – bo przecież dużo przyjemniej podbiec do kogoś, kto jest radosny niż do osoby z surową miną. Tym bardziej, jeśli zadowolony człowiek ma w ręce żółty serek.

Zalizać na śmierć!

Sandra była bardzo przyjaźnie nastawiona do ludzi. Zawsze chętnie witała gości, merdając przykrótkim ogonem. Jednak wylewne powitanie powodowało u niej eskalację emocji, a pięćdziesięciokilogramowe psisko opierające się łapami o odwiedzających stwarzało kłopotliwą sytuację. Próbowałem sobie z tym poradzić. Chwytałem za przednie nogi i starałem się postawić je na ziemi. „Mądra głowa” doradziła mi również przydeptywanie tylnych łap. Ani jedna, ani druga metoda nie działała. Wręcz przeciwnie. Dopiero gdy pies niemal do perfekcji opanował siadanie, udało się – głównie przez przypadek – opanować psa. Komenda „siad” zadziałała, ale na efekt trzeba było czekać dwa lata. Obecnie stosuję kilka sposobów. Przeważnie nie zwracam uwagi na szalejącego czworonoga (bo właśnie o to mu chodzi – swoim zachowaniem mówi – spójrz, jestem tu, skaczę, przywitaj się, poklep mnie, dotknij, zrób coś!). Jeśli to nie wystarczy, pomocny jest obrót ciała, gest lub komenda. Kiedy uczyłem Sandrę, nie chodziło mi o to, by podczas przywitania siedziała bez ruchu. Ważne było, by jej łapy nie leżały na barkach niespodziewających się tego gości. Po pewnym czasie suka zaczęła inaczej okazywać radość – już nie skakała, a lizała po rękach. Nie miałem nic przeciwko temu.

Pages →  1 2 3

Burzliwa przeszłość Sandry Reviewed by on . Pies ze schroniska. Burzliwa przeszłość Sandry Od niej zaczęła się moja przygoda z behawiorystyką. Sandra uczyła mnie rozmawiać z psami i rozumieć je. To wobec Pies ze schroniska. Burzliwa przeszłość Sandry Od niej zaczęła się moja przygoda z behawiorystyką. Sandra uczyła mnie rozmawiać z psami i rozumieć je. To wobec Rating: 0

komentarze (2)

  • Eliszka

    Eliszka

    Wiele cennych rad znalazłam w tym artykule. O niektórych sposobach na poskromienie dominanta nawet nie pomyślałam – dziękuję!

  • meteora_fadora

    meteora_fadora

    Bardzo przydatny artykuł. Pouczający. Bardzo mi się spodobał i na pewno wykorzystam te porady na codzień z moim Fadem.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top