|
|
| Wychowanie |
Agresywny ze strachu
Pies o silnym, dominującym charakterze nader rzadko używa zębów...
Pies, który o byle co szczerzy kły i atakuje wszystko co się rusza, bywa często brany za odważnego. Obowiązuje bowiem stereotyp drapieżnika, którego jedynym zadaniem jest gryźć i zagryzać. Drapieżnik wszakże zagryza, owszem, ale ofiarę. We własnym stadzie podporządkowuje się hierarchii. Jej przestrzeganie jest egzekwowane przez przewodnika stada, który okazuje na co dzień swoją siłę za pomocą gestów, a do użycia zębów posuwa się raczej rzadko. Podobnie w spotkaniu z innym stadem -- walka jest ostatecznością. Poprzedza ją cały teatr, mający przekonać wroga o przewadze przeciwnika i zmusić go do wycofania.
Dla dziko żyjących drapieżników walka to żaden interes -- można w niej odnieść rany, które uniemożliwią udział w polowaniu, a bez polowania nie da się przeżyć. Trzeba więc za wszelką cenę jej unikać. Osobniki nadmiernie pobudliwe i zbyt zapalczywe tracą szansę przetrwania.
A pies? Ten o silnym, dominującym charakterze nader rzadko używa zębów. Podporządkowawszy sobie stado, zadowala się demonstrowaniem swojej siły zarówno domownikom, jak i obcym. Atakuje dopiero wtedy, gdy uzna, że nie ma innego wyjścia.
Większość psich ataków podszyta jest strachem, czasami fatalnymi doświadczeniami.
NIEWŁAŚCIWY OSOBNIK NA NIEWŁAŚCIWYM MIEJSCU
Pies, który nie ma psychiki dominanta, a któremu właściciele mniej lub bardziej świadomie oddali przewodnictwo stada (pisaliśmy o tym wielokrotnie), fatalnie radzi sobie z powierzoną mu rolą. Każda decyzja wydaje się mu błędna -- wolałby, żeby podjął ją ktoś inny. Wpada w coraz większą nerwicę i sfrustrowany zaczyna kąsać na prawo i lewo. W ludzkim świecie spotykamy często takich kierowników, którzy nie potrafią psychicznie udźwignąć swojej roli i chcąc utrzymać swój autorytet, urządzają awantury personelowi.
Z tego typu agresją stosunkowo łatwo sobie poradzić, o ile właściciele zrozumieją popełnione błędy wychowawcze i będą potrafili przejąć przewodnictwo stada. Nieszczęsna psina z ogromną ulgą ukontentuje się podrzędną rolą w stadzie, jeśli decyzje będzie podejmował ktoś silniejszy od niej.
SYNDROM PŁOTU
Każdy z nas nieraz widział psa, który za płotem gotuje się ze złości. Wydaje się, że gotów rozerwać wszystkich na strzępy. Wystarczy jednak, że dobiegnie do otwartej furtki i... jakby uszło zeń powietrze. Postoi chwilę, poburczy cichutko i wycofuje się za płot. A za płotem to już zupełnie inna sprawa -- zaczyna od nowa. Tak postępują psy, które mają silny instynkt terytorialny, a niewiele pewności siebie. U podłoża takiego zachowania, poza niestabilnym, słabym charakterem, leży strach przed obcymi, z którymi pies nigdy nie miał okazji się zapoznać. Myli się ten właściciel, któremu wydaje się, że ma wspaniałego stróża. Taki pies, jeśli zdecydowanie wkroczyć na jego terytorium, raczej ucieknie niż rzuci się do obrony.
Podobne reakcje obserwujemy również u psów kojcowych, trzymanych z dala od ludzi i rzadko wychodzących na spacery, oraz u psów miejskich w domach, gdzie rzadko bywają goście, i wyprowadzanych na spacery w ustronne miejsca, gdzie nie mają okazji do kontaktów z innymi psami. Właścicielom wydaje się, że unikają w ten sposób kłopotów, tymczasem mają coraz większy problem z dziczejącymi czworonogami. Rozwiązanie tego problemu jest tym trudniejsze, im starszy jest pies. Próby socjalizacji wymagają ogromnej cierpliwości i wiele czasu. Podjęte zbyt późno, rzadko udają się w stu procentach.
Prawdziwy, stabilny psychicznie stróż stoi groźnie wyprężony i powarkując z cicha ostrzega intruza: "To jest mój teren i raczej tu nie wchodź, bo ci pokażę". Nieporozumienie często polega na tym, że ludzi wystraszy raczej pies hałaśliwy, a tego stojącego bez ruchu uznają za spokojnego i przyjaznego. I czeka ich niemiła niespodzianka.
Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat alergii pokarmowej, zapraszamy do kupna numeru archiwalnego 7/02.
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
~Piotrek 10:31 | 16-05-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
witam wszystkich..
Wydaje mi sie ze mam całkiem spory problem z moim psem, a raczej z 3 letnia suczka owczarka niemieckiego. Mieszkam w domku z ogrodem, gdzie pies moze sie wybiegac, wybawić.
Problem jest tego typu ze moja suka za mlodu byla trzymana w kojcu, gdy ktos przychodził skakala z radosci (no i brudziła..) wiec zamykano ją. Z racji ze jest przy domu spory ogród nie wychodzila za czesto na spacery "na zewnątrz" przez co byla odizolowana od ludzi i innych psów. Teraz gdy ma juz 3 lata jest bardzo agresywna w stosunku do praktycznie wszystkich, którzy przychodzą do nas. Podejrzewam ze jest to agresja terytorialna, byc moze lekowa, czy cos takiego. Szczeka (ujada) czy to na psy za plotem czy ludzi idacych chodnikiem. Dostraje wscieklosci (jeży sie ujada) gdy ktos podejdzie do furtki, zeby wejsc. Gdy ją wezme na smycz, wszystko jest w porzadku (wiadomo ze nasluchuje i wypatruje, ale sie nie wyrywa). Zauwazylem jednak ze po pewnym czasie przyzwyczaja sie do pewnych osob - przyjechal moj kuzyn, ktorego nigdy nie widziała - był u nas ponad tydzie i nie szczeka na niego co wiecej łasiła sie do niego przynosiła piłkę patyk, dawała sie głaskać i prowadzac na smyczy.
I teraz najwazniejsze pytanie.. czy jest jeszcze dla niej ratunek? Nie chce zeby ujadała na kazdego kto przyjdzie bo wiem ze nie musi. Czy zamykanie jej i odizolowanie od ludzi i psów to dobre rozwiazanie? Czy lepiej nie zamykac jej wogole "niech sie wyszumi, wyszczeka to bedzie spokojna" ?? Prosze o jakaś sensowną radę.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |