|
|
| Temat miesiąca |
Adopcje bez granic
Według oficjalnych danych, w Polsce żyje około stu tysięcy bezdomnych psów. Nieoficjalne statystyki mówią, że może nawet trzy razy więcej. Porzuconych zwierząt przybywa, a ludzi chętnych, by je przygarnąć, wciąż jest zbyt mało. Szansą dla pensjonariuszy schronisk są adopcje zagraniczne.
Najwięcej polskich psów przygarniają Niemcy. Część bezdomnych nieszczęśników znajduje nowe domy w Holandii, Szwecji, rzadziej w innych krajach. Adopcje zagraniczne zyskują popularność, ale budzą także kontrowersje.
Emigracyjny raj
- Psów w polskich schroniskach jest stanowczo zbyt dużo, a adopcji zbyt mało - mówi Agata Rybkowska, wolontariuszka współpracująca z fundacją Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt Viva! - I to właśnie jest główny powód szukania dla zwierząt domów poza granicami naszego kraju. Oczywiście to ostateczność.
Wolontariusze często podkreślają, że za granicę starają się wysyłać psy starsze, schorowane. W Polsce mają one nikłą szansę na adopcję, a na Zachodzie ich wiek i nawet duża niedołężność nie zniechęcają ludzi do opieki nad nimi. Wynika to przede wszystkim z innej kultury i sytuacji ekonomicznej. Niemcy, statystycznie są bogatsi od nas i dla wielu z nich opłacenie nierzadko drogich operacji czy terapii leczniczych nie stanowi problemu. Choć może się wydawać dziwne, że przygarniają psy z Polski zamiast tych, które czekają na dom w niemieckich schroniskach.
- Mówi się, że w Niemczech jest bardzo dobrze rozwinięty system sterylizacji - kontynuuje Agata Rybkowska - dlatego nie ma tam zbyt wielu psów do adopcji. Ale też niektórzy Niemcy ofiarując dom naszym zwierzętom, robią to z dobroci serca, gdyż wiedzą, jakie warunki panują w polskich schroniskach.
A prawda przedstawia się okrutnie. U nas najczęściej zamyka się po kilka psów w niedużym boksie, schroniska są stare, nieremontowane. Gdy jakikolwiek polski azyl zostanie zmodernizowany, od razu szumnie mówi się o tym w mediach, jakby było to coś niezwykłego. Większość niemieckich placówek dla bezdomnych psów zapewnia swoim podopiecznym nieporównanie lepsze warunki: większe boksy i wybiegi, w których zwierzęta umieszczane są pojedynczo, opiekuje się nimi sztab ludzi, w tym także wolontariusze, socjalizując je, oduczając agresji, głaszcząc. W Polsce taka praca ze zwierzętami na większą skalę wciąż jest rzadkością, choć powoli zmieniająca się sytuacja napawa optymizmem.
Przemyślane logistycznie
Oczywiście nie można bezdomnego psa tak po prostu wysłać do Niemiec. Zarówno procedura szukania dla niego opiekunów za granicą, jak i zorganizowanie transportu z Polski muszą być dobrze przemyślane i najlepiej przeprowadzone przez zarejestrowaną fundację prozwierzęcą. Organizacje zajmujące się znajdowaniem psom domów za granicą dysponują siecią kontaktów z fundacjami w innym kraju.
- Już od czterech lat intensywnie współpracujemy z niemiecką fundacją Dobermann NotHilfe - mówi Katarzyna Kosińska, wolontariuszka działająca w nieformalnej grupie "Nadzieja dobermana", która pomaga bezdomnym psom tej rasy. - Znam tych ludzi osobiście i jestem pewna, że niemieckie domy, które wybierają dla naszych czworonogów, są najlepsze z najlepszych.
Absolutną koniecznością jest wizyta przedadopcyjna. Przeprowadza ją fundacja działająca w kraju, do którego ma trafić zwierzę. Dokładnie sprawdza ona zarówno warunki mieszkaniowe przewidziane dla zwierzęcia (nie wydaje się psów ludziom chcącym trzymać je na łańcuchu przy budzie), jak i samych opiekunów - czy są odpowiedzialni, czy zdają sobie sprawę z ewentualnych psich chorób, jakie są powody podjęcia przez nich decyzji o adopcji.
Jeżeli wizyta przebiegnie pozytywnie, pies zostaje zakwalifikowany do wyjazdu. Polska strona jest wtedy zobowiązana do dopełnienia wszelkich formalności: zapewnienia aktualnego szczepienia przeciwko wściekliźnie i wszczepienia czipa, bez których zwierzę nie mogłoby przekroczyć granicy. Nierzadko czworonoga trzeba także odrobaczyć. Najczęściej za te zabiegi płacą polskie organizacje, a następnie fundacje zagraniczne zwracają im pieniądze. Czasem psy muszą spełnić dodatkowe warunki, np. aby wyjechać do Szwecji, po szczepieniu muszą odbyć obowiązkową czteromiesięczną kwarantannę.
- Współpracujemy ze szwedzką organizacją CHarity for ANimals Society - mówi Katarzyna ¦liwa-Łobacz, rzecznik prasowy fundacji "Emir". - Możemy im zaufać i wiemy, że Szwecja to kraj na naprawdę wysokim poziomie, jeśli chodzi o prawa zwierząt.
Pozostaje już tylko zorganizowanie transportu. Jego koszty także często są zwracane stronie polskiej, niemniej zazwyczaj czeka się, aż zbierze się kilka psów, którym znaleziono domy w danym kraju.
- Raz na 2-3 miesiące organizujemy wspólnie z Dobermann NotHilfe transport około 7-8 psów do Niemiec - mówi Katarzyna Kosińska. - To najczęściej zwierzęta, które w Polsce mają nikłe szanse na adopcję, gdyż są stare, chore, w depresji. Dobermany to bardzo wrażliwe psy, potrzebujące stałego kontaktu z człowiekiem, w schronisku nie wytrzymują długo. Przestają jeść, pić i odchodzą zapomniane przez wszystkich.
Zdarza się, że psy jadą do innego kraju, choć nie czekają na nich jeszcze opiekunowie. Umieszcza się je w domach tymczasowych lub hotelach i szuka im odpowiedniej rodziny. Takim praktykom sprzeciwia się jednak Aniela Roehr, wiceprezes Stowarzyszenia Obrońców Zwierząt "ARKA":
- To skazywanie zwierzęcia na niepotrzebną tułaczkę po nowych miejscach. Takie sytuacje sprawiają, że jeśli pies zbyt długo nie znajduje domu, może trafić do nieodpowiedniej rodziny, a my nie mamy kontroli nad tym, co się z nim dalej dzieje w obcym kraju.
Informacje na wagę złota
Właśnie brak kontroli najbardziej bulwersuje przeciwników adopcji zagranicznych. Sama idea znajdowania nowych domów za pośrednictwem sprawdzonych fundacji nikogo nie oburza, przeciwnie - spotyka się z aprobatą. Ale wtedy, gdy docelowy dom jest sprawdzany nie tylko przed adopcją, także po.
- Jesteśmy w ciągłym kontakcie z organizacją, z którą współpracujemy. Nie ma dnia, żebyśmy nie wymienili się choć jednym mailem - zapewnia Katarzyna Kosińska. - I cieszymy się, że rodziny przygarniające nasze dobermany często do nas piszą. Dostajemy zdjęcia, emocjonalne opisy wspólnego życia. Wolontariusze, którzy w Polsce użyczali psu tymczasowo swojego domu, są zapraszani do odwiedzania podopiecznych. Jesteśmy także natychmiast informowani, gdy zwierzę na skutek choroby odchodzi.
Duży problem pojawia się, jeśli po przekroczeniu przez psa zachodniej granicy, wieści o nim giną. Niestety zdarza się to nagminnie, gdy adopcje nie przebiegają pod kontrolą sprawdzonych organizacji, tak po jednej, jak i po drugiej stronie. Wiele schronisk masowo wysyła psy z Polski, tłumacząc to chęcią znalezienia im domu w kraju z wysoko rozwiniętą kulturą prozwierzęcą. Tym procederem zajmują się pojedyncze osoby, które organizują transporty. Bezdomne psy stają się towarem przynoszącym duże zyski.
- W Niemczech za kundelka trzeba zapłacić od 220 do 280 euro - wyjaśnia Aniela Roehr - więc adopcja psa z Polski po prostu opłaca się Niemcom. Zarabiają na tym handlarze, którzy wydają zwierzęta do obojętnie jakich domów. Nie są przeprowadzane ani wizyty przed-, ani tym bardziej poadopcyjne. A skąd się tam biorą chętni na taniego psa z Polski? Najprawdopodobniej nie przeszli oni pozytywnie wizyty przedadopcyjnej, czyli jest to rynek odrzucony przez schroniska.
Agata Rybkowska dodaje:
- W Niemczech nikt nie stoi na targu i nie sprzedaje szczeniąt z kartonu. Handlarze to wykorzystują. W końcu zawsze ktoś się skusi na słodkiego szczeniaczka z wielkimi oczkami i bezradnymi łapkami. A że nierasowy i niewiadomego pochodzenia? Wielu wcale to nie zniechęca.
Mówi się, że bezdomne kundelki mogą być wywożone do Niemiec po to, aby służyły za worki treningowe podczas nielegalnych walk psów. Pojawiają się też doniesienia o tym, jakoby były sprzedawane do laboratoriów w celu wykonywania na nich testów medycznych. To jednak przypuszczenia, których organizacje zachodnie nie potwierdzają.
Wolontariusze mogą ustrzec swojego czworonożnego podopiecznego przed nieznanym losem. Przede wszystkim nie należy wydawać psów przypadkowym ludziom, a wizyta przedadopcyjna to niezbędny etap przekazania ich w nowe ręce. Bez współpracy z jakąś sprawdzoną orga-nizacją lepiej nie oddawać zwierzęcia do adopcji zagranicznej.
- Handlarze często poszukują psów w Polsce i mamią wolontariuszy, że o takim zwierzaku marzyli - przestrzega Aniela Roehr. - Często żądają podpisania dokumentu zrzeczenia się psa. Nie należy tego robić, lecz trzeba podpisać umowę adopcyjną, w której druga strona zobowiązuje się zwrócić psa wolontariuszowi w wypadku naruszenia jakichkolwiek jej postanowień.
Jednym z obowiązkowych punktów takiej umowy powinna być możliwość przeprowadzenia wizyty poadopcyjnej.
Nie tylko doberman
Początkowo "Nadzieja dobermana" nie planowała współpracy z organizacjami zagranicznymi. Grupa wielbicieli tej rasy starała się poprawić jakość życia dobków przebywających w schroniskach czy odbieranych z pseudohodowli. Jednak o ile rasa była w Polsce bardzo popularna jeszcze w latach 90., o tyle teraz ma znacznie mniej miłośników.
- Jeśli ktoś chce przygarnąć dobermana, szuka zwierzęcia młodego i zdrowego - mówi Katarzyna Kosińska - a takie psy stosunkowo rzadko potrzebują nowego domu. Niemcy nie boją się psów chorych i starych, często właśnie takie zostają adoptowane za granicą.
Tak było z Bianką, która zapoczątkowała polsko-niemiecką przyjaźń między miłośnikami dobermanów. Długo przebywała w domu tymczasowym, gdyż miała bezwładne łapy. Aby mogła załatwić swoje potrzeby fizjologiczne, wynoszono ją w prześcieradle na dwór. Badania w polskich klinikach kończyły się fiaskiem; nikt nie potrafił ustalić, co jej dolega. Gdy o suczce dowiedziała się fundacja Dobermann NotHilfe, postanowiła pomóc. Biankę przewieziono do kliniki w Monachium, gdzie zdiagnozowano ją specjalistycznym sprzętem i zakwalifikowano do bardzo trudnej operacji kręgosłupa w odcinku szyjnym. Operacja była tak nowatorska, że zainteresowała się nią jedna z niemieckich telewizji i ją sfilmowała. Jej koszt wyniósł 5000 euro, z czego jedną połowę pokryła niemiecka fundacja, a drugą - klinika. Operacja się udała i Bianka stanęła na własnych łapach. Znalazła też wspaniały dom i do dzisiaj żyje szczęśliwie w swojej nowej niemieckiej rodzinie.
Dzięki Dobermann NotHilfe również 10-letnia bernardynka Maja trafiła na kochających opiekunów. Fundacja zainteresowała się dobermanką ze schroniska w Żyrardowie, Bają, a ponieważ przebywała ona w jednym boksie z bernardynką, na zdjęciach były obydwie.
- Fundacja skontaktowała się ze mną i usłyszałam, że wezmą zarówno Baję, jak i Maję - wspomina Agata Rybkowska, która jest także wolontariuszką w żyrardowskim schronisku. - Było to dla mnie szczególnie miłe zaskoczenie, bo bernardynka już raz wróciła z adopcji chora na babeszjozę. Transport, wszystkie szczepienia i leczenie pokryła niemiecka organizacja.
Maja trafiła do wspaniałego domu, gdzie mieszkała z niepełnosprawnym mężczyzną i jego żoną. Tam szczęśliwie spędziła ostatnie półtora roku swego życia. Odeszła w wieku prawie 12 lat.
Kundelek też ma szansę
Zwykle do adopcji zagranicznych wysyłane są psy rasowe, choć oczywiście nie tylko. Monka to starsza kundelka, która przez wiele miesięcy szukała domu w Polsce. Przebywała w hotelu dla psów; jej pobyt tam opłacali wolontariusze zajmujący się corgi w potrzebie. Monce daleko było do corgi, ale jednak miłośnicy rasy dopatrzyli się u niej domieszki krwi pembroka lub cardigana i wyciągnęli ją ze schroniska w Mielcu.
W internecie zamieszczono wiele ogłoszeń suczki, także w naszym miesięczniku ukazał się anons, że czeka ona na nowych opiekunów. Lecz starszemu psu bardzo ciężko znaleźć dom. Dodatkowo Monka miała problemy z uszami i bardzo dużo kamienia nazębnego. To wszystko odstraszało potencjalnych adoptujących. Na szczęście nie tych z Niemiec.
- My także współpracujemy z Dobermann NotHilfe - mówi jedna z wolontariuszek schroniska w Mielcu - dzięki któremu wiele naszych kundelków znalazło wspaniałe domy w Niemczech. Do tych szczęśliwców dołączyła Monka.
Niemal od razu po ukazaniu się anonsu na stronach fundacji w maju 2009 roku po suczkę zgłosiła się rodzina chętna do przyjęcia jej pod swój dach. Monka musiała tylko poczekać całe lato na wyjazd do nowego domu, gdyż ani niemiecka strona, ani polska nie zgadzają się na transport zwierząt podczas największych upałów. Do nowej rodziny trafiła we wrześniu 2009 roku.
- Przez całą drogę była bardzo grzeczna - opowiada wolontariuszka - a po wejściu do nowego domu niemal od razu poczuła się jak u siebie.
Polacy nie dawali jej szans, a ona znalazła szczęście w Niemczech. A jej nowi opiekunowie nie wyobrażają już sobie bez niej życia.
- Monka zachowuje się doskonale - pisała w jednym z maili jej nowa opiekunka kilka dni po adopcji. - Wciąż pilnuje naszej córeczki, czuje się za nią odpowiedzialna. Jesteśmy szczęśliwi, że jest z nami.
Pierwsze dni w nowym kraju mogą być dla psa stresujące, przede wszystkim ze względu na barierę językową. Można to złagodzić, nie wymagając od zwierzęcia rozumienia wszystkich komend.
- Trzy lata temu przygarnęliśmy suczkę z Polski, Tinę - mówi mieszkająca w Kassel Eva Mueller. - Na początku nie zwracała uwagi na żadne nasze prośby, nawet na swoje imię. Ale stopniowo zaczęła się przyzwyczajać, najpierw reagowała na ton głosu, teraz potrafi już poprawnie wykonywać kilka komend. Zawsze też doskonale rozumie słowo "lunch". Za każdym razem, gdy je usłyszy, staje na baczność przy swojej misce.
Adopcje zagraniczne mogą być prawdziwym wybawieniem dla wielu psów, szczególnie staruszków skazanych na wegetację w schronisku. Muszą tylko zostać zachowane wszystkie zasady bezpieczeństwa i znaleziony odpowiedni dom.
Anna Czerwińska
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
MANIEKBANIEK 12:18 | 26-08-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
W Niemczech panuje plaga kotów: szacuje się, że na obszarze Kolonii
żyje 40.000 zdziczałych kotów, w Berlinie podobno nawet 100.000.
Pochodzą one w większości od zwierząt wyrzuconych przez swych
właścicieli już wiele pokoleń wstecz, a codziennie dochodzą do nich
nowe. W lecie tego roku większość schronisk ogłosiła koniec
przyjmowania kotów; w ubiegłym roku ponad 130.000 pazurzastych stworów
zapchało azyle - to o wiele więcej niż psy, ptaki czy małe zwierzęta.
Koty mieszkają w parkach, ogródkach, na cmentarzach, rodzą młode na
terenach zakładów przemysłowych, na śmietniskach czy parkingach. Kocia
rodzina mieszkała niedawno na krytym parkingu w samym centrum
Frankfurtu, inna przy Hali Stulecia w mieście nad Menem. W Paderborn
stado obrało sobie za rezydencję akademik, a inne stado więzienie.
"Koty są wszędzie", wzdycha Susan Smith z "Aktion
Tier" (Akcja
Zwierzę) w Paderborn. Również to stowarzyszenie organizuje grupy
kastracyjne, wykarmia kocięta i utrzymuje kocie stołówki dla
bezdomniaków. Nie ma już prawie gminy w Niemczech, w której nie
działałby przynajmniej jeden klub ratowników kotów.
Dla mieszkańców Paderborn przed kilku laty przebrała się miarka. Sama
Smith i jej koledzy łapali i kastrowali rocznie ponad 700 kotów. Na
obszarach wiejskich do nieodpowiedzialnych posiadaczy zwierząt
dochodzą jeszcze odporni na wiedzę chłopi, których gospodarstwa roją
się od niezliczonej liczby kotów.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Miranda666 09:24 | 18-04-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
To smutne ,że psy i inne zwierzęta potrafią kochać każdego tak bezinteresownie ,a niektóży ludzie potrafią pożucić je i niemają potym wyżutów słumienia. Miszkam za miastem i często obserwuje jak coraz to nowsze psy zjawiają się w mojej oklicy.Oczyiście staram się im pomagać, ale nie zawsze mogę. Pomogłam już sześciu psom ,a najstarszy znich Porto do dziś miszkją ze mną. Porto miał fatalną przeszłość jego wlaściciel go bił i głodził, ale dziś jest szczęśliwy i pomimo wieku biega ,i skacze jak szczeniak.
To prawda, że psy w Polsce mają niewyobrażalnie złe warunki:), dlatego pomysł adopcji zagranicom wydaje się być wspaniałom szansą dla wielu bezdomnego psa którego jedynym pragnieniem jest mieć kogoś kto go pokocha i nieporzuci tak jak poprzedni właściciel. Dodatkową kożyścią jest to, że ludzi z np. Niemiec stać na opercje które mogą ocalić życie puila.Zagraniczne adopcje mogą być jedyną szansą, która odmieni życie psa. Mam nadzieję, że ludzie poprzestaną wyżucać psy, które przecież tak pomagają są ratownikami, potrafią wyczuwać trzęsienia ziemi i pomagają niewidomym. Nawet oddają życie by ochronić człowieka, niektóży mogą to uznać za przejaw głupoty lecz ja myślę że to odwaga i wierność na jaką niezdobył się jeszcze, żaden człowiek!
Więc dajmy szansętm wspaniałym stworzenią gdyż zasugłują na to jak nikt inny!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Miranda666 09:24 | 18-04-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
To smutne ,że psy i inne zwierzęta potrafią kochać każdego tak bezinteresownie ,a niektóży ludzie potrafią pożucić je i niemają potym wyżutów słumienia. Miszkam za miastem i często obserwuje jak coraz to nowsze psy zjawiają się w mojej oklicy.Oczyiście staram się im pomagać, ale nie zawsze mogę. Pomogłam już sześciu psom ,a najstarszy znich Porto do dziś miszkją ze mną. Porto miał fatalną przeszłość jego wlaściciel go bił i głodził, ale dziś jest szczęśliwy i pomimo wieku biega ,i skacze jak szczeniak.
To prawda, że psy w Polsce mają niewyobrażalnie złe warunki:), dlatego pomysł adopcji zagranicom wydaje się być wspaniałom szansą dla wielu bezdomnego psa którego jedynym pragnieniem jest mieć kogoś kto go pokocha i nieporzuci tak jak poprzedni właściciel. Dodatkową kożyścią jest to, że ludzi z np. Niemiec stać na opercje które mogą ocalić życie puila.Zagraniczne adopcje mogą być jedyną szansą, która odmieni życie psa. Mam nadzieję, że ludzie poprzestaną wyżucać psy, które przecież tak pomagają są ratownikami, potrafią wyczuwać trzęsienia ziemi i pomagają niewidomym. Nawet oddają życie by ochronić człowieka, niektóży mogą to uznać za przejaw głupoty lecz ja myślę że to odwaga i wierność na jaką niezdobył się jeszcze, żaden człowiek!
Więc dajmy szansętm wspaniałym stworzenią gdyż zasugłują na to jak nikt inny!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
sowa605 12:41 | 14-09-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Niestety-nie licząc się z naszymi czynami-cierpią nasi czworonożni przyjaciele. Wiele osób mówi,że jest za sterylizacją podczas,gdy rozmnażają swoją suczkę bez rodowodu twierdząc,że chcą mieć ,,pamiątkę" gdy ona odejdzie,bądź puszczają samopas swojego psa, co w równym stopniu przyczynia się do ilości niechcianych ciąż co wypuszczanie suczki w czasie cieczki. Gdyby KAŻDY pies był pilnowany przez swojego właściciela,posiadał chip (by w razie znalezienia psa przez policję nikt nie wymigał się od odpowiedzialności)oraz gdyby właściciele byli rozsądni i nie dopuszczali do niechcianych ciąż swoich suczek-nie byłoby problemu z bezdomnością. Zanim zechcemy rozmnożyć naszą pupilkę-spójrzmy ile takich szczeniaków bez rodowodu trafia w ciągu roku do schroniska. Również zamiast kupować ,,rasowego" psa bez rodowodu-lepiej zaadoptujmy jakiegoś Azora czy Reksia ze schroniska,dajmy mu ciepły kąt i nie pozwólmy czekać przez parę lat aż ktoś go ujrzy skulonego gdzieś w kącie schroniskowego boksu. Za bezdomność psów odpowiedzialni jesteśmy my-ludzie,zróbmy więc coś by poprawić życie naszych najlepszych przyjaciół-zastanówmy się nad własnym postępowaniem i ADOPTUJMY ze schroniska!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Leoschidia 10:14 | 13-09-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
,,Psów w polskich schroniskach jest stanowczo zbyt dużo, a adopcji zbyt mało’’ – wielka prawda Sama zaadoptowałam pieska, widziałam jaki przesyt mają polskie schroniska, zwłaszcza po powodziach, owszem psy w schroniskach mają gdzie spać, co jeść i pić, ale nie mają najważniejszej rzeczy jakiej psy bezgranicznie potrzebują – miłości, rodziny i poczucia bezpieczeństwa. Niektórzy Ludzie traktują psy jak zabawki, kiedy są nie potrzebne, zbędne lub nie cieszą tak jak dawniej po prostu je wyrzucają, a przecież te stworzenia dają tyle radości, miłości, o ile traktuje się je jak przyjaciół a nie jak ozdobę czy stróża, owszem są psy stworzone do tego, ale to drugi aspekt posiadania psa. Te stworzenia mają serduszka, umysły, myślą i czują tak jak my, ( Cz ktokolwiek inny, jakiekolwiek inne stworzenie wróci do Ciebie, nawet jak go skrzywdzisz? Nie, tylko psy są tak wierne)
Ludzie którzy adoptują pieski muszą mieć świadomość że zazwyczaj jest to piesek z przeszłością, trochę czasu minie zanim nam zaufa i przyzwyczai się do nowego domu, niektórzy tego nie rozumieją, biorą pieska, a jeżeli on nie spełnia ich wymagać, po prostu oddają go do schroniska lub porzucają..
A Pieski zazwyczaj cierpią, bo zbyt mocno kochały…
Dobrze że nadal sa tacy ludzie którzy pomagają psom, w Polsce dużej ilości osób trudno jest utrzymać siebie, a co dopiero psa. W Niemczech czy w innych zagranicznych krajach, zarobki są dużo większe, tam jest łatwiej. Ja sama często obserwuję adopcje które są dokonywane poprzez forum e-beagle, wiem że często pies wraca, mój został porzucony przez osobę która zaadoptowała go przede mną. Ja również jestem wolontariuszką, jednak nie pomagam pieskom, a ludziom, wiem że to ciężka praca, ale dostaje się za nią duże wynagrodzenie – uśmiechy ludzi, i radość zwierząt. Więc pozdrawiam wszystkich wolontariuszy, życzę zapału do pracy i jak najwięcej znalezionych domków dla psiaków, zarówno w Polsce i za granicą!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Marteczka 02:39 | 13-09-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Tego nie chcę, ponieważ jest stary i brzydki", nierzadko da się słyszeć głos dochodzący zza schroniskowego kojca. Opuszczonych psów skazanych na marny byt w niewielkiej celi wprost nie sposób zliczyć. Czy jednak ich los jest przesądzony? Niezupełnie. Przekonał mnie o tym temat miesiąca dotyczący zagranicznych adopcji (PP 9/10). Dokładnie zobrazował mi on schemat działań, jakie należy podjąć, by zapewnić nową przyszłość zwierzętom najbardziej tego potrzebującym. Uświadomiłam sobie wówczas, jak oddzielne państwa są w stanie ze sobą współpracować dla dobra czworonogów. Co tam bariera językowa czy odległość? Liczy się fakt, iż można ofiarować psu nowe życie. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy korzysta się z pomocy sprawdzonej organizacji, której zależy na dalszym losie swoich podopiecznych. Nikt nie powiedział, że wszystko jest takie proste, ale czy nie warto? Gdybym miała okazję widzieć, jak przy moim udziale smętny schroniskowiec zmienia się w oczach w pełnego życia szczęśliwca, byłoby to dla mnie wystarczającą nagrodą.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ola_love_dog 11:33 | 31-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Biedne pieski! Tak bardzo kochają ludzi! są takie wierne...
a co na to niektórzy ludzie? nie obchodzą ich losy psów, są egoistami. Człowiek to czasem istota bez serca- mogę tak powiedzieć szczególnie o ludziach, którzy wyrzucają psy z samochodu, przywiązują do drzewa w ciemnym lesie itp.
Serce mi się kraja, gdy słyszę o kolejnych psach bez części ciała, a co na to właściciele? Cieszą się, ze się pozbyli "szkodnika i darmozjada"- jak tak w ogóle o wiernym, czworonożym przyjacielu można mówić? Ludzie nie doceniają psów. Przynajmniej są szanse na adopcje zagraniczne. Rzeczywiście- pies to najlepszy przyjaciel człowieka... a wolontariusze schroniska dodają: ...dopóki im się nie znudzi" Zdążyłam się przekonać jak pies potrafi okazać miłość. Gdy miałam zatrucie pokarmowe, mój pies nie odstępował mnie na krok. Nie wychodził na spacery, leżał przy mnie. A gdy było bardzo źle, lizał mnie. Mam nadzieję, że przekonałam Was do wzięcia ze schroniska pieska lub kotka. Z pewnością Wam już nie raz, nie dwa przytrafiły się takie przygody, gdzie mogliście się przekonać o miłości psa do właściciela. Psy ze schroniska potrzebują specjalnej troski- dlatego radzę państwu szczerze- biorąc ze schroniska psa lub kota dajesz nadzieję i nowy dom tym zwierzętom oraz okazujesz im serce i miłość.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ola_love_dog 08:35 | 31-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
bardzo się cieszę, iż teraz jest już o wieele więcej akcji pomocy zwierzętom, szczególnie ze schronisk, niż w tamtym roku. Dzięki tym artykułom i innym zachęcającym wpisom ludzie o wiele chętniej biorą psy ze schroniska! Przekonałam się o tym! Następnego psa wezmę ze schroniska dzięki Wam! ludzie mający dobre serce ratują zwierzęta. Więc przekonaliśmy się właśnie, że Niemcy mimo wojny- mają jednak trochę serca. Adoptują nasze psy z NASZEGO schroniska! Czyż to nie jest piękne?! co za serce, co za godność! Pewnie domyślają się, że szczególna pomoc przyda się naszym, polskim pieskom. Na przykład weźmy pod uwagę poszkodowane, sparaliżowane psy. Zawsze znajdzie się dobry człowiek. To właśnie jest super! Życzę wszystkim adopcji psów i aby było jak najwięcej adopcji bezdomnych oraz tych poszkodowanych zwierząt! Te poszkodowane potrzebują specjalnego DOBREGO serca, nie z kamienia. Czyli takiego, który weźmie na chwilkę psa, a jak mu się znudzi- wyrzuca. To są ludzie okropni. Oby było więcej dobrych ludzi, którzy zaadoptują biedne pieski!!!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ola_love_dog 11:40 | 29-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
bardzo się cieszę, iż teraz jest już o wieele więcej akcji pomocy zwierzętom, szczególnie ze schronisk, niż w tamtym roku. Dzięki tym artykułom i innym zachęcającym wpisom ludzie o wiele chętniej biorą psy ze schroniska! Przekonałam się o tym! Następnego psa wezmę ze schroniska dzięki Wam! ludzie mający dobre serce ratują zwierzęta. Więc przekonaliśmy się właśnie, że Niemcy mimo wojny- mają jednak trochę serca. Adoptują nasze psy z NASZEGO schroniska! Czyż to nie jest piękne?! co za serce, co za godność! Pewnie domyślają się, że szczególna pomoc przyda się naszym, polskim pieskom. Na przykład weźmy pod uwagę poszkodowane, sparaliżowane psy. Zawsze znajdzie się dobry człowiek. To właśnie jest super! Życzę wszystkim adopcji psów i aby było jak najwięcej adopcji bezdomnych oraz tych poszkodowanych zwierząt! Te poszkodowane potrzebują specjalnego DOBREGO serca, nie z kamienia. Czyli takiego, który weźmie na chwilkę psa, a jak mu się znudzi- wyrzuca. To są ludzie okropni. Oby było więcej dobrych ludzi, którzy zaadoptują biedne pieski!!!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ania3456 09:56 | 29-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Bardzo mnie wciągnął artykuł w wrześniowym numerze "Przyjaciel pies" pod tytułem: "Adopcje bez granic". Uważam, że ten pomysł jest doskonały! Jest racją to, że ludzie nie są, aż tak bardzo zainteresowani adopcją psów w Polsce. Z tego co wyczytałam kraje zagraniczne nie dość, że mają więcej chętnych do adopcji, a także lepszą sytuację gospodarczą, tam jest większa szansa na znalezienie domu starszym pieskom, a nie tylko szczeniaczkom, które w Polskich schroniskach są "rozchwytywane". Mam nadzieję, że w PP będzie więcej artykułów na te i podobne tematy, ponieważ wcześniej się z nimi nie spotkałam, a zapewne nie tylko mnie takie sprawy interesują. Wracając do artykułu, to cieszę się, że adopcje zagraniczne są coraz bardziej popularne.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~aguskakratka 06:19 | 29-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Według mnie adopcje zagraniczne to świetny pomysł, ponieważ są ludzie, którzy bardzo by chcieli mieć psa, ale np są uczuleni na sierść i przez to jak chcą go mieć, to musi być "goły", mieć włosy (tak jak np yorkshire terrier), lub ostatecznie bardzo krótką sierść, która nie wypada (np. pinczer miniaturowy). Adopcja zagraniczna daje szanse wielu psom godnego życia, ponieważ w schroniskach często brakuje miejsc, w których mogły by mieszkać, a chętnych osób do adopcji jest niewiele. Uważam, że taki sposób na danie psom szczęścia jest bardzo dobry i na pewno nikomu przez to się niestała by krzywda.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Pepeiks 07:19 | 28-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Według mnie pomysł adopcji psów poza granice naszego kraju
to świetny pomysł, lecz pozostaje nam to pomyślenia - czemu
u nas sytuacja zwierząt jest gorsza, niż poza granicami
naszego kraju?
Zamiast ubywać, to bezdomnych zwierząt przybywa coraz
więcej.
Pomimo tego, że teraz coraz więcej osób chce im pomagać, niż
kiedyś. Ale i tak tych "drugich" osób, które je porzucają i
traktują rzeczowo jest coraz i bardziej więcej...
Czasami warto się zastanowić, czy warto wydać pieniądze na
skutek, czy przyczynę.
Wiele osób na pewno oburzyłaby się na pomysł jak można wydać
pieniądze na kampanię reklamową, albo ulotki, gdy można
uratować życie choremu psu?
Tyle, że zawsze można zapobiec istnieniu takiego psa,
zniechęcić kogoś do kupna psa, którego i tak później
prawdopodobnie by wyrzucono, bądź pozbyto.
Niestety wciąż jest wiele obiegowych mądrości, przykładowo
rzekomego "suka powinna mieć raz w życiu młode", albo że
"pies z rodowodem to tylko na wystawy". Albo "taki piesek w
reklamie/filmie był grzeczny i wychowany...", może pokonać
te mity własną bronią i stworzyć własne, słuszne
stwierdzenia? Według mnie najlepszym sposobem byłyby media
ogólnodostępne, np. spot reklamowy o niechcianych
zwierzętach, pseudohodowlach, ale na to trzeba pieniędzy...
Ale myślę, że byłoby to skuteczne, gdy trafiłoby do każdego,
nie tylko do tych co się zwierzętami interesują.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Terrierowa 05:50 | 24-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Uważam, iż to, co zrobiłam, było wspaniałe. 12 lipca tego roku przygarnęłam pod swoje progi 3-letnią suczkę ze schroniska.
Moim zdaniem przygarnianie starych, schorowanych psów jest zachowaniem celującym. Te psy, fakt, mają nikłe szanse na znalezienie domu w Polsce. My, Polacy, bardzo rzadko decydujemy się na psy starsze, ponieważ mamy świadomość, że z dnia na dzień musimy być przygotowani na rozstanie z pupilem.
Niemcy, oraz nasi bracia z innych krajów postępują nienagannie. Podoba mi się ten pomysł, dlatego że pomagamy w ten sposób nie tylko temu jednemu psu, ale także ,,zwolnimy" miejsce w schronisku dla kolejnego biedaczyska.
Przecież schroniska pękają w szwach, dlatego powinniśmy jak najprędzej adoptować pieski. Kocham stwierdzenie - ,,spieszmy się kochać, tak szybko odchodzą...". Ponieważ przekonuje to w pewnym stopniu do adopcji nie tylko młodych psów.
Myślę, że bylibyśmy o wiele lepszym krajem, gdybyśmy przygarniali coraz więcej dorosłych psów ze schronisk, nie tylko szczeniąt. ,,Adoptując jednego psa nie zmienimy całego świata, ale cały świat zmieni się dla tego jednego psa...". - I dużo w tym prawdy...
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Bonnie 10:46 | 22-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ja uważam, że adopcje psów przez naszych zagranicznych braci jest naprawdę wspaniałe! Myślę, że dzięki nim wiele psów może poczuć jak to jest kochać i być kochanym. Cieszę się, że nie tylko Polacy adoptują polskie psy. Dzięki ludziom innych narodowości którzy adoptują naszych przyjaciół o czterech łapach więcej psów ma szansę na dom, nawet psy sparaliżowane, chore, lub bez łapki, które mają szansę na adopcję przez polaków równe zeru. Wiem, że większość Polaków nigdy nie zaadoptuje psów niepełnosprawnych, no bo ile osób marzy o psie - kalece? Ale teraz psie staruszki, kaleki i kundelki mogą mieć własnego właściciela, a nie tylko dzielić się z tysiącami innych psów garstką wolontariuszy.Przy okazji chciałam bardzo podziękować wszystkim wolontariuszom oraz pracownikom schronisk za ich złote serca. Sama bym chętnie pomagała schroniskom, ale niestety od mojego domu do schroniska dla psów jest bardzo daleko. Mam tylko 12 lat, lecz już wiem, że psy, to nie zabawki lecz prawdziwi przyjaciele.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
sissi3 09:49 | 19-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Adopcja za granicą?To koszty a przecież nasze psy są kochające i piękne,ale rzucacie je....na pastwę losu.Po co wam adopcja za granicą?Aby pies nie włóczył się.Ale obowiązki zmuszają was do kastracji bądź czipowania psa.I dobrze,jak by to ująć:nie tak zaraz ten ambaras.
Czy twój pies gryzie meble,ludzi,psy?Tak?Wtedy dokładnie zastanów się nad oddaniem psa za granicę.Uciec to nie może,bo jest a to zbyt rozpieszczony a to miły.Zanim weźmiecie psa,pomyślcie o warunkach.
Bo przecież lepiej zapobiegać niż oddawać,prawda?
Nie jestem zwolenniczką adpocji psów,ale popieram adopcje.
Nie bez celu:cek wolontariuszy jest jeden zapewnić psu dom,prawda?
A my go znów wiążemy na łańcuchu,głodujemy...STOP!Po coś cie męczyli niewinne stworzenie?!!Nie cierpię tego jak wy traktujecie psy,mówię do was,ptasie móżdżki.Ludzie choć mają ogromny mózg nie myślą nim.
Bo nie potrzebują myśleć?A teorie na temat szkolenia psa mogą okazać się groźne dla psa adoptowanego.Ależ owszem ocalisz psie życie,ale problemy pokonuj!Dla psa.Adoptujcie psa nie bierzcie z hodowli!Apeluję jeszcze raz o adopcję psa ze schronu!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
emis 12:05 | 18-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Cudowna organizacja udowodniła,że pies ( nawet stary,chory lub niepełnosprawny) może znalezć prawdziwy,kochający Go dom.Pokazała też,że tą rodzinę można zdobyć też za granicą.A niektórzy ludzie tego nie doceniają.Wymyślają przeróżne powody,DLACZEGO adopcja zagraniczna to zły pomysł.Ale na szczęście większość ludzi wie,że się mylą.Starają się o to ,by adopcja za granicą była coraz lepiej rozwijana i żeby lepiej funkcjonowała.Trzeba także pomyśleć o psach( przecież o nie tu właściwie chodzi).Niektóre umierają w schroniskach.Dom za granicą to dla nich ostatnia szansa.Gdy już dostaną swój wymarzony dom,nie obchodzi je ,że muszą się przystosować do nowego języka,ani zmiana środowiska.Wtedy liczy się tylko rodzina.
A więc nie sprzeciwiajmy się adopcji za granicą,bo może sprawić,by pieski miały wspaniały dom na całą resztę swojego życia!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Misia93 05:34 | 18-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Po przeczytaniu wrześniowego tematu miesiąca: Emigracja szansą na nowe życie, jestem zadowolona z tego że łączymy się z innymi państwami żeby tylko znaleźć odpowiedni dom psiakom to bardzo dobre wyjście tym bardziej że jesteśmy w Euro i nie ma większych problemów z transportem, nie stoi się w kilku godzinnych korkach czekając na przejechanie granicy to wielki plus! Polska ma całkiem inne podejście do psów, wydaje mi się że bardziej obojętne niż w innych krajach, tutaj dalej można spotkać błąkające się psy i handlarzy na bazarach w Niemczech i innych krajach jest to prawo bardziej surowe i nie dopuszcza się do takich sytuacji. Myślę że powinniśmy się łączyć z kolejnymi krajami i pomagać sobie, na wzajem szukać właścicieli dla psów ze schroniska, wiąże się to również z pewnym ryzykiem. Nigdy nie wiadomo do jakiego domu trafi pies, spotkania przed i po adopcyjne są koniecznością a tak że utrzymywanie stałego kontaktu i możliwość, oddania psa z powrotem do schroniska, w razie gdy nowi właściciele nie będą sobie radzić. Bardzo mnie ucieszyła informacja że w innych krajach nie patrzą na wiek a nawet są w stanie wykonać drogą operacje żeby tylko pies był szczęśliwy nawet jeśli zostało mu kilka lat życia. U nas pewnie został by taki pies w schronisku bez żadnej szansy na adopcję nie wspominając o drogim leczeniu! Polacy wolą szczeniaki lub młode psy, dobrze że są ludzie dla których wiek się nie liczy.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
aza26 09:06 | 18-08-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Mówi się , że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Jest wierny ,czujny ,poliże nas po policzku gdy jest nam smutno ,nikt nas lepiej nie przywita jak pies ,jest z nami na dobre i złe. Obroni nas gdy będzie taka potrzeba , nieraz nawet uratuje nam życie. A człowiek jest dla niego całym życiem. Zastanówmy się jednak czy każdy człowiek jest najlepszym przyjacielem psa. Tysiące bezdomnych psów w schroniskach to nie jest widok ,który by oznaczał miłość człowieka do psów. W Polsce są nieliczni ,którzy chcą zaadoptować starego psa. Liczba bezdomnych psów w Polsce zmniejsz się ponieważ często obcokrajowcy adoptują Polskie psy.Adoptują stare a nawet chore psy. Dla nich nie liczy się wiek ,po prostu chcą mieć przyjaciela którego obdarzą miłością i uleczą jego złamane serce. Zaadoptowany pies nie odstępuje nas na krok ponieważ jesteśmy jego jedyną nadzieją. Po chwilach spędzonych razem pies odchodzi do psiego nieba. Jesteśmy załamanie ,lecz na koniec mówisz mu :,,byłeś moim najlepszym przyjacielem".
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |