|
|
| Temat miesiąca |
Ahoj przygodo!
Wybór jest duży: żagle, rowerowy lub samochodowy off-road, daleka wędrówka po górach, a nawet zagraniczna plaża. Ci, którzy nie rezygnują ze swoich pasji podróżniczych i starają się, by udzieliła się ona ich psom, zapewniają: wspólne wyjazdy są zawsze udane!
Zabranie psa na wakacje wcale nie musi się wiązać z niewygodami, jakich zazwyczaj się obawiamy, a których chcemy uniknąć, by nie psuć sobie wyjazdu i nie narażać czworonoga na stres. Przykładem niech będą ci opiekunowie, którym w podróżach zwykle towarzyszy pupil. Udowadniają, że zwierzę nie ogranicza ich aktywnego trybu życia, wręcz go wzbogaca.
Wytrwały górołaz
Zoja i Grzegorz Żakowie lubią mieć bliski kontakt z przyrodą i najchętniej chodzą po górach. A wraz z nimi 2,5-letni beauceron. Bari pojawił się w ich życiu, gdy przeprowadzili się pod Warszawę. Choć stanowił dopełnienie idei mieszkania na wsi, wywołał prawdziwą rewolucję. Teraz wiele spraw jest podporządkowanych psu, a zwłaszcza wyjazdy. Postanowili bowiem planować dłuższe weekendy i wakacje tak, by nie pozbawiać Bariego kontaktu z nimi.
- To pies pasterski - tłumaczy pani Zoja. - Uważa, że stado musi być w komplecie.
I tak też wędrują we trójkę po Beskidach, Bieszczadach czy Sudetach. Szkoda, że malowniczo piękna tatrzańska Dolina Chochołowska, jak i inne urocze zakątki Tatrzańskiego Parku Narodowego są niedostępne dla psa. Aby nie przeżyć rozczarowania, państwo Żakowie zawsze przed wyjazdem dowiadują się, po których górskich szlakach mogą przejść z psem, sprawdzają w internecie, dzwonią, pytają.
Starają się wyjeżdżać poza szczytem sezonu turystycznego, żeby uniknąć tłoku na ścieżkach, a przez to mijanek stresujących tak psa, jak i innych ludzi. Nie zawsze się to udaje. Zasadniczo państwo Żakowie zachowują czujność i kiedy widzą, że zbliża się grupa ludzi, przeczekują na uboczu. Mają świadomość, że kawał psa z tego ich owczarka francuskiego i obcym ludziom może się wydawać groźny. Jednakże dzieci mogą się czuć bardzo bezpiecznie przy tym urodzonym pasterzu. Jest wobec nich delikatny i wyrozumiały, pozwalając cierpliwie się głaskać, a one niejednokrotnie uważają spotkanie z nim na górskim szlaku za jedną z większych atrakcji wycieczki.
W górach Bari zawsze jest prowadzony na smyczy, lecz na terenach leśnych, polanach, gdy nie widać innych turystów, państwo oswobadzają go z uwięzi, dając mu więcej luzu. Choć oczywiście mają go cały czas na oku, bo zdarzało mu się poczuć tak silną potrzebę bardzo bliskiego kontaktu z przyrodą, że ruszał w pogoń za bażantem lub zającem.
Nie tylko do bezpieczeństwa Zoja i Grzegorz przykładają dużą wagę. Również sprawa czystości jest ważnym punktem ich kodeksu podróżnego.
- Bari nigdy nie załatwia się na ścieżce, tylko w krzakach - mówi z dumą właścicielka, podkreślając, że zawsze są przygotowani na to, by sprzątnąć po swoim psie.
Zoja Żak przyznaje, że teraz jest on już zdyscyplinowanym kompanem wszelkich wycieczek, choć początki były trudne.
W szczenięctwie i wczesnej młodości Bari był niesforny i zdarzały mu się ucieczki. Ale wczesna edukacja przedszkolna i regularne spacery ustatkowały go. Teraz ten poważny i odpowiedzialny piechur mógłby być przewodnikiem po górach. Jego pani przyznaje, że ma lęk przed stromymi zejściami, co Bari doskonale wyczuwa.
- Kiedyś w Sudetach musieliśmy pokonać ostre zejście. Schodziłam pierwsza, a mąż z psem czekali, żeby zachować bezpieczną odległość. Nie widziałam już Bariego, ale słyszałam, jak szczeka i skamle, zupełnie jakby ostrzegał, żebym nie szła bez niego, poczekała, bo on jest jeszcze daleko - wspomina Zoja Żak.
W chodzeniu po górach bardziej fascynuje ich wędrówka, megaspacer niż wspinaczka. Podłoże nie stanowi dla psich łap żadnego ograniczenia. Bari znakomicie radzi sobie nawet na dużych kamieniach. Z lekkością pokonywał rumowisko na szlaku z Karpacza.
- Jest zaprawiony w wędrówkach - przyznaje jego pani. - Ma spracowane łapy, bo codziennie z mężem chodzi lub biega około półtorej godziny.
Choć Bari może się poszczycić wspaniałą kondycją, opiekunowie nie przeforsowują go i zawsze w górach starają się wędrować po zacienionych trasach. Dbają o regularne postoje, by pies mógł się napić wody (nosi ją zawsze pan Grzegorz wraz z plastikowym talerzykiem, który robi za mobilną miskę) i odsapnąć.
Państwo Żakowie cieszą się, że pupil podziela ich turystyczne pasje. Z radością przyjmuje każdą zapowiedź wyjazdu, który wyczuwa nie tylko nosem.
- Bari odczytuje nasz kod ubrania. Kiedy widzi, że wkładamy sportowe buty, od razu staje przy samochodzie. Już wie, że szykuje się jakaś fajna wyprawa - mówi pani Zoja. On też ma swój wycieczkowy uniform. Po górskich szlakach przechadza się w odblaskowych szelkach.
Bari znakomicie się bawi również nad morzem, gdzie jego państwo starają się wynajdować ustronne plaże. W tym roku w planach wakacyjnych są Kaszuby i może nawet pływanie łódką. Inicjację wodną, w morzu, beauceron ma już za sobą, więc ahoj, przygodo!
Żeglarka z temperamentem
"Na całych jeziorach ja" - mogłaby zanucić filigranowa Otylia. Ta 4,5-letnia west highland white terrierka jest już doświadczoną żeglarką. Także jej opiekunowie, Iwona i Gerard Dąbrówkowie, uważają za naturalne, że pies spędza z nimi wakacje w sposób najbardziej przez nich ulubiony. Co roku wynajmują jacht żaglowy i pływają po Wielkich Jeziorach Mazurskich. Prawdziwym wilkiem morskim był ich poprzedni pupil, pudel miniaturka, więc taki sam pomysł na urlop mieli dla Oti. Oczywiście nie rzucili jej od razu na głęboką wodę - nie zabrali na kilkudniowy rejs, lecz przetestowali predyspozycje żeglarskie suczki podczas dłuższego weekendu.
- Nie baliśmy się o to, czy Oti będzie miała chorobę morską - wspomina Iwona Dąbrówka, opiekunka terierki. - Obawialiśmy się raczej tego, czy nie jest zbyt szalona, żywiołowa jak na tak ograniczoną przestrzeń. Ale sprawdziła się znakomicie.
Jej ekwipunek stanowią: miska i wycieraczka do leżenia - obie na gumowym spodzie, żeby nie dryfowały po mokrym rozkołysanym pokładzie, oraz oczywiście ukochany kocyk i ulubione zabawki: miś i bardzo już wysłużona kaczuszka. Kapoka Otylka nie potrzebuje, bo znakomicie pływa.
- Ale przy dużych przechyłach dla bezpieczeństwa przywiązujemy ją na szelkach i zawsze ktoś przy niej siedzi - zapewnia pani Iwona.
Dużych fal Oti się nie boi, natomiast burzy tak. Szuka wtedy schronienia, ale też opiekunowie dbają o to, by przetrwała grzmoty w kabinie jachtu w czyimś towarzystwie.
Do tej pory nie trafili na aż tak męczące upały, by trzeba się było obawiać o zdrowie suczki. Podczas rejsów Iwona i jej mąż starają się przybijać do zacienionych dzikich miejsc, żeby Otylia mogła swobodnie zejść na ląd pospacerować, załatwić swoje potrzeby (po których ślad na Mazurach nie zostaje, bo państwo czuwają z woreczkami!), a także zażyć trochę ochłody w wodzie. Można by oczekiwać, że westiczka - jak jej słynna imienniczka, nasza mistrzyni olimpijska - znakomicie pływa motylkiem. A przynajmniej pieskiem. Tymczasem...
- Oti potrafi przez pół godziny leżeć w wodzie jak rozpłaszczona żaba - śmieje się pani Iwona.
Radosna terierka znakomicie sprawdza się nie tylko na pokładzie jachtu, ale i na biwakach. Zazwyczaj w takich miejscach, gdzie spotyka się brać żeglarska, dzieje się dużo do białego rana - śpiewy, gitary, rozmowy, śmiechy, na które psy czasem reagują nerwowo. Oti nie jest w takich okolicznościach zbyt szczekliwa. Spokojnie można z nią też wejść do mazurskiej tawerny.
Pani Iwona, która od lat wypływa z mężem w rejsy po jeziorach, przyznaje, że ostatnio nastawienie miejscowych ludzi do psów bardzo się poprawiło. Można bez protestów obsługi wprowadzić czworonoga do knajpki, a przede wszystkim bez problemu wynająć jacht. Opiekunowie Otylii widują mnóstwo jednostek pływających, na których pokładzie są czworonożni załoganci.
I nie tylko tacy małych rozmiarów, jak westie, również przedstawiciele ras okazalszych wzrostem mogą cieszyć się rodzinnie spędzanymi wakacjami.
Eksplorer bezdroży
Michał Suławko nie zabierze swojego psa w rejs po Morzu Śródziemnym, chociaż chciałby, aby Timmy dzielił z nim również tę jego pasję. Niestety w Chorwacji, gdzie planuje wynajęcie jachtu, nie ma możliwości zabrania na pokład zwierzęcia. Ale jego pupil i tak nie uskarża się na brak wrażeń związanych z podróżowaniem. Jest szlachetną krzyżówką czarnego teriera rosyjskiego ze spanielką francuską. Mając 1,5 roku, wygląda jak postawny sznaucer. Poznałam go podczas ubiegłorocznej wyprawy po bułgarskich górach Pirin i Rodopach. Wpadł do namiotu, poskakał po mnie na powitanie i pobiegł zapoznać się z innymi. Wtedy jeszcze szczenię, już był wytrawnym wędrowcem.
Podróżnikiem został w siódmym tygodniu życia, kiedy pan zabrał go zimą w Bieszczady. Dla Michała było od początku oczywiste, że wychowa sobie towarzysza turystyki off-roadowej. Spędza bowiem całe tygodnie na bezdrożach różnych krajów, zwłaszcza w górach, wytyczając trasy dla pasjonatów samochodów terenowych, by ci mogli ciekawie spędzić urlop. Zajmuje się więc organizowaniem wakacji innym. Nie sposób jednak wytyczyć granicy między pracą a hobby, jaką jest podróżowanie samochodem z napędem cztery na cztery tam, gdzie już nawet wiatr zawraca, kurz rzadko opada lub - w zależności od pogody - błoto tylko czeka, by się przylepić i już nie odczepić. A przede wszystkim bardzo trzęsie na dziurawych i kamienistych drogach położonych daleko od szosy. Czy psu może to odpowiadać?
- Na początku Timmy źle reagował na jazdę samochodem. Wymiotował - wspomina Michał, który zastosował prostą metodę: nie karmił psa przed podróżą i cierpliwie czekał, aż z czasem ta dolegliwość minie. Psiak szybko się przystosował i teraz traktuje samochód jak swoją budę.
Podróżują przestronnym volkswagenem transporterem T3 przysposobionym do jazdy w trudnym terenie. Serbia, Bułgaria, Rumunia, Grecja, Chorwacja... Przemierzają kraje w tę i z powrotem. Ich celem jest: przetrzeć rzadko (lub w ogóle nie-) uczęszczane szlaki, znaleźć atrakcyjne miejsca biwakowe, czyli wytyczyć trasy, które dostarczą wędrowcom w terenówkach dreszczyku emocji i niezapomnianych wrażeń widokowych. Podczas jazdy Timmy, jak mówi Michał, przechodzi w tryb uśpienia. Ożywa, kiedy się zatrzymują.
- Pamięta miejsca, które już odwiedziliśmy - przyznaje jego pan. - Zaprzyjaźnił się w Rumunii z psami pasterskimi i kiedy pojechaliśmy tam ponownie, prowadząc grupę, wyraźnie ich wyglądał. Jest pozytywnie nastawiony do nowych miejsc i wydarzeń. Choć kiedyś w nocy w Bułgarii, zjeżony, szczekał zawzięcie w ciemność - wspomina Michał.
Nie trzeba chyba dodawać, że Timmy jest maskotką tych wyjazdów. Choć jego opiekun wolałby, aby nie okazywano mu sympatii, dokarmiając go apetycznie pachnącymi kiełbaskami, to jak każdy właściciel cieszy się, kiedy ludzie uśmiechają się na widok jego psa. Trochę inaczej zdarza się reagować celnikom na granicy - bywają wystraszeni słuszną posturą kudłatego i czarnego jak nieprzenikniona noc Timmyego.
Michał śmieje się, że przez wiele tygodni w roku zapewnia swojemu psu ciepłe i słoneczne wakacje, a tymczasem ten diabeł woli zimę!
Oczywiście Timmy może też liczyć na udane ferie zimowe, ale jak na razie czeka na nie, wygrzewając się w greckich Rodopach.
Długodystansowa cyklistka
Off-roadowe wypady to także specjalność 4-letniej golden retrieverki Happy. Tyle że jej podróżną budą jest doczepiana do roweru przyczepka Croozer Dog, napędzana oczywiście siłą mięśni nóg. Nie suczki, ale jej pana, Wiesława Bartkowskiego. Jednak on nie narzeka, bo wystarcza mu mocy, by pociągnąć za sobą ważącą około 30 kilogramów suczkę plus 15-kilogramową przyczepkę, która ma tę nieocenioną zaletę, że jest kompaktowa. Składa się ją ekspresowo do formatu walizki i równie szybko rozkłada. Ta "psia terenówka" okazała się przełomem w życiu Happy, która przez pierwszy rok życia nie wyjeżdżała na wakacje ze swoim opiekunem. Co prawda była przyzwyczajona do biegania przy rowerze, niemniej zdolność pokonania na własnych łapach codziennie 30 km nie kwalifikowała jej do wzięcia udziału w 70-100-km rajdach, jakie zwykł przemierzać jej pan wraz z przyjaciółmi. Tymczasem przyczepka ułatwia sprawę: kiedy pies się zmęczy, pozwala się wieźć. Po półgodzinnej regenerującej przejażdżce Happy biegnie dalej. Zasada jest prosta: po drodze asfaltowej lub polnej, ale w miarę szerokiej (takiej na pojazd dwuśladowy), czworonożna podróżniczka jest przewożona; kiedy ścieżka jest wąska i najeżona przeszkodami, zsiada z wozu, by panu było lżej.
- Początki nie były zachęcające - wspomina Wiesław Bartkowski. - Kiedy postawiłem przyczepkę i Happy się do niej zbliżyła, pojazd poruszył się, co spłoszyło suczkę, która reaguje lękliwie na niestabilny grunt pod jej łapami, jak na przykład ruchome płyty chodnikowe. Musiałem ją wepchnąć siłą do środka, co jej się nie spodobało.
Ale się przekonała. Najpierw czujnie siedziała, lecz ile można wytrzymać w takiej niewygodnej pozycji! Wreszcie się przełamała i położyła, a do ostatecznej akceptacji przyczyniły się odpowiednie komendy i system nagród: spacery i bieganie po lesie.
A zatem Happy uczestniczy w wyprawach rowerzystów, którzy lubią, kiedy z górki jest ostro, a pod górkę trudności się piętrzą – a to grząsko, a to piaszczyście, wyboiście i kręto. Takie rajdy po Polsce trwają nieraz kilka dni, są interesujące krajoznawczo i pozwalają tak ludziom, jak i psu na bliski kontakt z naturą. Bywa, że nawet bardzo bezpośredni - z samą matką ziemią. Czasem bowiem koło zahaczy o wystający korzeń i przewraca się rower, przyczepka i człowiek.
- Kiedyś tak właśnie straciłem panowanie nad kierownicą. Zbierałem się i podbiegła do mnie Happy zdziwiona, że zostałem daleko w tyle. Przytuliła się do mnie, jakby chciała powiedzieć: "No wstawaj, dasz radę" - opowiada Wiesław Bartkowski.
Podobnie zdarzyło się, gdy goldenka akurat miała "interwał pasażerski". Wyszło zabawnie, bo kiedy rower upadł, a na niego przyczepka, to suczka nagle znalazła się nad swoim panem, bardzo tym zaskoczona.
Ale to bardzo bezpieczna formuła spędzania wakacji. I przyjemna, bo niemal wszędzie Happy podróżująca w szykownej budce budzi sympatię czy wręcz - zdrową - sensację. Zwłaszcza dzieci są zachwycone i garną się do głaskania i robienia zdjęć.
Światowa turystka
Również Justyna Grzegorek i Tomasz Piotrowski udowadniają, że pies nie musi ograniczać opiekunom aktywnego trybu życia, zwłaszcza podczas wakacji. Na początku czerwca odbyli pięciodniowy rowerowy tour 250-km Szlakiem Tatarskim przez Puszcze: Knyszyńską i Białowieską. We trójkę, czyli oni i Manga, ich 5-letnia suczka rasy dogue de Bordeaux. Bordożka nie jest długodystansowcem jak goldenka. Przede wszystkim dlatego, że jako molos nie jest predysponowana do intensywnego biegania, jak również nie pozwala jej na to dysplazja. Ale tak jak Happy podróżuje z wszelkimi wygodami, jakie zapewnia przyczepka rowerowa Doggy Ride, sprowadzona specjalnie z Holandii. Okazuje się, że budki do wygodnego transportowania psów - jak samochody - są produkowane przez różne firmy i można wybierać spośród różnych modeli.
- Zamówiliśmy taką o nośności do 50 kilogramów i trzymamy Mangę na ścisłej diecie, żeby nie zwiększać obciążenia - śmieje się jej opiekunka.
Budkę ze słodkim ciężarem, doczepioną do swojego roweru, ciągnie oczywiście pan Tomasz. Ta drużyna wybiera raczej tereny płaskie, nie off-roadowe, ale potrafi pokonać nawet 80 km dziennie. Niemniej początki nie zapowiadały tak udanych wypraw w plener...
- Przyzwyczajaliśmy Mangę do wózka, bo na początku nie chciała do niego wejść - wspomina pani Justyna. - Kiedy wydawało się, że go zaakceptowała, wyjechaliśmy z nią na ulice Białowieży. Widząc nas, a zwłaszcza ją, ludzie na ulicy klaskali. Ale nasza radość nie trwała długo. Po półgodzinie Manga stwierdziła, że jej się nie podoba, bo coś wydaje dziwne dźwięki pod spodem. Chciała wyskoczyć.
Justyna i Tomasz nie poddali się. Zabierali bordożkę najpierw na krótkie dystanse, powoli przemierzając coraz więcej kilometrów na piechotę, prowadząc rower i suczkę w budce. Przekonała się i teraz z cieszy się, kiedy widzi, jak państwo wytaczają z garażu jej ulubiony środek lokomocji. Co więcej, mimo dysplazji Manga dba o kondycję i codziennie przebiega u boku swojej pani 2 km: pani na rowerze, ona przyczepiona na specjalnej smyczy do siodełka.
Opiekunowie suczki przyznają, że dopiero po pierwszym roku od przygarnięcia 2-letniej Mangi ze schroniska powrócili do ich ulubionej formy aktywności. Na początku nie wiedzieli, jak ją przysposobić do sportowego trybu życia, ale ponieważ ona uwielbia podróże samochodem, na pierwsze wspólne wakacje wybrali się camperem do Prowansji.
- Manga była zachwycona - opowiada pani Justyna. - W naszym samochodzie jeździła w bagażniku, co bardzo jej się podobało, ale w camperze siedziała przy przedniej szybie i mogła podziwiać widoki.
No i nietrudno sobie wyobrazić, jak na wrażliwe psie nozdrza podziałały apetyczne wonie ziół prowansalskich.
Camper okazał się wyjątkowo wygodnym sposobem podróżowania, bo nie ma kłopotu z noclegiem wraz z psem, który ma zapewnione wszelkie wygody. Ale kiedy Justyna i Tomasz rok później wybrali się samochodem osobowym do Chorwacji, wakacje były równie udane. Zwłaszcza że Manga nauczyła się wtedy pływać. Opiekunowie wnosili ją do wody i zachęcali, by płynęła od pani do pana i z powrotem, a zebrani na plaży turyści wiwatowali, nagradzając każdą udaną próbę pływacką bordożki.
- Staramy się, żeby Manga była psem światowym - mówi pani Justyna. - Zabieramy ją ze sobą wszędzie, jeździ nie tylko samochodem, także metrem, autobusem, chodzi z nami do restauracji, potrafi sama zostać w pokoju hotelowym.
W tym roku w planach jest ponownie Chorwacja, a w przyszłe lato rajd rowerowy po dolinie Loary.
- Kiedy myślimy o urlopie, zawsze zastanawiamy się, gdzie zabrać naszą sunię. Wspólne wakacje są wspaniałą formą spędzania czasu - mówiąc tak, pani Justyna wyraża opinię tych wszystkich opiekunów, których - dzięki i cierpliwości, i pomysłowości - obecność pupila w podróży w żaden sposób nie ogranicza. Co więcej, staje się warunkiem udanego wyjazdu.
Joanna Zioło
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
margharetka 10:40 | 17-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Przygodowy", czasem egzotyczny wyjazd wraz z psem, daje sporo satysfakcji, czworonóg jest wspaniałym dopełnieniem naszej i tak już niezwykłej przygody...moim zdaniem pies - podróżnik, nieustraszony "wspinacz", "rowerzysta", "pływak" to ogromny skarb, który nie każdy otrzymuje, piszę to z własnego doświadczenia,uwielbiam przygody, ekstremalne wyjazdy,ale mój zdrowy!, wysportowany sznaucer (kupowany z myślą o wspólnych wyjazdach i przygodach) - nie, chociaż uwielbia zabawy, sport ... musi mieć spokój, wygodne miejsce do spania, "swoich" ludzi, dlatego uważam, że państwo opisani w reportażu mieli szczęście znaleźć psa, który pasuje charakterem do ich trybu życia i lubi "czasem bardzo ekstremalne jak dla siebie przygody"...
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
margharetka 10:38 | 17-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Przygodowy", czasem egzotyczny wyjazd wraz z psem, daje sporo satysfakcji, czworonóg jest wspaniałym dopełnieniem naszej i tak już niezwykłej przygody...moim zdaniem pies - podróżnik, nieustraszony "wspinacz", "rowerzysta", "pływak" to ogromny skarb, który nie każdy otrzymuje, piszę to z własnego doświadczenia,uwielbiam przygody, ekstremalne wyjazdy,ale mój zdrowy!, wysportowany sznuacer (kupowany z myślą o wspólnych wyjazdach i przygodach) - nie, chociaż uwielbia zabawy, sport ... musi mieć spokój, wygodne miejsce do spania, "swoich" ludzi, dlatego uważam, że państwo opisani w reportażu mieli szczęście znaleźć psa, który pasuje charakterem do ich trybu życia i lubi "czasem bardzo ekstremalne jak dla siebie przygody"...
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ola_love_dog 02:45 | 06-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wyjazd z psem to nie żadna męczarnia. Jednak zabranie psa na plażę to dla niektórych spory kłopot. Po pierwsze- nie wiadomo czy można, czy żaden człowiek nie będzie się gniewał, niektórzy wolą prywatność... Ale z psem jest zawsze zabawniej i przygodowo. Tak więc apeluje do wszystkich, którzy boją się zabrać ze sobą psy: Pies na wakacjach to nie żaden kłopot!.
Większość ludzi nie decyduje się na zakup psa, głównie z powodu wakacji, że gdy będą chcieli wyjechać gdzieś, za granicę lub na plażę, nie wiadomo co zrobią z psem. Na szczęście jest już dużo plaży dostępnych dla naszych milusińskich czworonogów. Co do szlaków, nie zapominajmy o kropelkach (np. z firmy FIPrex, ok. 14 zł) lub obroży przeciw kleszczą. Zabezpieczą one naszych pupili przed dodatkowym zagrożeniem, wiążacym się z boreliozą czy kleszczowych chorób. Pies nie będzie się też drapał z powodu pcheł. Życzymy miłego spędzania wakacji z pupilem! Cieplutko i wakacyjnie pozdrawiamy.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ela0799 02:33 | 05-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Kiedy nadchodzą wakacje ma się więcej czasu dla siebie i pupila.Ludzie wyjeżdżają ze swymi psiakami za granice,w góry,a nawet nad morze.Ja oczywiście popieram wyjazdy ze swoimi psami na wakacje,żeby miały okazję się wylatać,po wspinać czy nawet popływać.Często ludzie decydują się na pojechanie z psem na wieś,gdzie też jest wiele atrakcji.Zwierzęta,łąki pastwiska to wszystko do waszej dyspozycji.Istnieje też taka część ludzi która zostawia psa u rodziny czy znajomych,a nawet w psim hotelu,a sami jadą sobie na wakacje.A czemu zostawiają psa?Bo jak go przewiozą samolotem czy pociągiem?Twierdzą,że kiedy zabiorą psa nie będą mogli wchodzić w wiele miejsc,bo będą z psem.A ja uważam,że to żaden kłopot przewieść psa pociągiem czy samolotem.A wejść gdziekolwiek z psem-żaden kłopot.Popieram żeby zabierać psy ze sobą na wakacje żeby poznawały nowe miejsca,a nawet żeby zaprzyjaźniały się z psami.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
camparelli 06:21 | 31-07-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wakacje powinny być czasem odpoczynku, nie tylko dla ludzi, lecz także dla naszych psów, które przez cały rok zdążyły zmęczyć się już codzienną rutyną. Niestety wiele z nich zamiast towarzyszyć nam podczas letnich podróży, zostaje oddana pod opiekę hotelu lub znajomych, bądź w najgorszych przypadkach zostaje oddana do schroniska. Tymczasem wakacje z psem mogą okazać się najlepiej spędzonymi ze wszystkich dotychczasowych. Jeżeli posiadamy pasje związane ze sportem, możemy w nie włączyć także psiaka, który z pewnością chętnie będzie nam towarzyszył. Miłośnicy pływania zabierzcie swoje retrievery nad wodę i razem z nimi cieszcie się urokami jezior. Jeżeli wolicie las, tu także znajdzie się miejsce do zabaw. Począwszy od tej w berka z psem, na zabawie w chowanego kończąc . Kto wie być może podczas wspólnej wspinaczki po górach okaże się, że wasz pies pomoże odnaleźć wam drogę do schroniska, gdy znajdziecie się sami na szlaku. Również ci którzy wolą wylegiwać się na plaży, mogą liczyć na towarzystwo pupila, dla niego bowiem najważniejsze jest nasze towarzystwo – nie ważne gdzie, byle być z rodziną. Jedno jest pewne wakacje z psem pozwalają nawiązać lepsze relacje zarówno z nim, jak i z pozostałymi członkami rodziny. Wybierając się jednak na wspólne wakacje musimy być rozsądni i pamiętać, że nie każde miejsce jest przyjazne dla domowych pupili, nie możemy np. zabrać ich do rezerwatu, czy na chronione kąpielisko. Pomimo niektórych ograniczeń warto jednak wyruszyć z psem na poszukiwanie wakacyjnych przygód.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |